Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 6 min czytania

A gdyby miał kaca?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

A gdyby miał kaca ?

Z przedwojennego monologu Wyrwicza, o wyprawie Kolumba: „Płynęli sto dni i sto nocy, aż te majtki co wisieli na bocianim gnieździe, rozdarli się na całe gardło: Ziemia! Ziemia!”. Wprawdzie bezpowrotnie minęły czasy majtków i bocianich gniazd, zawsze jednak, pływając na statkach, oczekujemy z podobnym napięciem, na ukazanie się spodziewanej latarni morskiej, boi, czy innego znaku nawigacyjnego, a nawet lądu, żeby upewnić się czy nawigowaliśmy dobrze. Przypomina mi się historia, która w obecnych czasach, radaru i systemów nawigacyjnych pozwalających określić pozycję statku z dokładnością do 1 kabla, ma charakter wyjątkowy i wręcz anegdotyczny. Zdarzyło się to na statku nowym, statku nowoczesnym, w jego pierwszej „dziewiczej” podróży do Afryki Zachodniej w lutym 1967 roku. Objąłem służbę, jak codziennie, o godzinie 0800. I Oficer zdał mi pozycję, z której wynikało, że za 3 godziny powinniśmy być na wysokości Takoradi , do którego to portu zmierzał nasz statek, jeden z serii „Kraków”. Płynęliśmy wzdłuż brzegów, w odległości 4 mil od lądu, ale widziałem zaledwie jego cień. Nie rozróżniałem szczegółów, tak istotnych w prowadzeniu nawigacji. Ciężkie, wilgotne powietrze ograniczało widzialność. Nawigowałem na tzw. pozycji zliczonej, tj. pozycji powstałej ze zliczenia prawdopodobnej drogi jaką statek przebył od ostatniej pewnej pozycji. Nie miałem możliwości określenia się. Radaru nie było na statku w ogóle. Radionamiernik był doskonały, ale nie było spisu stacji radiowych, co czyniło go użytecznym wyłącznie do słuchania muzyki. Nigdzie nie mogliśmy dostać tego spisu, ani w kraju, ani w żadnym innym porcie. Echosonda , kilka dni przed opisanym zdarzeniem, spaliła się , bez żadnego uzasadnionego powodu. Log mierzył szybkość z dokładnością do 10 węzłów, a cała nasza szybkość wynosiła 14 węzłów, więc wyłączyliśmy go. Tak więc pozostał nam sekstant i lornetka. Niestety z sekstantu nie mogłem skorzystać, bo nie było widać słońca. W rezultacie mogłem polegać na lornetce. Stałem z lornetką na skrzydle mostku i uważnie obserwowałem majaczący się ląd. Monotonny, płaski brzeg, zarośnięty tropikalnym buszem, bez żadnych szczegółów, z których mógłbym się zorientować w naszej pozycji. Nie pozostało mi jednak nic innego, jak wytrwale szukać jakichkolwiek oznak zbliżania się do portu. Po dwóch godzinach wypatrywania, wreszcie coś zobaczyłem. – Tak to niewątpliwie coś białego… jakieś budynki. Słabo widoczne, ale na pewno budynki. Potężne walce zbiorników paliwa. Teraz jestem w domu. To na pewno Takoradi – myślałem, obserwując brzeg. Sprawdziłem pozycję zliczoną. Zgadzała się mniej więcej. Zadowolony ochoczo „przekręciłem” do kapitana. - Panie Kapitanie, mówi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%