fantastyka · 7 min czytania
Agape
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Historia uczucia
Pośród martwych drzew i wyschniętej rzeki Na murze czerwonym od chłopięcej krwi Siedzi kruk wydając z siebie skrzeki Ptak ten ze śmierci sobie bezczelnie drwi Cała kraina dotknięta klątwą jest Nikt nie umiera cierpi za to bardzo Łamiąca się trzcina, więdnący tu bez Nikt nie przyjeżdża, bogowie nią gardzą Wśród tego lamentu narzekań i łkań Na górze wysokiej, błękitnej od łez Wznosi się brama prowadząca w dal Plugawej rozkoszy, w umysłu kres Biada tym, którzy zajdą w te progi Ujrzawszy sukuba krzyczą,,dziewico!’’ Ta nie odpowie nieznająca trwogi Sukub zajęta robieniem fellatio Tak kradnie serca istotą szczęśliwym I pod pretekstem miłości szukania Zwodzi zamożnych, brzydali i chciwych I fellatiem biedaką duszę wchłania Kradnie im rozum, w obłęd wprowadza Lecz w pewnym momencie kończy akt już Mówi, że ma dość,,na jeźdźca’’ jechania Wtedy po człowieku ginie cały słuch Potem okłamuje się, że kochała Mężczyznę, którego jednak zraniła Hiacynty szepcą jak bardzo cierpiała Opuncje wyją o tym jak tęskniła Mimo iż na uczuciach grała strasznie Iż mężczyzn kusiła na całej ziemi Pięknem swym sprawiała, że słońce gaśnie Urokiem swym kryła urok jesieni Ziemie uśmiechem poruszyć potrafi Wzrokiem swym kamień w złoto przemienia Do serca każdego mężczyzny trafi Jest posiadaczką cudnego imienia W burzy cieniowanych, białych włosów Targanych wiatrem, schludnie przystrzyżonych Wznosi się słodki zapach krwawych wrzosów I słychać krzyki mężczyzn omamionych Tak się sukubia prezentuje postać Na wzgórzu łzawym mieszkająca trwale Gdzie każda istota pragnie już zostać Lecz jeden człek nie tyka jej w cale Choć z jej duchem nie może się rozstać Cierpi on straszne w murach katusze Jest on w klasztorze, bowiem zamknięty Mówi sam do siebie:,, Ja się tu uduszę!’’ Ale do końca musi cierpieć męki Przed wieloma laty uwiódł chłopczyka Spuścił z niego krew i naznaczył mur Lecz spostrzegł boga w postaci dzika Bojąc się wziął do spaczonej ręki sznur I zobaczył, że umrzeć mu nie dane Wisiał i dyszał, lecz tchu nie wyzionie Odciął stryczek, zszedł na ziemie nad ranem Patrzał potem na swe ręce splamione ,,Co żem ja głupi najlepszego zrobił? Złożyłem ofiarę z miłości do niej Lecz teraz choćbym własny cień przegonił Nie zaznam nigdy smaku śmierci słonej A bez tego wstrętnego rytuału Nie będę już z tą sukibica A wiec idę do klasztoru pomału Chcę związać z Maryją-Dziewicą!’’ Myślał, że bóstwa litość okazali Że wybaczą grzechy starej miłości Tymczasem na wieczną mękę skazali Człowieka nieznającego starości Nieśmiertelność zżera jego duszę Pożądanie jego serce wyniszcza Z każdym dniem cierpi straszne katusze Ostatni zdrowy rozsądek to zgliszcza Żeby nie było dosyć tych męk strasznych Bogowie przekneli go, rzucili czar Że sukub nie darzy dotykiem żądnym A w nocy pojawia się senny mar Cierpiąc jednak kapłan wyznać miłość chciał Miał dosyć tego, że w kącie szlocha Chciał iść do Sukuba, ale cały drżał Wiedział:,,Muszę powiedzieć, że ją kocham’’
Pieśń do ukochanej
,,Choroba psychiczna umysł mój toczy Nie mogę przestać o Tobie rozmyślać Mój rozum w bagnie rozpaczy broczy Pragnę Cię tylko w ramionach ściskać Jesteś mym życiem, słońcem i powietrzem Ja zamknięty jestem, mam, co żałować Wzrok Twój starczy, lecz prosiłbym o więcej Chciałbym Cię tylko, choć raz pocałować Ty jesteś na górze, ja spadłem na dno Potęgi Twojej nie śmiem…