Inne · 4 min czytania
AbRaKadAbRa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak przetłumaczyć sobie coś? Boję się podjąć wyzwanie i odpowiadać na ocenę. Ale zbierając wszystkie „za” i „przeciw”, tłumaczy się wolno. Bywa, że takie długie, trudne konwersacje ścienne, tzn. pogaduszki z głuchością ściany są najbardziej owocne z wszystkich możliwości rozmowy. Są jakieś bardziej personalne, skierowane prosto w człowieka, jak echo i takie dziwnie ostre i surowe jak mury. Tłumaczy się sobie na wiele sposobów. Jednym z nich jest codzienne szeptanie sobie „abrakadabra” rano, w południe i przed snem. Aż kiedyś dochodzimy w życiu do tego kulminacyjnego momentu, gdzie „abrakadabra” zaczyna tłumaczyć wszystko. – Co dzisiaj robiłaś? – „Abrakadabra”. – Dobrze się czujesz? – „Abrakadabra” – Jesteś szczęśliwa? – „Abrakadabra”. Magia, czuję ją. Magia, pył złocisty zawieszony w powietrzu. Czary mary, hokuspokus, buhahaha, tra la la. Mówię językiem ludzkim. Wszystko jest jasne, wszystko jest jasne, oczywistość mnie normalnością przebija. Twarz mi wykrzywia grymas tej światłości, która spływa, spływa i … tłumaczę, przekładam sobie i, i, i… nic nie rozumiem. Ten grymas jest niczym prezentersko-lokalny uśmiech, przyklejony fabrycznie, przeklęty dośmiertnie. Światłość nie jest jasna. Pluję „abrakadabra” i się krztuszę, płaczę i sobie tłumacze. Tra la la… Żyję na prochach. Tu niebieska mała ironia do buzi, następna tabletka cyniczna i popijam depresją. „Abrakadabra” to dwusłowna modlitwa, która czasem znaczy autodestrukcja. A ja się powtarzam, stwarzam, kręcę światłem i chcę to przetłumaczyć inaczej, odwrócić znaczenie na strukcję. Jestem lekoholem, wyciszam strefę. Zamykam się w ciszy, zasypiam. Tłumaczę we śnie. Tutaj czary są namacalne i napływa mi do kończyn nieświadoma władza. Mówię do siebie. Odprawiam egzorcyzmy, 60 abkaradabrasiek, toż to cuda zamknięte w woreczku foliowym. Czasem pudełeczko się otwiera i wysypuje się z woreczka czysta biel. Dawną dziurę po moim urodzeniu wypełnia spokój. Leje