Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 25 min czytania

Ab Initio / Rozdział 1 -Podróż-

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zaczęło się ściemniać. Niebo przykryły ciemne, stalowo- szare chmury, przez które nie przeciskał się praktycznie żaden promyk zachodzącego Słońca. W tej scenerii powoli zanikały w oddali liczne szkielety dawnego wymarłego megalopolis. Wielkie gruzowiska i gdzieniegdzie w jako takim stanie zachowane wielkie budynki wydawały się giąć pod naporem nadchodzącej nocy mówiąc ciche dobranoc. Tu i ówdzie dało się również słyszeć ciche pomrukiwania i zmęczone dźwięki stałych bywalców nowego świata. Tak jakby i oni po całym dniu pragnęli zakosztować snu. A sen. Sens tego słowa począł powoli zanikać w głowie praktycznie nierozerwalnie związanego z powierzchnią Nestora. Kilkudniowa przechadzka dała mu się we znaki. Na dodatek filtrów wystarczy na co najwyżej kilkugodzinną przechadzkę. Zaczęło robić się to niepokojące. Ale ciągła wiara, że gdzieś ktoś może jeszcze być dawała mu jakąkolwiek, choć wątpliwą nadzieję. Wraz z upływem czasu, dni, tygodni wiara ta zaczęła powoli się chylić i obumierać. I tak szedł przed siebie, zanurzony w refleksji nie zauważał ciemnych obrysów dziwnych postaci przemykających raz po raz obok niego. Ale i one wydawały się nie zwracać na niego uwagi, zajęte swoimi sprawami. Nie bał się. Zbyt dużo już tu widział, zbyt dużo przeszedł ścieżek oraz zbyt dużo zrozumiał. Miał już 40 parę lat. Nie dużo, ale czuł się o wiele starzej spędzając życie w ciągłej monotonni. Pobudka, polowanie, obiad, sen- pusty, nędzny ale jednak. Z wykształcenia był kiedyś architektem wypełniającym zlecenia w swojego czasu dobrze prosperującej firmie budowlanej, działającej na przedmieściach Moskwy. Teraz przyszło mu żyć w niedostatku i był tutaj zdecydowanie obcy. To już nie człowiek żył w symbiozie z Ziemią, ale był ojcem zniszczenia dawnej jej świetności. Zamiast tego eks ostoja ludzkości stała się miejscem zamieszkania różnego rodzaju plugastwa, które codziennie paskudziło jej mocno poranioną powierzchnię. Kto by pomyślał, że człowiek, wydawałoby się rozumny wymierzy tak haniebny cios swojej matce. Powinien był przewidzieć konsekwencje i podjąć stosowne działania. Nawet nie wiem czy Pan pamięta jeszcze o tym miejscu- ostatnie słowa Nestor wypowiedział na głos na pół ze złością na pół z wyraźnym smutkiem. Często mówił. Nie mając możliwości porozumienia się z drugą istotą rozumną rozmawiał zazwyczaj sam ze sobą, mówił do ścian, czasem próbował nawiązać łączność z Bogiem.

Dotychczasowym miejscem zamieszkania 40- kilkuletniego mężczyzny były podziemia starej fabryki szkła na przedmieściach Moskwy, która zachowała się mimo kilku wybitych szyb oraz rozległej familii szczurów w całkiem nienajgorszym stanie. Kierując się przezornością i przewidując co może się wydarzyć jeszcze przed wojną nuklearną Nestor powiększył pomieszczenie znajdujące się pod fabryką do rozmiarów boiska tenisowego. Wiódł tam życie spokojne acz smutne. Otaczały go dosłownie egipskie ciemności. Jedynym źródłem światła w tamtym mieszkanku była mała żarówka zasilana przez dopływy prądu znane tylko dla samego Nestora. Jadł to co wyhodował lub upolował. W pierwszym przypadku były to grzyby a w drugim... Tutaj daniem głównym okazały szczurki, aczkolwiek niekiedy wybierał się na górę ze swoją zabawką i przynosił coś większego. Zwierzęta te zazwyczaj nie nadawały się do skonsumowania, jednak czasami niektóre części po dokładnym zabiegu i przefiltrowaniu przez maszynę pozwalały oddzielić części jadalne od żylastych błon, które to najczęściej były skażone. Broń posiadał już od wielu lat. Był to stary, belgijski rewolwer Nagant, którego kiedyś nabył u jakiegoś łysego handlarza w zaułkach Moskwy. Pierwotnie magazynek mieścił 7 naboi jednak ogrom czasu jakim opływał Nestor poskutkował wyprawami na powierzchnię po rozmaite części z których zmodernizował broń i stworzył bębęn mieszczący ich 14. Zasięg tej broni był teraz skuteczny na około 70 metrów. Wydawałoby się, że niewiele ale w krętych ulicach i gruzowiskach upadłego miasta w zupełności wystarczał na celne strzały. Wodę pitną zdobywał również z góry. Oczyszczał ją specjalną maszyną filtrującą. Kiedyś zdobył nawet zgrzewkę nienaruszonej wody mineralnej i butelkę szkockiej w praktycznie nienaruszonym stanie będąc w niegdyś rozległym markecie spożywczym. Oczywiście uprzednio upewnił się licznikiem Geigera czy nie są napromieniowane. Na szczęście okazały się zdatne do spożycia.

