Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

aga12

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bawili się w dom. Spełniali swoje małe marzenia i zachcianki. Ona robiła śniadanie, on zmywał po obiedzie. Wychodzili na spacery z Karinką. On, ona i wózek z maleństwem. Sami nie wiedzieli, jak długo trwał ten czas, czas radości, takiej szczerej, wypływającej prosto z serca, bez odrobiny tęsknoty. Szczęśliwi czasu nie mierzą. Bo szczęścia nie da się zamknąć w obrębie czasu. Oni nie umieli, żyli z dnia na dzień, ciesząc się każdym uśmiechem dziecka, każdą przysługą, jaką sobie wyświadczyli. Nikt nie zwracał na nich uwagi. Nikt nie zaniepokoił się, że Karinka znika z domu na długie godziny. Nikt nie przejmował się, że w kuchni gospodaruje obca dziewczyna. To była ta wolność. Cholerna wolność i brak opieki- miłość... Dzięki tato! Mamo dziękuje! Za to, że byłaś, jesteś i będziesz. Gdzieś daleko. W swoim salonie kosmetycznym. A tobie tato, że zawsze można na ciebie liczyć. W twojej firmie. Za to, że żaden z Twoich pracowników nie odejdzie od Ciebie zawiedziony. Za to, że pamiętałeś. O problemach w firmie. I za to, że zapomniałeś o rodzinie. Wielkie dzięki! Że pozwoliłeś stoczyć się na dno. I że nie wyciągnąłeś pomocnej ręki. Została wdzięczność. Aż do grobowej deski. Wdzięczność, bo oni znają tylko dwa uczucia, wdzięczność i nienawiść. Obydwa to jedno i to samo w ich świecie. Obydwa ranią. Ranią ich samych, bo rodzice już o nich zapomnieli, i nie przyjmują od nich niczego. A szkoda... Niewielu potrafi się wyrwać. Niewielu ma kogoś, kto potrafi stanąć obok i podać rękę w chwilach największego zwątpienia. Oni znaleźli. Sen... To wszystko zdawało się być snem. Tak wspaniałe, że aż nieprawdopodobne. Niemożliwe. Dla nich szczęście wydawało się uczuciem niemożliwym, niedostępnym, na co dzień. Może mieli rację. Może właśnie nie warto się cieszyć, nie wiadomo, co przyniesie jutro. Jutro jest dla nas nieznane. Oni też nie wiedzieli... Do momentu, kiedy zobaczyła, że z nim dzieje się coś dziwnego. Szczęście zaślepia. Może dlatego nie zauważyła wcześniej. Albo nie zauważyła, bo po prostu nie chciała widzieć? Nie chciała, aby cokolwiek zniszczyło ich świat, który misternie zbudowali na fundamencie, tego co było... Powiedział jej. Płakała. Był uzależniony. Nie od skrętów, ale od mocnych narkotyków, które brał już od dwóch lat. Przyjście pod ściankę miało być ostatnią deską ratunku. I było. Poznał ją. Gdy się dowiedziała, cały świat legł w gruzach. Przegadane noce, wspólne matkowanie Karince, to wszystko straciło sens, wyblakło, wobec faktu, że nie byli wobec siebie szczerzy. Czy ćpun może być szczery? Czy posiada w sobie jeszcze tę odrobinę godności, ażeby mówić o obie wszystko, nawet to, czego sam się brzydzi? Przecież on brzydzi się nawet samego siebie. Ale... Kochała go. Przynajmniej tak się jej zdawało. Bo czy ona znała takie uczucie jak miłość? Czy mogła go być pewna? Czy potrafiła kochać? Sama tęskniła za trawką, ale opieka nad dzieckiem i on pomagali zabić tę tęsknotę. Bała się, co będzie dalej. To już był…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%