Biografia · 6 min czytania
A na imię mam właśnie Beata...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
A na imię mam właśnie Beata ...
Pamiętam tamte dni ..... I tak wiele chciałabym sobie przypomnieć, właśnie z tamtych, chyba już dawnych lat. Myślę,że 49-lecie życia daje takie przyzwolenie, żeby zacząć wracać wstecz, odnowić się, odświeżyć tamten, zakurzony świat. Cudowne to były chwile, dni , miesiące letnie, kiedy byłam właśnie tam, u moich dziadków. U mojej Rózi i Edka. Pociąg jechał do Nich 7 godzin, ale cóż to była za frajda słuchać stukotu kół po szynach, wąchać zapach dymu z okopconej lokomotywy. I te kolejne, mijane stacje, pełne rozgrzanego tłumu, rozgorączkowanych rodziców, kurczowo trzymających swoje dzieci : "Uważaj, bo wpadniesz pod pociąg. Widzisz, już nadjeżdża !" Ale nikt nie wpadał. Dzieci zaaferowane, z otwartymi buziami rozglądały się wkoło i przyciskały do piersi swoje ukochane miśki, lalki i pieski. Ja zawsze wybierałam miejsce przy oknie, aby nic nie uszło mojej uwadze. Z nosem przyciśniętym do szyby, pełnym zapachu pociągu, gapiłam się na cały ten rozgardiasz i nie mogłam się doczekać końca podróży. A tam, na końcowej stacji czekali już moi najukochańsi, albo dziadek, albo babcia. Czasami jednak robiliśmy im niespodziankę, nieoczekiwanie zjawiając się w M. To były najcudowniejsze, najbardziej nieoczekiwane momenty, kiedy to skradając się po cichu uliczką, już z daleka widzieliśmy babcię siedzącą na schodkach naszego, dziadkowego domku. I ten Jej niezapomniany okrzyk radości na nasz widok: "Ło, moje kochane dzieci przyjechały ! Ojciec, szybko, biegnij im pomóc walizki wnieść!" A potem to już tylko same radosne pokrzykiwania, pytania o Tych i o Tamtych. Obiegałam cały dom, wszystkie pokoje i lądowałam w kuchni, przy babci, która już pichciła coś pysznego. Skromne to było mieszkanie, skromna kuchnia, ale tak tam było zawsze ciepło, tak przytulnie, tak chciało się tam być.I mimo gorącego lata, pod kuchnią zawsze buzował ogień, a na płycie kuchennej piekły się pyszne mielone. Babcia chyba zawsze siódmym zmysłem odgadywała nasz przyjazd, bo scenariusz powtarzał się niezmiennie co roku. Tak się do tego przyzwyczaiłam, tak to pokochałam swoim kilkuletnim sercem, że teraz staram się przywołać z najgłębszych zakamarków mojej pamięci to, co wydarzyło się przez te wszystkie lata, aż do śmierci Ich obojga. Tamte, letnie miesiące były niejako inne, niż teraz. Były cieplejsze? Bardziej pachniały macierzanką ? Jak nie wracać do nich, kiedy wkoło sosna, rozgrzany piach i biała Jura. A powietrze tak ciężkie od żywicy ... W sosnowym lasku, niedaleko domku, za cichą rzeczką, babcia pierwszy raz pokazała mi, które grzyby mogę zbierać, a które omijać.....( nie ma już tamtego lasku, ale słychać gwar i śmiech dzieci bawiących się…