Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

A potem była cisza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

A potem była cisza

Turn your head and see the fields of flames

Welcome to the end Watch your step, Cassandra You may fall As I've stumbled on the field Sister mine Death's a certain thing Find myself in darkest places Find myself drifting away And the other world The other world appears

The ferryman will wait for you My dear

And then there was silence Just a voice from other world Like a leaf in an icy world Memories will fade Blind Guardian, AND THEN THERE WAS SILENCE

A gdy już będę Twym kochankiem Na względzie miej, że ja Ja jestem Diabłem na dnie szklanki Trzeba mnie pić aż do dna Michał Bajor, Nasza miłość

- Po raz kolejny pragnę państwa przywitać na naszej autokarowej podziemnej wycieczce, tuż u bram naszego punktu docelowego – przewodnik, zwany Bożydarem Karczochem, poprawił dostojne okulary na mniej dostojnej twarzy – Pragnę również przypomnieć kilka ważniejszych uwag z regulaminu. Po pierwsze uprzedza się wszystkich wchodzących, by nie przyjmowali jakichkolwiek tabletek, proszków czy kropel od eksponatów. W zeszłym roku pewna staruszka nawąchała się sztyftów od Maryśki Curie i połowa przedstawicieli płci męskiej z naszej grupy oskarżyła nas o molestowanie seksualne. Wracając do tematu... Przypomina się o zakazie karmienia eksponatów oraz wnoszenia na teren ośrodka czegoś związanego z konkurencją – rzekł dobitnie, po czym wskazał chłopaka stojącego obok mnie – Pan z tym krzyżykiem na koszulce nie wejdzie. - Jeeezu – naznaczony uniósł wzrok ku niebu (gdziekolwiek ono było) i począł zakładać bluzę. - Proszę nie wzywać imienia konkurencji nadaremno – dodał twardo przewodnik i powrócił do swego piekielnie (!) nudnego wykładu na temat wycieczki – Jeżeli ktoś z państwa na własne życzenie pragnie zostać eksponatem, należy podpisać stosowną umowę w kasie 666 oraz uiścić opłatę abonamentową w tym samym miejscu. Zanim dotrzemy do punktu kontrolnego przypomnę cennik... Ceny mnie nie interesowały, więc przestałam słuchać tego starego przewodnika-pierdoły. By rozruszać się po kilkugodzinnej jeździe windą i autokarem, poczęłam spacerować, a mój wzrok spoczął na ogromnym afiszu, zajmującym całą ścianę z litej skały. Krwistoczerwone litery o przerażającej, gotyckiej czcionce głosiły:

PIEKŁO HELLFIRE IND. CZYNNE: 800-2400 WSTĘP TYLKO OSOBY DOROSŁE I POCZYTALNE !PROSZĘ NIE DRAŻNIĆ I NIE KARMIĆ EKSPONATÓW! - ... nie bierzemy odpowiedzialności za wszelkiego rodzaju poparzenia, zranienia i utraty kończyn.

