Horror · 3 min czytania
A na Bardowskiego straszy... ;)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na przystanku stały dwie osoby. Młoda kobieta. Elegancko ubrana, włosy spięte z tyłu, wysokie obcasy, lśniąca torebka. Obok niej młodzieniec. Łysa głowa, nowe dresy. Chłopak był tu chyba przez przypadek, może przez pomyłkę, lub na kogoś czekał. Gdy kobieta wyciągnęła z torebki nowy modny telefon, chłopak wiedział co robić. Złapał za telefon i zaczął biec przed siebie. Nie dosłyszał z tyłu nawet krzyku kobiety. Wbiegł w bramę i tam odetchnął. Obejrzał telefon. Połączenie trwało nadal. Głos po drugiej stronie pytał przestraszony, co się dzieje. Chłopak powiedział do mikrofonu: „Ten numer nie będzie już aktualny.” I zakończył rozmowę. Otworzył telefon, wyciągnął kartę sim i rzucił ją pod nogi. Złożył telefon i schował do kieszeni. Rozejrzał się w poszukiwaniu wyjścia. Na jego nieszczęście nie było innego, oprócz tego, którym wbiegł. Powili obszedł podwórze i w przeciwległym rogu znalazł małe przejście. Wszedł w nie. Był to dość ciemny i długi korytarz, który w połowie drogi dwukrotnie łamał się, przez co w jednym miejscu nie dało się dojrzeć jednocześnie wejścia i wyjścia. Po chwili wyszedł na inne podwórze, to niewiele różniło się od poprzedniego. Spojrzał w niebo, było już prawie ciemno, mimo, że jeszcze przed sekundą nawet nie zmierzchało. Uspokojony, wolnym krokiem wszedł w północną bramę. W przejściu śmierdziało padliną. Zapewne rozkładało się ścierwo jakiegoś kota albo bezdomnego psa. Chłopak zatkał nos a im dalej szedł tym