Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

Ach ten sarkastyczny uśmiech...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I o czym by tu napisać? Słońce nie świeci bo jest środek zimy, ptaszki nie śpiewają ponieważ odleciały sobie gdzieś do ciepłych krajów. Ale niestety. Mam ochotę czymś was uroczyć, moi drodzy czytelnicy... Było piękne, słoneczne lato, ptaszęta ćwierkały radośnie a króliczki przeskakiwały przez jezdnię nie wiedząc, co im grozi... No dobra, może nie będę ubarwiać bo mi niezbyt wychodzi... W każdym razie miałam wspaniały zamiar przytoczyć tu pewną historię z życia wziętą (jak to czyjego?! oczywiście, że mojego!!!). Tak więc na czym to ja skończyłam...? A tak, było piękne, słoneczne... już to pisałam? Och, przepraszam, pomyłka... Wybrałam się z koleżanką po grzyby. No dobra, nie będę przesadzać, po prostu pojechałyśmy sobie na lody do centrum i to jak zawsze zresztą bo w takie upalne lato można by w consonni i cały dzień przesiedzieć. Ale my nie siedziałyśmy w środku ale po kupieniu tego po co przyszłyśmy (ja - gałka bakaliowa, ona - marmurek), wyszłyśmy i skierowałyśmy się ku placu Biegańskiego, gdzie ostatnio uroczo spędzałyśmy popołudnia podśpiewując co poniektóre kawałki Nirvany, chodząc w kółko i od czasu do czasu wyprawiając jakieś dziwacznie wyglądające rzeczy. Te ostatnie to na przykład rzucanie się na siebie, przytulanie i gonienie po placu... I to były zaledwie przykłady... Tym razem zaczęłyśmy od ulokalizowania się w miluśnym miejscu, czyli na murku otaczającym półkole wypełnione kwiatami. Jadłyśmy lody od czasu do czasu podśpiewując to i owo lub zamieniając ze sobą parę sensownych o dziwo słów. I wszystko było normalnie. Aż do czasu. Aż do momentu kiedy ktoś postanowił nam przerwać. Nie wiem czy zrobił to złośliwie ale nawet jeśli jego zamiarem było wkurzenie nas, to mu nie wyszło. Jedynie urozmaicił nam dzień... - Fałszujecie. Gdy tylko to usłyszałyśmy zwróciłyśmy głowy w kierunku, z którego ów głos pochodził. Te przykre słowa (których prawdy rzecz jasna byłyśmy świadome) wypowiedział wysoki brunet (koło metr dziewięćdziesiąt) z włosami związanymi w kitkę (długimi), w wąskich okularach, o ciemnych oczach i z sarkastycznym uśmiechem na ustach. Ubrany był w czarno-szarą koszulę w kratę i czarne jeansy. Na stopach oczywiście miał glany a na plecach kostkę... Jak dla mnie - marzenie. Ale co z tego skoro taki facet nie mógłby się mną zainteresować? W końcu kim ja jestem? Zwykłą nastolatką z głupimi pomysłami. - I co z tego? - odpowiedziałam. Dina również podobnie jak ja wgapiła się w niego czekając na jego odpowiedź. - Sprawiacie ból moim wrażliwym uszom - stwierdził patrząc na nas jak na pluskwy. A przynajmniej ja się tak czułam. Nie, to nie mógł być podryw. Nie ma szans... - Co ty powiesz - odrzekłam patrząc na niego jak na kotleta mielonego. Niestety nie udało mi się go speszyć. Wciąż byłyśmy dla niego cholernymi pluskwami. Ale w tamtej chwili nadeszła odsiecz. Odsiecz objęła Dinę od tyłu w związku z czym ta ostatnia chwilowo się zdziwiła po czym zrozumiała co się dzieje, odwróciła się i przywitała Mateusza buziakiem. Ten natychmiast usiadł koło niej. - Cześć wam - rzucił uśmiechając się. Wtedy nagle zobaczył naszego nieznajomego, który teraz patrzył się na niego. Wstał, podszedł do niego i wyciągnął dłoń. - Mateusz jestem - buziak od Diny zrobił swoje, Mateusz był w wyśmienitym humorze i uśmiech nie złaził mu z jego słodkiej buśki. Tak w ogóle to należałoby wspomnieć o tym, że Mateusz z naszym nieznajomym - razem - wyglądali dosyć śmiesznie. Jak mafia normalnie. Oboje bruneci, wysocy, szczupli, w czarnych ciuchach i z długimi włosami. Największa różnica polegała na tym, że Mateusz miał więcej naszywek na plecaku... No, to jak już jestem w tym akapicie to opiszę również wygląd mój i Dinuś żebym miała to później z głowy. Moja przyjaciółka ma włosy do ramion, ciemny blond, oczka zaś błękitne. Jest średniego wzrostu jak na dziewczynę, miała na sobie akurat koszulkę Iron Maiden, niebieskie jeansy i oczywiście glany, których i u mnie nie zabrakło... A ja oprócz nich miałam koszulkę Nirvany i czarne sztruksy. Włosy mam za ramiona odrobinę, ciemno brązowe, oczy natomiast bursztynowe. A na imię mam Kasia. To tak, jakby ktoś nie wiedział... - Marek - nasz nieznajomy stał się nagle znajomy. Mateusz tymczasem odwrócił się do nas i wtedy wyczytał z naszych twarzy co zrobił przed chwilą. My wyczytałyśmy z jego twarzy, że jest w kropce. I wybuchnęłyśmy śmiechem. - Ale masz koleżanki - stwierdził Marek - ja bym się z takimi wolał na mieście nie pokazywać... - Jasne, ja również wolałbym mieć Dinę ciągle w swoim poko... - nie skończył gdyż w tym momencie dostał od Diny po głowie. A ja się wciąż brechtałam. - Z czego się tak chichrasz? - spytał Mateusz, któremu wesoła mina zdążyła już z twarzy odpłynąć. - Z Ciebie, wiesz - odparłam nie przerywając śmiania się. - Ja bym ją do Lublińca wysłał, nie myśleliście jeszcze o tym? - wtrącił swoje trzy grosze Marek. - Myśleliśmy, ale nie chcieli nam uwierzyć... - odpowiedzieli równocześnie moi kochani przyjaciele. - Jaka szkoda - podsumował nasz nowy znajomy wciąż z tym samym, sarkastycznym uśmiechu, patrząc niestety prosto w moje oczęta. - Oczywiście... Ja tak marzyłam o białym ubranku... na razie wszystko mam czarne i niebieskie... - stwierdziłam udając, że ocieram łezkę z oka. - Trzeba iść ich jeszcze raz poprosić, jak ją zobaczą, to muszą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ach ten sarkastyczny uśmiech... — czytnik · opowiadania