*** Przy punkcie kontrolnym, umieszczonym za kasami, w głębi ośrodka, stała szeroko uśmiechnięta blondyna w kusym fartuszku z czerwonym napisem: WELCOME TO THE REAL WORLD. Można by ją wziąć za człowieka, gdyby nie ostre różki, wychylające się zza jasnych kosmyków włosów. Owe spiczaste elementy oraz długi ogonek z kruczym pędzelkiem na końcu zdradzały demoniczne pochodzenie dziewczyny. - Tutaj uniemożliwiamy wnoszenie na nasz teren wszelkich przedmiotów kultu religijnego – powiedziała słodko i uprzejmie wskazała drzwi kontrolne, które musieliśmy pokonać – Życzę państwu miłego zwiedzania. W razie poparzeń magmą lub ogniem piekielnym należy zgłosić się do punktu sanitarnego. Znajduje się on... Uśmiechnęłam się do blondynki. Zabezpieczenia w piekle znane były ze skuteczności, ale przygotowałam się porządnie. Mój skarb, nielegalnie spisany chwiejną łaciną przez heretyckiego klechę za wysoką cenę, spoczywał głęboko w mej torebce. Dla kontrolerki i osób postronnych wyglądałby jak list. Ja niosłam go jednak dla potępionego człowieka, który zasłużył na wolność. *** - Oto i nasz pierwszy eksponat – Bożydar Karczoch szerokim gestem wskazał oszkloną kabinę, opatrzoną numerem 1. W środku, w otoczeniu wszelkiego rodzaju map, przy starodawnym biureczku, siedział czerwonowłosy mężczyzna. Zdawało się, iż intensywnie myślał, studiując owe mapy i wykresy. Prócz sowieckiego munduru uwagę zdradzały kolczyki, zdobiące twarz mężczyzny (w wielu miejscach) – Ten oto okaz pochodzi z początków XXI wieku. Michał Wiśnia, gdyż tak go zwano na powierzchni, zmarł z przedawkowania kiczu i tandety, zostawiając żonę i nieznaną liczbę dzieci. - Skąd ten sowiecki mundur? – zapytała blondyna; stała tuż przy szybie i z pogardą patrzyła na Wiśnię. - Ach, już wyjaśniam – przewodnik uśmiechnął się paskudnie – Nasi najlepsi programiści opracowali piekielny system komputerowy, udający prawdziwą rzeczywistość, coś w stylu symulatora. A mundur... Wiśnia za życia domagał się zniesienia wszystkich granic: „świat bez flag, żadnych granic”. Teraz męczy się, jako przywódca, z buntami, anarchią, wojnami religijnymi i nielegalną hodowlą bylin doniczkowych. *** - A oto i przykład wpływu kultury masowej na młodzież – Karczoch znów zatrzymał wycieczkę przy szeregu stalowych krat. Zwiedzanie musieliśmy przerwać na chwilę, bo blondyna, która z niesmakiem patrzyła na poprzedni eksponat, wpadła do kotła z lawą i doznała ciężkich poparzeń. Cóż, ostrzeżenie, albo telepatyczna zemsta Wiśni. Za masywnymi kratami, na starej, przeżartej rdzą, pryczy, siedział chłopiec. Mógł mieć najwyżej szesnaście lat. Jego bladą twarz okalały niesforne włosy, które chyba nigdy nie spotkały fryzjera. Eksponat, obdarzony wielkimi szmaragdowymi oczami, z zagadkową blizn na czole, stukał różdżką w klatkę sowy. Ptak pohukiwał gniewnie. Na czarnej szacie chłopaka zauważyłam białe plamy, więc na pohukiwaniu się nie skończyło. Nagle sowa przeszła do kontrofensywy i z szybkością karabinu maszynowego wysłała w stronę eksponatu salwę swych odchodów. - To Brudny Harry – przewodnik, uprzednio starłszy z garnituru odłamek amunicji ptaka, spojrzał w notatki i kontynuował – Niech państwa nie zwiedzie jego miła powierzchowność. Chłopak siedzi za nielegalne uprawianie czarów i czarodziejskich roślin oraz przemyt magicznych zwierząt. Cóż, Harry wpadł w złe towarzystwo. Gobliny i inne takie. Nie polecam. Proszę pomachać Harry’emu, bo czas iść dalej. Większość uczestników wycieczki uniosła dłonie w pożegnalnym geście, co chłopak skwitował wianuszkiem słów, przez zwykłego śmiertelnika zaliczanych do nieprzyzwoitych. Sowa natomiast wyraziła swe zdanie, opróżniając jelita wprost na twarz młodego czarodzieje-recydywisty. *** Bożydar Karczoch rozkazał reszcie wycieczkowiczów ruszyć za sobą. Doszłam do wniosku, że czas odłączyć się od grupy, bowiem zwiedzając piekło według planu organizatorów można było zobaczyć jedynie eksponaty budzące miech, rzadko strach. Innych: morderców, psychopatów i potępionych przetrzymywano głęboko w podziemiach. To tam musiałam skierować swe kroki. