Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 16 min czytania

Agresja w szkole.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mam na imię Julia. Historia, którą opowiem miała miejsce 3 lata temu, więc dawno, lecz moim odczuciu osobistym- jakby wczoraj. Zaczęłam uczęszczać do trzeciej klasy gimnazjum. Cieszyłam się jak nikt ze spotkania z dawno niewidzianymi koleżankami. Byłam osobą bardzo towarzyską, wie jeszcze tego samego dnia umówiłam się z przyjaciółkami na wieczór. Poszłyśmy do kina, a po seansie filmowym na dyskotekę do naszego ulubionego klubu. Odleciałyśmy na maska; w końcu to była dyskoteka. Podczas imprezy zawarłam sporo nowych znajomości, więc do mojej listy przyjaciół dołączyło wielu ciekawych ludzi. W czasie jednej z wolnych piosenek zobaczyłam, że coś się dzieje przy drzwiach wyjściowych. Mimo kolorowych świateł dyskotekowych, które częściowo uniemożliwiały mi dokładne zobaczenie sytuacji, dostrzegłam ochroniarzy, którzy wyprowadzali z klubu kogoś, kto najwyraźniej nie miał na to ochoty. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że był to Konrad, stały bywalec klubu. Wszczął bójkę, dlatego ochroniarze nie mieli zamiaru czekać aż się uspokoi. Po tym incydencie, otoczona wianuszkiem koleżanek, wróciłam do domu. Następnego dnia, do szkoły udałam się pozytywnie nastawiona na rozpoczynający się rok szkolny. Po wakacyjnym odpoczynku byłam cała w skowronkach i wydawało mi się, że każdego dnia, bez względu na wszystko, dobry humor mnie nie opuści. Była to ewidentnie złuda, bo sielanka miała szybko się skończyć. Do naszej klasy przyszedł nowy uczeń. Z niemiłym zdziwieniem stwierdziłam, iż to Konrad z ostatniej dyskoteki. Dobrą opinią cieszył się jedynie w swoim gronie rówieśniczym. Od nas był oczywiście starszy, pomimo to nie skończył jeszcze gimnazjum. Nie mnie jednej sprawiał wrażenie niedoszłego przestępcę. Wówczas, w świetle dziennym mogłam zobaczyć, jaki jest naprawdę. Słyszałam, że wygląd może odzwierciedlać charakter człowieka. W przypadku '' nowego" była to szczera prawda. Przez pierwsze tygodnie dał się poznać od najgorszej strony. Szokował nie tylko zachowaniem, ale i strojem. Uwagi nauczycieli na ten temat bawiły go i za nic miał sobie regulamin szkoły. Jego bunt wobec świata przybrał skrajne rozmiary. Był agresywny i arogancki w stosunku do mojej klasy i mnie. Lubił w niechlubny sposób zwracać na siebie uwagę. Palił papierosy, co mnie nie zdziwiło, nie tylko poza szkołą, ale również na jej terenie, specjalnie się z tym niekryjąca. Usiłował przyporządkować sobie innych, ale nie sądziłam, że mu się to uda. Byłam pewna, że w naszej szkole nie ma osób podobnych do niego. Niestety, stworzył grupkę, którą przewodził oraz wagarował. Nauczyciele sprawiali wrażenie bezsilnych, nie mogli nad nim zapanować. Pedagog, do, którego stale był wzywany, nie wiele zdziałał. Może to nie brzmi najlepiej, ale chciałam, żeby go odesłano do szkoły dla agresywnych uczniów. Nikt jednak nie rozważał tej możliwości i związanych z nią konsekwencji. Pewnego dnia, po lekcjach, nie wróciłam prosto do domu, lecz poszłam do pobliskiego gimnazjum, w którym pracowała moja mama. Była dyrektorką i uczyła matematyki. Poprosiłam ją o klucze do domu, których zapomniałam i poszłam, bo zaczęło się ściemniać. Moment, kiedy się zatrzymałam pamiętam dobrze. Widok, który mnie skłonił do przystanięcia, wydobywał się z półmroku z odległości nie większej, niż kilkanaście kroków. Słyszałam też dźwięki, były niskie, chrapliwe z pewnością należały do mężczyzny. W pierwszej chwili zupełnie nie mogłam zorientować się, do kogo należą, w każdym razie w rozpościerającej się dookoła pustce i ciszy brzmiały dość znajomo. Odważyłam się podejść bliżej i wtedy zobaczyłam dokładnie. Stałam bez ruchu, porażona tym, co ujrzałam, nie wierząc własnym oczom. Dopiero po chwili zrozumiałam, że przede mną stał Konrad. W ręku trzymał pustą już strzykawkę. Oczywiście nie był sam. Nie mogłam się ruszyć, ale chyba tylko z lęku, jaki mnie opanował. Papierosy, alkohol, ale narkotyki?! Nie mogłam, i nie chciałam