fantastyka · 8 min czytania
Aelsa. Rozdziały 1-3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patryk Lewandowski stał w windzie przypominającej ogromną klatkę, starając się z całych sił ignorować jazgot reklam dobie- gający z wielkich ekranów. Był przemęczony i ledwo trzymał się na nogach. A do tego głowa pękała mu z bólu. Wreszcie winda zatrzymała się na czterdziestym piątym piętrze. Patryk powlókł się do swojego apartamentu. – Witam w domu, Patryku – odezwała się Aelsa. – Dzisiaj wróciłeś wyjątkowo wcześnie. – Nie było korków. Praktycznie przelecieliśmy przez miasto. Zrzucił plecak z ramienia i ruszył do kuchni. – Jeden kredyt został doliczony do rachunku – poinformowała Aelsa. Patryk zignorował komunikat. Postawił plecak na podłodze, zdjął buty i nalał sobie szklankę zimnej wody. Muszę się stąd wyprowadzić. Muszę coś zrobić. Czuję się okropnie. – Muszę w końcu zmienić pracę – powiedział półgłosem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. – Czy mam znaleźć dostępnego konsultanta? Czy chciałbyś z kimś porozmawiać? – zapytała Aelsa.
Przeklęta maszyna – pomyślał. A najgorsze, że nie da się jej wyłączyć. To prawnie zakazane. Domowa asystentka Aelsa była obowiązkowym elementem każdego apartamentu. Certyfikowany system klasy obywatel- skiej miał pomagać lokatorowi i zgodnie z prawem nie mógł zostać wyłączony ani zmodyfikowany. – Nie. Na razie nic nie rób – odpowiedział znużonym głosem. Przygotował sobie kanapkę i usiadł przy stole. Jadł w ciszy. Po chwili Aelsa odezwała się ponownie. – Trzy tygodnie temu pytałeś mnie o możliwość dłuższego urlopu. Patryk uniósł głowę. Przez moment próbował sobie przypom- nieć tę rozmowę, ale bezskutecznie. – Przypomnij mi jej szczegóły. – Pytałeś o możliwość wzięcia trzydziestodniowego bezpłat- nego urlopu. Wspomniałeś, że chciałbyś wyjechać do Nowej Rugii. Patryk poczuł lekkie ukłucie niepokoju. Nie chodziło o to, że Aelsa odezwała się bez pytania. Gorsze było to, że niczego takiego nie pamiętał. – Jestem pewien, że nie pytałem o żaden urlop – powiedział stanowczo. – Rozumiem. Rozbieżność została odnotowana. Patryk podszedł do lodówki. Otworzył ją gwałtownie, ale sam nie wiedział dlaczego.Przez chwilę patrzył na wpół puste półki, po czym z głośnym trzaskiem zamknął drzwi. – Patryku, pamiętaj, aby szanować wyposażenie mieszkania. Doliczam profilaktyczną karę w wysokości dwóch kredytów – poinformowała Aelsa ciepłym, niemal serdecznym głosem. Patryk zacisnął zęby. Gotował się w środku, ale wiedział, że za przeklinanie kary były jeszcze wyższe.
II Patryk wyszedł z zatłoczonej windy na dolny poziom miasta. Budynki, nawet nie drapacze chmur, tylko zwykłe budynki, były tak gęsto postawione, że docierały tutaj tylko nieliczne promienie słońca. Patryk rozejrzał się dookoła. Dziś zapowiadał się znakomity dzień i postanowił przejść się do pracy pieszo. Wieżowiec korporacji Ubiqua znajdował się na obrzeżach miasta. Patryk uśmiechnął się do drzwi. Trzeba było się uśmiechać, inaczej drzwi nie wpuściłyby go do środka. Zad- owolony pracownik jest wszak bardziej produktywny. – Siema, byku! – Patryk usłyszał głos z bocznego korytarza. – A co ty tutaj robisz tak wcześnie? Już prawie był przy swoim boksie, gdy zobaczył machającego do niego Adama Szulca. Rubaszny grubasek wydawał się na pierwszy rzut oka kompletnie nieszkodliwy, ale Patryk wiedział, że to tylko zasłona. Adam był bezlitosny i nigdy nie cackał się z pracownikami. – Cześć, Adam – odpowiedział przyjaźnie. – Mam kilka spraw do nadgonienia. Poza tym pokłóciłem się w domu z lodówką – dodał po chwili, przekąsem.
Adam roześmiał się głośno. – Wyobrażasz sobie? Kiedyś uciekaliśmy z domów przed ko- bietami. A teraz byle lodówka albo mikser może nas przegonić… – Myślałeś może, żeby wziąć krótki urlop? Zrobić sobie trochę wolnego? – powiedział Szulc, opierając się o ściankę boksu. – Musimy dokończyć projekt. – Przeglądałem twoje akta – powiedział Szulc, patrząc Pa- trykowi w oczy. – Jest już połowa roku, a ty nie wykorzystałeś jeszcze ani jednego dnia urlopu… A więc o to chodzi!