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, przy celi Harry’ego, znajdował się korytarz, którego szukałam (dawno temu szłam tą samą drogą nie raz). Dla środków bezpieczeństwa obłożono go czarem – powodował on, że zamiast mrocznego korytarza odwiedzający widzieli ścianę. Ale ja zobaczyłem go od razu. Jestem przecież wieszczką. Ścisnęłam skarb w mej torebce i zagłębiłam się w ciemności piekielne. *** Wiedziałem, że wrócisz, pomyślał Antychryst, stojąc w punkcie obserwacyjnym, ponad trasą wycieczkową. Wśród grupy tego walniętego przewodnika, rozpoznałem cię bardzo łatwo. Mimo iż obcięłaś włosy, zmieniłaś ich kolor z naturalnego błękitu na kruczą czerń. Im skutecznej pragnęłaś wtopić się w otoczenie, w tłum, tym prościej mogłem cię dostrzec. Sądzisz zapewne, że zapomniałem; dlatego tu wróciłaś. Wróciłaś po Fausta, twojego przeklętego przyjaciela. Kiedy wiele lat temu szukałaś mnie w ciemnościach, gotowa odstąpić duszę za odrobinę ciepła, czułości, pokazałem ci inne światy. Odeszłaś z domu, w którym cię potępiono, choć zawsze miałaś rację. Pamiętam ten dzień, gdy z podciętymi żyłami miotałaś się w świątyni swych bogów, wieszcząc Troi śmierć przez kobietę. Byłaś taka samotna, pokazałem ci drogę ucieczki. Pomknęłaś w przestrzeń wprost w ramiona Fausta. Ach, Kassandro... Utkwił wzrok w jej torebce. Chciałaś mnie oszukać, moja droga. Co tam przemycasz...? Skarb. Hmm... Dusza? Tak! Nowa dusza dla tego twojego przyjaciela. Prawie mnie oszukałaś, ale w głębi mojego piekła to ja mam władzę. Diabeł skupił wzrok na torebce dziewczyny, pomyślał o minionych wakacjach z Belzebą nad morzem i klasnął w dłonie. Miał dar zmiany przeznaczenia. *** Korytarz był mroczny, u jego sklepienia krwiożercze nietoperze syczały gniewnie, czując, że kroczy tędy ktoś obcy. Lękliwie stawiałam kroki wśród zastygłej lawy i dziwnych kamieni. Robiło się coraz cieplej, wnioskowałam więc, iż zbliżam się do celu. Istotnie – chwilę później korytarz rozgałęział się. Z trudem nad sklepieniem środkowego tunelu rozpoznałam odwrócony krzyż, wyrzeźbiony w czarnej skale. Ten znal pamiętałam dokładnie – korytarz prowadził do Kazamat Potępionych. Dziękowałam w duchu, że nikt tędy nie przechodził, bo to skończyłoby się dla mnie raczej nieprzyjemnie. *** Po długim marszu tunelem dotarłam do Kazamat. Prze ostatnie metry prowadziły mnie jęki więźniów. I śmiechy strażników. Teraz nie prześlizgnęłabym się do interesującej mnie celi za nic. Pozostała mi ostatnia deska ratunku: nielegalnie zakupiony, u tego samego klechy od skarbu, najnowszy model czapki-niewidki. Wcisnęłam więc owy przedmiot na głowę i od razu poczułam błogą lekkość, ogarniającą moje ciało, tak delikatnie jak puchowa kołdra. Nie byłam przyzwyczajona do niewidzialności, dlatego ruszyłam powoli, lewą ręką opierając o ścianę. Kazamaty zawsze wlewały w me serce nienazwany lęk. Wysokie sklepienie, naznaczone przedziwnymi pentagramami, oświetlał ogromny żyrandol w kształcie trupiej czaszki. Tkwiące w nim świece lśniły nikłym, błękitnym blaskiem. Na ścianach, zbudowanych z masywnego kamienia o lekko złotym odcieniu, wisiały ciężkie pochodnie. Ciągnący się przez całą salę dywan w kolorze krwi prowadził do schodów, które zapewne wiodły do niższych pokładów…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
A potem była cisza — czytnik · opowiadania