Ile to już minęło? Spojrzał na swojego Vostoka, zegarek reprezentujący kiedyś całkiem niezłą rosyjską firmę i następnie zmienił oba filtry swojej maski przeciwgazowej. Szedł ulicą, której nazwy na wytartej tabliczce przeczytać po prostu nie mógł i skręcił w jej lewą odnogę. Znalazł się pomiędzy kupą zgruzowanych budynków po prawej odgrodzonych od ulicy pozostałością czegoś co zapewne kiedyś było płotem a wielkimi ruinami wysokościowców i głęboko odsapnął. Szedł już dzisiaj od dobrych 8 godzin. Wyczerpany doczłapał do miejsca, w którym prawdopodobnie kiedyś znajdował się plac zabaw i usiadł na stercie kamieni. Zmęczone mięśnie oraz obolałe stopy potrzebowały chwili odpoczynku. Kamienie nie przypominały swą miękkością wprawdzie wygodnej kanapy, nie były nawet twardym taboretem, ale dla zmęczonego wędrowca wydawały się wystarczające. Nestor sięgnął do schowka mieszczącego się na pasku, odemknął guzik i wyciągnął z niego blaszaną, kulistą manierkę i zaczerpnął duży łyk. W hełm bowiem wbudowany był specjalny otwór, do którego można było wlewać wodę. Ta następnie specjalną tuleją prowadziła do ust. Nestor odpiął pasek, otworzył jeszcze raz schowek i wyciągnął jeszcze jedną taką manierkę po czym sprawdził jej zawartość. Nie dobrze, przy tak intensywnej wędrówce woda skończy się po dwóch, góra trzech dniach- powiedział sam do siebie głosem zmęczonym ale jednak mimo wszystko spokojnym. Usiadł na rumowisku i poszperawszy w plecaku wyciągnął małą paczuszkę. W środku znajdowało się kilka skrętów domowej roboty. Wyciągnął i zapalił jednego. Zaciągał się powoli i długo smakował papierosa poprzez specjalną rurkę, którą podpinał do maski wypuszczając duże kłęby dymu przez filtropochłaniacz. Aromatyczne obłoki wędrowały ku górze, ku miejscu gdzie kiedyś znajdowała się lazurowa kopuła nieba by w końcu zlać się w jedno ze stalowymi chmurami. Nic nie mąciło tych chwil gdy podróżnik paląc rozmyślał o dawnym świecie a także o tym co przyniesie jutro. Wzrokiem marzącego dziecka wpatrywał się w nieboskłon z nostalgiczną nadzieją licząc, że czarne niebo usunie się robiąc miejsce błękitowi. Jakże tęsknił za tym co minęło i nieuchronnie runęło do piekielnych czeluści. Jak wiele by dał by móc choć przez chwilę ujrzeć ludzi, bawiące się na placu zabaw dzieci, uśmiechnąć się do słońca, które hojnie kiedyś w ciepłe dni głaskało po twarzy promykami. Dotknąć bosą stopą trawy. Jeszcze raz zebrać wonne bratki czy frezje i usiąść pod rozłożystym dębem, który w upalne dni zapewniał opiekę przed nadmiernym żarem z nieba. Teraz tego nie ma. Ludzie sami siebie doprowadzili do samozagłady. Rozmyślania Nestora nagle przerwał nierealny, mroczny szept dochodzący prawdopodobnie z w pół otwartych drzwi prowadzących do ruiny jakiegoś budynku. Obróciwszy się, skierował wzrok w stronę skąd dochodził tajemniczy głos. Chciał wstać. Jednak w mig nogi stały się jak ze stali, poczuł jakby coś trzymało go od dołu i za wszelką cenę puścić nie chciało. Tuż przed nim przebiegła dziwna istota. Nie zdążył jej się dokładnie przyjrzeć, była nienaturalnie szybka. Jedyne co udało mu się wypatrzeć to jej żółte ślepia oraz długie kończyny zakończone ostrymi pazurami. Tak jak szybko pojawiła się bestia tak równie prędko znikła gdzieś po drugiej stronie budynku. Nestor zaczął przeczuwać coś niedobrego. Powietrze wydawało się dziwnie ciężkie, serce przyśpieszyło swoje bicie, kilka kropel potu osadziło się na czole podróżnika. Nie myśląc o tym, że jego twarz osłania maska odruchowo przesunął ręką po szybce i nerwowo wymacał kaburę ze swoim pistoletem. Spróbował wstać. Nogi. Co z nimi. Ciężko. Gorączkowo obracał głową to w lewo, to w prawo, w przód oraz w tył. W tym czasie rozległ się dokładnie ze środka zrujnowanego budynku potworny wrzask. Nestor złapał się obiema rękami za głowę. Pisk nasilał się, rozdzierał bębenki w uszach, nie pozwalał się skupić i pomyśleć racjonalnie. Cholera zrób coś