Pisarstwo · 4 min czytania
A gdybym dzisiaj umarła?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Usiadłam w kościele, w ławce z rodziną. Normalny widok. Obok pani. Śpiewała kolędę. Na początku wyciągała pięknym głosem, potem jakoś "grubym". Ale nie pani w kościele jest ważna, która spojrzała na mnie tak, jakbym jej coś zrobiła. Cóż... Zamyślona, nie wiedziałam co się dzieje wokół. Ksiądz, odprawiający mszę był jakiś daleki, mama siedząca obok i pani z czerwoną szminką. Byłam ja. Ja i Jezus. Tylko my. Były moje myśli... dużo myśli, które dobijały się do mnie i za nic nie chciały dać spokoju. Skuliłam się w sobie, bawiłam rękawiczką, w której zrobiłam dziurę... I myślałam: A gdybym tak dziś umarła? Co by się stało? Być może odeszłabym z tego świata, nie pogodziwszy się z siostrą. Nie zdążyłabym powiedzieć mamie, ani tacie, że ich kocham. Nie zdążyłabym powiedzieć Przyjaciołom, że dziękuję im za wszystko, nie pożegnałabym się z nikim. I nasuwa się myśl "Żyj tak, jakby każdy Twój dzień był tym ostatnim" i widzę wyraźnie okładkę książki Paulo[a] Coelho "Weronika postanawia umrzeć" (dzięki Uli wiem jak się skończyła. Nie doczytałam). Życie. Jest takie kruche. Być może jutro wyjdę do sklepu po mleko i nie wrócę. A przecież droga, którą bym wybrała, jest mi znana. Przecież sklep nie jest na odludziu, ani nie żyję podczas wojny. Jestem Iloną, żyjącą w XXI wieku. Jestem nastolatką, która marnuje swoje życie. Jestem osobą, która ma świetne warunki do rozwijania się, kochającą rodzinę, przyjaciół o jakich zawsze marzyła.. a mówi, że cierpi, że czegoś jej brak. Miłości. Może to i duży powód. Ale ma ją! Rodziców, rodziny, przyjaciół.. Odchodzę od tematu. Pojawiła się myśl w kościele, co by było, gdybym teraz umarła? Nie zrobiłam przecież jeszcze tylu rzeczy. Nie przekonałabym się, czy spełnię swoje marzenie o psychologii. Nie spotkałabym się już nigdy więcej z Przyjaciółmi. I może, powiedziałabym o jeden raz za mało: "Mamo, Tato, Anno - kocham Was! Dziękuję, że jesteście". Może o jeden…