Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 7 min czytania

A to Polska właśnie...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Do napisania tego felietonu zmotywowało mnie kilka faktów. Po pierwsze opowiadanie użytkownika Z@BIEL@CZEK, które pokazuje podobno polską rzeczywistość. Oczywiście w zamierzony, przerysowany sposób, który jednak moim zdaniem pokazuje tylko zarys problemu. Następnie głośne i raczej niepochlebne opinie mojej żony na temat równie polskiej rzeczywistości rzucane podczas przeglądania w necie ofert pracy. I ostatecznie komentarze na forach serwisów informacyjnych, które pomijając wręcz rewelacyjny poziom dotyczą w zasadzie tego samego.

Generalnie wszystko kręci się wokół niespełnionych oczekiwań świeżo upieczonych magistrów, które najlepiej oddaje często słyszane powiedzonko: „Nie po to się uczyłem pięć lat, żeby teraz zamiatać podłogi za 1500 brutto”. Trudno takiemu niezadowolonemu człowiekowi racji nie przyznać. I w tym miejscu kończy się, tak naprawdę, racjonalne podejście do sprawy a zaczynają się różne wyjazdy pod adresem owej biednej polskiej rzeczywistości. Zawsze mnie to trochę dziwi bo w końcu nie można oczekiwać, że rzeczywistość dopasuje się do nas. Do tego dochodzi również fakt, że chyba niewłaściwie definiowany jest sens edukacji, szczególnie wyższej. Może i kiedyś tak było, że z mgr-em w kieszeni dostawało się z marszu ciepłą posadkę, ale od co najmniej dekady tak nie jest. Teraz każdy jest w stanie zafundować sobie wyższe. I jako takie samo wykształcenie nic nie daje, bo może je mieć każdy. Cenne jest tylko to co rzadkie. A najrzadsze jest obecnie doświadczenie, które niestety trzeba jakoś zdobyć „na własną rękę”. Student w dzisiejszych czasach to człowiek raczej rozrywany przez przeróżne konieczności i możliwości. Niestety przede wszystkim trzeba przeżyć, przez co zdobywanie wiedzy i doświadczenia w „zawodzie” odchodzą na dalszy plan w stosunku do pracy zarobkowej. Jako student zawsze miałem z tym problem. Niby są stypendia ale kasa z nich nie jest raczej wystarczająca. I na tym polu zgadzam się w zupełności z ogólną opinia gdzie można wsadzić sobie dzisiejszą Polskę. Druga sprawa jednak rzuca nieco inne światło. Otóż jak przekłada się konkretne wykształcenie na atrakcyjność na rynku pracy? Oraz po co tak naprawdę studiujemy? Przez wszystkie „niższe” szczeble edukacji mówi nam się, że uczymy się dla siebie i jak dobrze nam pójdzie to trafimy na ciekawe studia i w końcu do ciekawej, dobrze płatnej pracy. Taka marchewka pewnie i jest skuteczna, ale może nieść więcej zagrożeń niż pożytku. To co teraz napiszę może brzmieć śmiesznie i powiedzmy komunistycznie, ale spróbujcie się nie śmiać. Otóż moim zdaniem uczymy i studiujemy dla społeczeństwa z jednej strony, a dla rynku pracy z drugiej. Rozumiem to mniej więcej tak: Każdy z nas będzie w „dorosłym” życiu coś robił, coś do czego się przygotowuje na etapie edukacji za pieniądze społeczeństwa. Dlatego poniekąd jesteśmy zobligowani nie przewalić tych środków. A, nie oszukujmy się, robimy to nagminnie. To już nawet mniejsza o dobro wspólne, szkoda również naszego czasu, wysiłku i „straconych okazji” na bezużyteczną naukę. Szczególnie szkoda tych straconych okazji… To trochę jak w tym kawale: „Przychodzi student na egzamin i ewidentnie mu nie idzie. W końcu profesor mówi. -No to będzie dwója tym razem. –Na co student spogląda na profesora a’la kot ze Shreka. -Ale ja się uczyłem! -To trzeba było iść na piwo!” Gdzieś, pewnie już w gimnazjum, trzeba się zastanowić co chcemy robić. A potem się zastanowić czy to co wymyśliliśmy ma sens. I trzymać się tego.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
A to Polska właśnie... — czytnik · opowiadania