w końcu- huknął na siebie. Wyciągnął rewolwer z kabury i w tym momencie wydawało się, że zauważył łeb stwora, który wysunął się za ściany budynku. Nacisnął spust, jednak Nagant nie wypalił. Zdało się że bestia tylko zachichotała i schowała się w czeluściach mroku. Sam już nie wiedział co o tym myśleć. Czy dzieje się to tylko w jego głowie, czy jest to tylko fikcja, imaginacja? Nie potrafił odróżnić ułudy od rzeczywistości. Jego nadzieje okazały się płonne w momencie gdy usłyszał podobny ryk do poprzedniego. Prędko otworzył bębenek pistoletu i z zaskoczeniem zauważył, iż nie znajduje się tam nawet jeden nabój. Sięgnął ręką do kieszeni, wyciągnął kilka pocisków i załadował. Bębenek z lekkim trzaskiem połknął pestki. Nestor nagle usłyszał bardzo wyraźnie potworny, gardłowy głos. To tak jakby bestia ze środka przemówiła. Ochrypły i nieco zniekształcony dźwięk niezbyt wyraźnie formował się w słowa: „ Zabij. Popatrz. Zabij”. Podróżnik w końcu podniósł się i chwiejnym krokiem zaczął się cofać. Głos stawał się coraz wyraźniejszy. Nestor próbował biec, ale okazało się to nie możliwe. Zupełnie jakby ktoś postawił przed nim niewidzialną ścianę. Czuł się jak mucha próbująca po tysiąc razy wydostać się z pomieszczenia widząc świat przez szybę. Nagle jak ręką odjął szaro- bura sceneria zmieniła się na kolorowy świat, o pastelowych barwach. Dźwięk ustąpił a przed Nestorem ukazał się jakże wyraźny obraz przed oczyma. Sądząc po wieku śmiejących się dzieci, ich zabawach i wygłupach znajdował się na podwórzu jakiegoś przedszkola. Mężczyzna zawołał do dzieci. Żadne nie odpowiedziało. Zainteresowane sobą, swoimi grami nie zwracały na niego uwagi. Dopiero po chwili podeszła do niego umorusana na buzi dziewczynka. Była bardzo ładna. Kręcone, blond loczki bezładnie fruwały od lekkich podmuchów wiatru a lekko pyzata twarz oraz zadziorny uśmiech powodowały nieco wygląd małego łobuziaka. Odezwała się do niego: - Cześć. Co tu robisz? - Gdzie jestem?- odpowiedział pytaniem podróżnik. - Chodź coś Ci pokażę – z łobuzerskim uśmiechem powiedziała dziewczynka, złapała jego dłoń i puściła oczko. Już po chwili Nestor z małą znajdował się w holu prostokątnego budynku z dobudówką, gdzie prawdopodobnie mieściły się narzędzia woźnego. W środku głównego gmachu znajdowały się schody prowadzące na górę oraz dwie pary drzwi, jedna na prawo, druga na lewo. Skierowali się w lewo. Dziewczynka wskazała następnie palcem kierunek- prosto. Przeszedłszy do pomieszczenia wskazanego przez nią do nozdrzy podróżnego dotarł miły zapach smażonego mięsa oraz cebuli i marchwi. Jego przypuszczenia okazały się słuszne. Spojrzawszy na kartkę wiszącą po prawej stronie od okienka z brudnymi naczyniami nie spodziewał się znaleźć innego dania dnia jak Płow. Po prostu nie mógł się pomylić. Tam u siebie, długo przed przedsięwzięciem tej wyprawy przygotowywał sobie podobne dania. Jedynym brakiem, ale bardzo znacznym i zdecydowanie podwyższającym walory smakowe były warzywa. Do swojego posiłku używał grzybów. Twór ten po wysuszeniu nadawał się praktycznie do wszystkiego. Począwszy od mdłej, niezbyt dobrej herbaty do swojskiej roboty skrętów. Wychodząc ze stołówki udali się schodami na górę. Mała po raz kolejny wskazała na drzwi po prawej i tym razem znaleźli się w sali zasłanej wieloma leżakami, na których smacznie spały dzieci. Nestor nagle poczuł uszczypnięcie małej, dziewczęcej rączki i zauważył, że złotowłosa zaczęła gdzieś uciekać. Była tak przezabawną i przyciągającą osóbką, że nie myśląc co robi pobiegł za nią. Jak na swój wiek i płeć była bardzo zwinna i prędko przebierała nóżkami. Zręcznie omijając rozmaite przeszkody takie jak klocki porozsypywane po podłogach, kolorowe budowle wbiegła do pomieszczenia z jedną parą drzwi i zamknęła je, mocno trzymając klamkę. Mężczyzna powoli

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ab Initio / Rozdział 1 -Podróż- — czytnik · opowiadania