Filozofia · 7 min czytania
ADAM I EWA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ADAM I EWA Adam skręcił w boczną, szutrową drogę. - A gdzie ty jedziesz? - Zobaczysz. Następny zjazd z szutru wykonał na szeroką, trawiastą ścieżkę. Prowadził ostrożnie po nierównej, polnej dróżce. Samochodem rzucało na porośniętych trawą koleinach. Od czasu do czasu spoglądała na niego, lekko zaskoczona i zdziwiona. Starał się nie patrzeć na nią. Udawał, że bardzo musi uważać prowadząc samochód po tych nierównościach. - Co ty wyprawiasz? - Ewuniu, czyż kiedykolwiek zrobiłem ci świadomie jakąś przykrość? - No nie, ale mógłbyś, chociaż powiedzieć, co to ma znaczyć. - Proszę, zaufaj mi jeszcze przez chwilę. Droga wspinała się pod górę, oddalając się od nielicznych w tej okolicy zabudowań. Zatrzymał samochód na szczycie niewielkiego, płaskiego wzniesienia. Znajdowali się w szczerym polu. Wokół, jak okiem sięgnąć rozciągały się niewielkie płachetki dojrzewających zbóż, poprzeplatane różnej wielkości połaciami nieużytków. Stali przed jednym z wielu w tej okolicy, porośniętych bujnymi chwastami kawałków. Wyłączył silnik. - Jesteśmy na miejscu. - Czemu mnie tutaj przywiozłeś? - O, z wielu powodów. Zacznę od tego, może, najbardziej egoistycznego. Chyba od dwudziestu kilku lat nie byłem w takim miejscu i przyszła mi na to straszna ochota. Po wtóre, chcę być z tobą, chociaż przez chwilę naprawdę sam na sam. No i wreszcie myślałem, że spodoba ci się tutaj. Spójrz tylko wokół. Wolno opadające na zachodnim nieboskłonie słońce podświetlało krwiście nieliczne obłoki stojące prawie nieruchomo nad majaczącym na horyzoncie lasem. W przeciwnym kierunku rozciągał się szeroki widok na zęby budynków niewielkiego miasteczka, z którego tu przyjechali. Kilka wyższych budynków, w centrum, połyskiwało odbitym w szybach zachodzącym słońcem. Wysiadł z samochodu i przeszedł kilkanaście kroków. Usiadł na miedzy wśród wysokiej trawy. Podeszła za nim i usiadła koło niego. - Czasem potrafisz być czarującym wariatem. - Wiem, zresztą staram się usilnie, zasłużyć na taką opinię. Szczególnie u ciebie. Położył się na plecach podkładając obie ręce pod głowę. - Popatrz tylko, jaka fajna chmurka stoi nad nami. Co ci przypomina? Zadarła głowę. - Smoka. Spójrz, te ciemniejsze skłębienia to wielkie oczy, a poniżej wąskie szczęki najeżone ostrymi kłami i dwa nozdrza, z których bucha dym. Dalej tułów z kolcami i potężny, długi ogon z ostrym, jadowitym szpikulcem. - Całkiem fajnie. Chociaż ten ogon to chyba już z innej bajki, bo to ślad po samolocie. O, widzisz na końcu tę srebrną kropkę. Ten twój szpikulec naprawdę potrafi być jadowity. To myśliwiec. Musi być bardzo wysoko i nieźle pędzić. - Dlatego właśnie powiedziałam, że jest jadowity. - Aha. Aby lepiej widzieć niebo położyła głowę na jego piersi i lekko przekręciła twarz w kierunku zachodzącego słońca. - Spójrz, jakie dzisiaj olbrzymie słońce. Jest pięknie. Wyciągnął jedną rękę z pod głowy i wplótł palce w jej włosy. - Tak, masz rację, jest pięknie, jest tak jak chciałem żeby było. Szkoda tylko, że tak rzadko może być tak pięknie. – Zamknął oczy.…