Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Adam A.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Opowiadanie to, jak i również inne moje teksty, dostępne są także na moim blogu: http://kyroman.wordpress.com/2013/02/06/adam-a/

*****

Chciałbym się zabić.

Brzmi to dziecinnie i naiwnie, i w sumie tak naprawdę tak nie jest, ale raz na jakiś czas faktycznie przez moją głowę przemykają takie myśli. Mam dopiero 14 lat i całe życie przede mną, tylko że fajnie by było, jakbym faktycznie mógł to życie wykorzystać wedle własnego upodobania, a nie być przykuty do miejsca, w którym mieszkam, nie mogąc nawet wytknąć poza nie nosa bez podejmowania tych wszystkich środków ostrożności, i bez tych śledzących mnie non-stop milionów oczu. Chciałbym choć trochę pożyć w cieniu, na uboczu, nie przykuwając niczyjej uwagi, i chciałbym móc swoje decyzje wcielać w życie w zależności od własnych możliwości. Wiele mogę, wolno mi robić co chcę – ale po prostu nie mam jak.

Takie rozterki systematycznie dręczyły mój umysł już od pewnego czasu, jednakże dopiero teraz naszło mnie, by je jakoś poukładać. Rozwalony w poprzek łóżka, z nogami szeroko rozstawionymi i zagradzającymi połowę przejścia, z głową opartą o ścianę w bardzo niewygodnej pozycji, powodującej ból karku, leżę i gapię się na plakat zawieszony po przeciwnej stronie korytarza. Wbrew temu, co mógłby sobie życzyć ktokolwiek, kto odpowiada za moje życie, spędzałem w ten sposób całkiem sporo czasu. Niewykluczone, że jest to pewien rodzaj buntu: marnowanie cennego czasu, celowe opóźnianie prac i niewykonywanie poleceń. Czytałem, że w moim wieku to w pełni normalne i że nie powinno się nawet z tym jakoś specjalnie walczyć, jednak wartość mojej roboczogodziny jest równa tysiącom roboczogodzin przeciętnego człowieka i z pewnością nie podoba się to osobom, które łożą na to pieniądze.

Pod ścianą naprzeciw łóżka często kładła się Berenika, bo biegły tamtędy rury systemu grzewczego, doprowadzające ciepło do bardziej oddalonej od zbiornika części tunelu. Podstarzała już, zapewne w nieodległej przyszłości mająca dokonać swojego żywota i możliwe, że nawet na swój sposób tego świadoma. W sytuacjach takich jak ta po prostu patrzyliśmy na siebie i bez potrzeby ekspresji jakichkolwiek emocji zdawaliśmy się rozumieć wzajemnie, lepiej niż ktokolwiek inny mógłby nas kiedykolwiek zrozumieć. Taka forma milczącej akceptacji była mi nieraz potrzebna, żeby pogodzić się z własnymi myślami, żeby usprawiedliwić i ugruntować swoje poglądy. Ona też była pierwsza w swojej kategorii, chociaż w przeciwieństwie do mnie nie niosło to ze sobą tak przytłaczającej odpowiedzialności.

Nie wiem do końca, jak działa przesył danych między nami a główną siedzibą, i obawiam się, że wraz z zapisaniem tego dokumentu automatycznie (z opóźnieniem parunastu minut, rzecz jasna) wyświetli się on na ekranie jednego z ekspertów, którego nikt nie zna z nazwiska, ale który wie lepiej ode mnie, co powinienem myśleć i robić oraz co powinni o mnie wiedzieć ludzie, i który przefiltruje odpowiednio moje zapiski tak, by obraz idealnego nadczłowieka i dziecka szczęścia pozostał nienaruszony. Jeśli faktycznie ma to nastąpić, to z tego miejsca chciałbym tego kogoś pozdrowić, gdyż właśnie obdziera mnie z resztek prywatności i samoświadomości, czyniąc ze mnie nie więcej niż bezwolną maszynę.

Wciąż ciężko jest mi to sobie uzmysłowić: jestem z pewnością jedną z najczęściej oglądanych i najpilniej śledzonych osób, kreowaną na nowoczesny wzór do naśladowania dla wzrastającego pokolenia młodzieży, zgodnie z obranym przez Fundację torem. Nie mogę nie zgodzić się z jego słusznością i jednocześnie lepsze to niż gdyby zrobili ze mnie sztucznego celebrytę i kazali nagrywać piosenki do puszczania w dyskotekach, jednakże nie zawsze potrafię zaakceptować faktu, że stałem się centralną osią tego przedsięwzięcia bez pytania o zdanie i bez możliwości rezygnacji w dowolnym momencie. Nie mogę wypisać się i pojechać do domu, bo mój dom i wszystko, co mam, jest tutaj. Moi rodzice, zanim do czegokolwiek doszło, mieli przynajmniej możliwość zastanowić się, czy naprawdę chcą to robić, i do samego końca mogli się wycofać. Nie wiem, czy kiedykolwiek żałowali swojej decyzji, bo osoby na tyle silne psychicznie po prostu nie dają po sobie takich rzeczy poznać.

Jestem eksperymentem, idolem, półbogiem, istotą nieosiągalną, celebrytą, którego nie można dotknąć, a to wszystko przez to, że się urodziłem. Nie mogę umrzeć, bo jestem legendą, a legendy nie umierają.

A przecież wciąż istnieją miliony, jeśli nie miliardy ludzi, którzy nigdy o mnie nie słyszeli, bo ich świat ogranicza się do plemiennej osady pośrodku pustyni, złożonej z zaśmierdłych, zapadających się lepianek. Spędzają życie kopiąc dołki w wyjałowionej glebie, żywiąc się (przy łucie szczęścia) dzień w dzień jasną papką złożoną ze zmielonych, rozgotowanych nasion rośliny, która mimo suszy jest w stanie tam wyrosnąć. Jeśli się zastanowić, to moje życie wiele się nie różni: nasze jedzenie to także w większości biała papka, tyle, że specjalnie zaprojektowana, by stanowić idealną, zbalansowaną dietę. Co i rusz musimy też wychodzić z naszych zakopanych do połowy „domków”, żeby poprzenosić trochę kamieni i podłubać w zeschniętej ziemi, tyle, że ta nie zaznała wilgoci może i przez ostatnie kilkaset milionów lat. Różnica jest jednak taka, że tych wyniszczonych dzieci z afrykańskich wiosek nikt nie traktuje jako bohaterów, nikt nie ogląda ich w telewizji ani nie czyta o nich w Internecie. Jeśli zdarzy się takiemu umrzeć (a przecież codziennie z głodu umierają ich tysiące), to nikt o tym nawet nie usłyszy ani nie będzie o tym dyskutował ze znajomymi. Mam wrażenie, że sam jeden jestem więcej od nich wszystkich warty, bo to na mnie skupione są codziennie oczy milionów ludzi, a gdyby mi się coś stało, gdybym się chociażby potknął i przewrócił, to mieliby oni temat do omawiania…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Adam A. — czytnik · opowiadania