Medycyna · 5 min czytania
A może Pan Bóg przyjdzie i powie: "wstań i idź"?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tfurczość własna pt.
Eutanazja
przedstawiająca współczesny konflikt między uczuciem, a obowiązkiem.
Ilekroć na niego patrzyła, widziała nieme błaganie w jego oczach. Nieme, bo on nie mógł już mówić. Pomimo młodego wieku-39 lat- nie mógł. Widziała to tysiące razy. A jednak... Wszystkie te rurki, kabelki- przerażały ją. Oplatały całe jego ciało, wychodziły z każdego centymetra kwadratowego, nie zostawiając ani jednego wolnego skrawka. Przykryty był tylko białą płachtą. Nad głową miał monitor z zielonym, nierównomiernym wykresem. To ciągłe pikanie było nie do wytrzymania! Pip...pip...pip... Lecz najgorsza była świadomość tego, że wystarczy jeden ruch ręki, aby wykres na czarnym ekranie zamienił się w ciągłą linię poziomą. Wystarczy odłączyć jeden, obojętnie który kabelek, żeby pomieszczenie wypełnił przeciągły, jednostajny pisk dobywający się nie wiadomo skąd. Piii... umiała to sobie wyobrazić aż za dobrze. Zdarzyło jej się to kilka razy w pracy i niejeden raz widziała to w telewizji: w „Ostrym dyżurze”, czy w „Na dobre i na złe”. Ale to były filmy. Jakże one różnią się od rzeczywistości! Niejeden raz siedzieli na kanapie przed telewizorem, popijali kawę i rozmawiali o tym. I oboje zgodnie twierdzili, że woleliby umrzeć niż być sztucznie przytrzymywani przy życiu. Dla niego było to poniżające. Od dziecka już wiedział, że chce żyć tak długo, jak długo będzie mógł sam o siebie zadbać. Lecz były to rozmowy bez żadnych zobowiązań. Nikt nawet nie przypuszczał, że już niedługo może ich to dotyczyć bezpośrednio... Ciemna, mokra ulica...przyćmione światła latarni widziane przez gęstą zasłonę z deszczu...błyski świateł samochodowych... Nagle pisk opon...światła samochodowe białe, czerwone...deszcz...drzewo...krzyk...deszcz...pęknięta przednia szyba... Z transu wyrwał ją głos pielęgniarki: -Pani doktor, jest pani proszona na salę operacyjną nr3. Za 15 minut. Odpowiedziała skinieniem głowy, nawet się nie odwracając. Spojrzała na męża i zdała sobie sprawę z tego, że płacze. Płakała bezgłośnie, cały żal zatrzymując w środku, w sobie. Jako świadek wypadku wiedziała, że można go było uniknąć. Jako lekarz wiedziała, że pacjent nie ma żadnych szans na dalsze,