Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

A jutro będziemy w Argentynie.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedzieliśmy na ławce przed Planem Be, popijając Pilznery z plastikowych kubków Coca Coli. Jak większość osób wokół nas. Na górze, w samym lokalu, może nie było ciasno, ale i tak nie było znaleźć wolnego miejsca by usiąść. Noc była ciepła, pierwsze dni wiosny zastały mnie bezrobotnego. Zrezygnowałem niedawno z pracy w restauracji i tej nocy przepijałem ostatnie zarobione pieniądze. Towarzyszył mi C., znajomy znajomego współlokatora kolegi z liceum. Poznaliśmy na jednej czy drugiej imprezie. Łączyły nas chęć do spijania się nieprzytomności i przegrywanie pieniędzy w Marriotcie. Nie miałem określonego planu na tę noc, miałem ochotę po prostu gdzieś posiedzieć i wypić sporo Piwa. Jakiś chłopak jeździł na rowerze pod prąd Placu Zbawiciela, a my przysłuchiwaliśmy się rozmowie dwojga zakochanych, chociaż lepiej by było powiedzieć, że tylko jedna osoba w tym tandemie przejawiała takie uczucia. On wysoki, raczej szczupły, ale dobrze zbudowany, w dżinsach, błękitnej koszuli i marynarce. Na głowie burza loków, której widok sprawiał, że nerwowo przecierałem włosy w okolicach skroni. Ona niższa od niego, przynajmniej od głowę, też szczupła, o pełnej piersi, blondynka w czarnej sukience w białe grochy. Ona ładna, on przystojny. Po raz pierwszy zauważyłem ich przy barze, gdy zamawiałem Piwo. Siedzieli na kanapie pod oknem, rozmawiali spokojnie. Gdy odbierałem kubki od barmanki, on wstał i wyszedł. Spotkałem go z powrotem na schodach, stał oparty o ścianę, ściskając prawą dłoń w pięść, to prostując palce. Minąłem go, i skierowałem się w kierunku ławki, na której oparciu siedział C. Podałem mu Piwo i rozsiadłem się obok. - Mówiłeś o czymś, nim poszedłem. - Skończyłem już, tylko chciałem powiedzieć, że prawda jest taka, że czasem trzeba komuś obciągnąć, dasz dupy Zanussiemu i zagrasz w filmie, tak to wygląda. - Aha. C. był aktorem. Znajoma para wyszła z Planu Be, ona lekkim krokiem, on za nią. Stanęli prawie że naprzeciwko nas. Sączyliśmy Piwo, czekając nie wiadomo na co. Zaczął on. Słuchać go było wyraźnie. - Dobra, muszę Ci to powiedzieć, i będę mówił szybko, i będę mówił bez sensu, ale inaczej nie potrafię i tak będzie, musi być, znaczy postaram się, nieważne, znaczy się, cholera jasna – powiedział to naciskając zdecydowanie na ‘lera’. - Mógłbyś trochę jaśniej – blondynka patrzyła na niego pełnym niezrozumienia wzrokiem, to jej oczy uciekały i skupiały się na sekundę dwie na czymś zupełnie nie związanym z postacią chłopca przed nią, na rowerzyście robiącym kolejno kółko po Placu Zbawiciela, to na murzynie, który budził dużo zainteresowanie dziewcząt. Burza loków wzięła głęboki oddech, ścisnęła obydwie dłonie mocno, rozluźniła, zrobiła krok w przód, w tył i wypuściła powietrze. - Chcę Ciebie, pragnę Cię, dla siebie, chcę Cię całować, przytulać, spać z Tobą, chcę się z Tobą kochać, chcę zasypiać i budzić się obok Ciebie, chcę żebyś nie usuwała sobie tego znamienia na szyi, bo to jedna z wielu rzeczy, które sprawiają, że jesteś wyjątkowa, chcę Ci codziennie mówić, że jesteś wyjątkowa i codziennie znajdować kolejny na to powód, chcę, gdy ktoś Ci powie, że wyglądasz jak kobieta w ciąży, mówić, że wyglądasz kobieco i naprawdę mieć to na myśli, chcę oglądać Twoje nogi, chcę Cię oglądać nago, chcę, żebyś miała swoją szczoteczkę do zębów u mnie, chcę, żebyś zostawała u mnie na tydzień, chcę wielu rzeczy, chcę, żeby były związane z Tobą, chcę Cię – nie patrzył na nią, gdy to mówił, za szybko, wiercił się nerwowo, gestykulował. C. zwrócił uwagę na wadę wymowy, cicho, żeby nie psuć chwili kochankom, niewyraźnie es wymawiał. Może i tak, ja tego nie słyszałem, ani ona, ani on pewnie też. Nastała cisza. Rowerzysta zatrzymał się w końcu, kończąc swój maraton przeciwności. Oparł swoją kolarzówkę o słupek i wszedł do Planu. My kończyliśmy Piwo, a finał nie nadchodził. Niezręcznie było wstać, niezręcznie było coś powiedzieć. Patrzyli na siebie. On się uśmiechnął, ona uciekła wzrokiem jak to miała w zwyczaju przez całą rozmowę, jego monolog. W końcu znowu skupiła się na nim i powiedziała, że przecież wyjeżdża do Krakowa niedługo i nie mógł wybrać gorszej chwili na to, że nie może mu teraz odpowiedzieć, że to nie jest dobry pomysł. Dużo tych że powiedziała, ściszyła jednak głos i nie wszystko byliśmy w stanie wychwycić. Skończyła, on zabrał głos. - Dlatego nienawidzę komedii romantycznych. - Dlaczego? - Gdyby to był film, to ja byłbym głównym bohaterem, który na końcu filmu mówi romantyczny monolog i zdobywa dziewczynę pomimo przeciwności losu, a każda kobieta w kinie mówiłaby swojemu chłopaki, mężowi, partnerowi ‘czemu Ty nie mówisz mi tak rzeczy?’. I żylibyśmy długo i szczęśliwie. - Zdziwiłbyś się. Nie jestem w stanie Ci teraz odpowiedzieć, muszę się zastanowić. - Dobrze. Poczekam i idę – nerwowość jakby zeszła z niego zupełnie, rozluźnił postawę, przejechał dłonią po włosach, spojrzał na nią z uśmiechem i odszedł w stronę centrum. Ona stała jeszcze przez chwilę w zamyśleniu. Przyznać musiałem sobie w myślach, że śliczna to była dziewczyna. Z zadartym noskiem. Nagle ruszyła w naszą stronę. W świetle latarni dojrzałem znamię, o której mówił chłopiec, dostrzegłem błękit oczu. Poprosiła o papierosa, C. wyjął paczkę z wewnętrznej kieszeni marynarki. Cameli. Zostało pięć, wzięła jednego, podziękowała i poszła z powrotem do Planu. - Urocza historia – powiedział C. - Aha. Chodźmy stąd. - Może jeszcze po jednym? - Aha. - Zaraz wrócę. Wstaliśmy razem, on poszedł na górę po Piwo, ja do kibla wysikać się. Przyjrzałem się kafelkom na ścianie, szukając czegoś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
A jutro będziemy w Argentynie. — czytnik · opowiadania