Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Adia - czesc 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Duży oddział koronnych żołnierzy, ubranych w złociste mundury oddalał się powoli na południe. Równy stukot butów niósł się we wszystkich kierunkach, gdy zbrojni maszerowali traktem ku znajdującej się na drugim krańcu Królestwa Linii Kruka. Twarze większości mężczyzn były pochmurne. Ledwie skończyła się jedna wojna, a zapowiadało się na kolejną, myśleli żołnierze. Daleko w tyle, przed bramą stołecznego zamku wciąż stała jedna, dwudziestoosobowa kompania konnych. Kawalerzyści, choć już nieco znudzeni, czekali cierpliwie, spoglądając na rozgrywającą się przed ich oczami scenę. Żaden z wojowników nie powiedział słowa, by pośpieszyć ich dowódcę. W zasadzie i tak by to nic nie dało, poza niepotrzebnymi spięciami w kompanii. Poza tym, wszyscy znali się już długo, więc mniej lub więcej rozumieli sytuację Sir Erynkrista. Rycerz klęczał na jednym kolanie, spoglądając w oczy niewielkiej osóbce, stojącej przed nim. Wiatr delikatnie targał granatową pelerynę kapitana, tak samo jak rozpuszczone włosy stojącej przed nim dziewczynki. Siedmiolatka tuliła w obydwu rękach szmacianego królika, przyciskając go do piersi. Oliwkowe oczy dziecka szkliły się od łez, kiedy patrzyła w spokojne oczy swojego ojca. Tuż za plecami dziewczynki stał niski mężczyzna o pogodnych rysach twarzy. - Adia... Naprawdę muszę już jechać – odezwał się Erynkrist. – Wiesz, że tata jest żołnierzem, mam obowiązki. Mała bez słowa wciąz patrzyła na ojca. Zaczęła się lekko trząść, a łzy powoli wzbierały w jej oczach. - Wrócę zanim się obejrzysz. Obiecuję, córeczko – powiedział czule i spokojnie. – To tylko pół roku. Do tego czasu słuchaj się Darrela. Adia zaczęła cicho chlipać, a łzy zaczęły płynąc po jej twarzy. Zrobiła krok do przodu i zarzuciła ręce na szyję rycerza, mocno go tuląc. Erynkrist delikatnie odwzajemnił jej uścisk, uważając by nie zrobić jej krzywdy płytowymi rękawicami. - Tatusiu nie jedź... proszę cię... – wyszeptała przez łzy łamiącym się głosem. – Nie zostawiaj mnie tu samej. Rycerz raz jeszcze spojrzał na córkę oczyma pełnymi bólu. - Przepraszam, Adia. Muszę – powiedział i delikatnie zdjął ze swojej szyi ręce dziewczynki i odstawił ją do tyłu na tyle, by móc wstać. Lokaj chwycił dziewczynkę za dłoń, dodając jej otuchy. - Wrócę niedługo. Obiecuję. Erynkrist odwrócił się i ledwie zdążył dosiąść konia, gdy coś szarpnęło go za nogę. - Nie jedź! Tato! – krzyczała przez łzy dziewczynka, kurczowo ściskając stopę wojownika. – Nie odjeżdżaj! Darrel szybko chwycił Adię i odciągnął ją do tyłu, nie pozwalając się jej uwolnić. Kompania na znak Erynkrista zawróciła i ruszyła traktem, by dogonić resztę. Rycerz rzucił córcę ostatnie spojrzenie i ze smutkiem powiedział – Żegnaj.

* * *

- Darrelu! Możesz mi przynieść tę nową sukienkę od taty? – wykrzyknęła do będącego piętro niżej lokaja. – Spóźnię się na lekcje! Adia starannie układała włosy przed starym lustrem, z niecierpliwością oczekując pojawienia się jej opiekuna. Uśmiechnęła się do lokaja, gdy ten przyniósł drewniany wieszak z elegancką, bawełnianą suknią. - Dziękuję, dalej już sobie poradzę. Darrel skinął nieznacznie głową i wrócił do sprzątania dużego domu. Kiedy już skończyła z włosami, założyła przyniesiony przez służącego strój. Zielona suknia była jednym z najpiękniejszych prezentów, jaki dostała od swego ojca. Tę konkretną przyniósł goniec kilka dni wcześniej, jako prezent noworoczny. Co prawda, dopiero zaczynał się grudzień, ale rycerz chciał mieć pewność, że jego córka otrzyma prezent w terminie. Minęło już prawie siedem lat, odkąd Erynkrist po raz pierwszy wyruszył na Linię. Sytuacja na południu się nie poprawiała, ale rycerz zgodnie z obietnicą powracał do domu co pół roku. Lato i jesień spędzał z córką w Ravennie, a przed pierwszymi śniegami wyruszał ze swoimi ludźmi z powrotem na Linię. Adia narzuciła na ramiona modną pelerynkę z kapturem, po czym zbiegła po schodach, po drodze żegnając się z lokajem. - Darrelu, idę na tańce, wrócę na obiad! – Powiedziała energicznie, po chwili zatrzaskując za sobą wejściowe drzwi. Lokaj tylko westchnął, wracając do odkurzania starego trofeum z bagiennego trolla, przywiezionego kilka lat temu przez pana domu. Dziewczyna pokierowała się brukowaną ulicą prosto do znajdującego się w centrum miasta Collegium. W tej szkole, za pieniądze ojca, pobierała rozmaitą wiedzę – Erynkrist nalegał, by uczyła się protokołu, tańca, poezji, nauk ścisłych jak i teologii. Studiowanie tych wszystkich rzeczy często wykraczało poza możliwości Adii, ta jednak nie chciała za nic sprawić zawodu swojemu ojcu. Uczyła się więc pilnie, nie trwoniąc zaufania ani zarabianych z narażeniem życia pieniędzy rycerza. Mimo chłodu i prószącego śniegu, ulice Ravenny były zatłoczone. Uliczni handlarze wykrzykiwali ceny swoich towarów, wychwalając je ponad wszystko inne. Koronni z halabardami patrolowali ulice w grupach po trzy, cztery osoby, a rzemieślnicy pracowali w pocie czoła. Adia po drodze witała się ze znajomymi jej ludźmi, mieszkającymi w okolicy jej domostwa. Dziewczyna była dobrze znana większości okolicznych mieszczan z powodu swojej urody, osobliwej pozycji społecznej jak i przeszłości. Nie było tajemnicą, że od wielu lat mieszkała w dużym domu sama, bez rodziny, odkąd rozpoczęła się wojna na południu. Ostatnimi czasy, zaczęła się również pojawiać na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Adia - czesc 1 — czytnik · opowiadania