Filozofia · 3 min czytania
A nocą Wiatr hula po nagich piersiach Drzew
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedzę na balkonie Nie! Siedzę na wyspie Na skale Morze pluje mi w twarz Swoją zimną, beznamiętną szczerością Księżyc, stary drań Obserwuje swoją mokrą nałożnicę Błyszczącym, zboczonym wzrokiem Chce ją zapłodnić co noc Chmury mu czasem przeszkadzają Na nic to się zda Jest chyba za stary Stary pierdziel Mało mu ojca Który oświetla mu oczysko Świecisz światłem odbitym przyjacielu Sam nie mógłbyś skrzesać iskry Która mogłaby oświetlić choćby Kawałek dupy nietoperza Jesteś bardziej bezwstydny Niż najbardziej bezwstydna niewiasta Pokazujesz swoje nagie ciało Jak rozkładająca nogi kobieta Dajesz się każdemu Kto tylko Cię chce I ma dość odwagi by Cię wziąć Bracie Księżycu A może to wszystko przez Twego ojca właśnie On Cię odsłania Pokazuje w bezwstydzie A Ty mścisz się Jak możesz
Wiatr owiewa mi twarz Wrzeszczy mi w gębę Całą niegodziwością Którą w sobie nosi Wiej mocniej Szczerości nigdy za mało Jestem Ci za nią wdzięczny Nawet nie wiesz jak mi pomagasz Gdybyś mógł choć być zimniejszy Ale co Ciebie obchodzi to Co czuje? Gówno – zdajesz się mówić Gówno mnie to obchodzi
Ziemio Ciebie też kocham Chłodzisz mi zadek Wielce mi przyjemnie Wierz mi na słowo Właściwie nie musisz na słowo I tak obmacujesz mnie Zawsze, kiedy na Tobie siedzę I jaka tu wdzięczność za…