uwierzyć, że chodzę do klasy z narkomanem. Teraz myślę, że w podświadomości wiedziałam, że Konrad nie ograniczał się tylko do społecznych używek. To było dokładnie jego typie. Niestety ku mojemu przerażeniu zobaczył mnie. Był szczerze zaskoczony moją osobą, ale tylko przez ułamek sekundy, bo natychmiast wpadł w furię. Aż się we mnie zagotowało, gdy zaczął się zbliżać. Pomyślałam, że już po mnie, czułam, że cała się trzęsę, chociaż było jeszcze ciepło jak na jesień. Nigdy tak się nie czułam tym czasie Konrad był już na wprost mnie. Byłam pewna, że mnie uderzy, zacisnęłam powieki czekając na ból, ale nic takiego nie poczułam. Zadarłam głowę do góry i poraź pierwszy spojrzałam w jego oczy. Jeszcze takich nie widziałam. Nienaturalnie rozszerzone źrenice były przepełnione gniewem i nienawiścią, mimo, że nic złego mu nie zrobiłam. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, syknął, że jeżeli powiem komuś, co widział przed chwilą, to po mnie, po czym odszedł. Od tamtego zdarzenia już nigdy nie odzyskałam wewnętrznego spokoju. Przez kilka miesięcy byłam jakaś nieobecna. Trudno mi było skupić się na lekcjach. Miałam ciągle uczucie niepewności, która przeradzała się w lęk. Konrad przy każdej sposobności dogadywał mi, zaczepiał i wyzywał nawet przy nauczycielach. Oni jednak patrzyli na to przez palce, sporadycznie interweniowali. Najczęściej ograniczali się do krótkich uwag, które jeszcze bardziej go zachęcały. Sprawiało mu przyjemność dręczenie mnie. Zwyczajnie pastwił się nade mną, ale teraz myślę, że chciał mnie nastraszyć. Nie musiał się wysilać, bo znakomicie mu się to udawało. Żaden z moich kolegów z klasy nie bronił mnie, nie chcieli się narażać. Woleliby Konrad nie widział w nich wroga. Jedynie moja przyjaciółka pocieszała mnie mówiąc, żebym się nie przejmowała. To nie było takie łatwe. Nikt nie wiedział, co przeżywałam, jak sobie z tym radziłam, czułam, że mi współczuli. Miałam do nich żal, ponieważ nie widziałam w nich oparcia. Byłam coraz mniej odporna na stres. Nie przyszło mi do głowy, że mogłabym powiedzieć mamie o tej chorej sytuacji. Wydawało mi się, że mogę liczyć tylko na siebie, toteż umiejętnie ukrywałam swoje troski, jednocześnie nosząc ból i ciężar w sercu. Ten, kto doświadczył tego, co ja, mógł mnie w pełni zrozumieć- wmawiałam sobie. Nie zawiadomiłam dyrekcji o tym, że klika miesięcy temu widziałam ucznia z naszej klasy, który się narkotyzował. Konrad postarał się, żebym nic nikomu nie pisnęła. Nie miałam pojęcia, że horror nie zaczął się na dobre. Tego dnia poszłam do szkoły na drugą godzinę lekcyjną. Zaspałam i nie śpieszyłam się, bo na pierwszą lekcję i tak nie zdążyłabym. Był mroźny poranek lutego. Śnieg sypał z nieba obficie, prawie nic nie widziałam, a jednak go dostrzegłam. Stał w towarzystwie dużo młodszego chłopca, nie z naszej szkoły. Mowa tu oczywiście o Konradzie. Wymieniali się czymś, Konrad dał mu kilka saszetek jakiegoś proszku, a ów chłopak płacił mu za nie. Tego już było za wiele, tak dalej być nie mogło. Konrad był liderem narkotykowym i sprzedawał towar młodocianym narkomanom. Czułam, że moim obowiązkiem jest powiadomienie dyrekcji gimnazjum o wszystkim. Wiedziałam, że ryzykuję własne bezpieczeństwo, ale nie mogłam go kryć. Zrobiłam to, co uważałam za słuszne, lecz pominęłam jego pogróżki. Mogłam to zgłosić, niestety nie skorzystałam z okazji. Miałam zagwarantowane konstytucyjnie prawo do bezpieczeństwa, o które bałam się upomnieć. Bardzo teraz tego żałuję, bo domaganie się pomocy u osób, które miały obowiązek postarać się, aby ją otrzymała, nie jest niczym złym, czy wstydliwym. Obecnie, wielu nastolatków nie zdaje sobie sprawy, iż poprzez interwencję dorosłych, można przerwać perfidne i bezkarne prześladowania niewinnych osób przez trudną młodzież. Ja do nich ma leżałam. Tak czy inaczej dyrekcja poinformowała jego matkę (ojca nie miał) oraz policję, która przeszukała jego pokój i znalazła środki odurzające. Został mu przyznany nadzór kuratora…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Agresja w szkole. — czytnik · opowiadania