Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 23 min czytania

Ahnenerbe rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1 04.07.1948 Chęciny Stanowisko badawcze Polskiej Grupy Do Spraw Zbrodni Wojennych

Maurycy Wasilewski spojrzał z pewnym zażenowaniem na stos ciał spoczywających w płytkim grobie. Strasznie to wszystko śmierdziało, na szkieletach wisiały resztki mięsa. Wasilewski był estetą, i mimo że uczestniczył już w kilku ekshumacjach, to widok trupów niezmiennie wywoływał w nim uczucie obrzydzenia. Maurycy wyjął chusteczkę i zasłonił nią twarz. Człowiek wrażliwy nigdy nie przyzwyczai się do zła tego świata, pomyślał. - Witam pana na stanowisku ekshumacyjnym nr 17.- Do Wasilewskiego podeszła młoda dziewczyna, lat około 30. Ubrana w biały fartuch, strasznie ubrudzona. Z twarzy wydawała się sympatyczna, ładna może nawet, jak by się umyła. Trochę wychudła, i zaniedbana. Włosy miała jasne, uplecione w warkocz. - Dzień dobry.- Wasilewski skłonił się i pocałował jej w dłoń.- Pani jak mniemam to...? - Nazywam się Anna Zielińska. Jestem lekarzem medycyny sądowej. Cieszę się że będziemy współpracować doktorze Wasilewski. - Nie jestem lekarzem.- Obruszył się Maurycy. Zielińska skrzywiła się lekko. - Z wykształcenia jestem archeologiem i kulturoznawcą.- Wyjaśnił. - Wolałabym lekarza- Anna spojrzała nań z ukosa.- Ale liczę na to że przysłano tu pana, nie tylko z powodu braków kadrowych. - O to niech się pani nie boji. Jestem uznanym fachowcem.- Powiedział z dumą i pewnością siebie. Anna przyjrzała mu się uważnie, był to mężczyzna w wieku lat 30. Dość wysoki i dobrze zbudowany, twarz miał poszarzałą, pokrytą kilkoma bliznami. Wydawał się być trochę zmęczony i życiem i jego rozterkami. U lewej dłoni brakowało mu dwóch palców. - Taki mały wypadek.- Powiedział wymijająco Wasilewski, widząc jej wzrok. - W czasie wojny?- Domyśliła się.- Gdzie pan walczył? - W partyzantach.- Maurycy spuścił wzrok.- Taki tam, krótki epizod. Nie warto wspominać. Zielińska pokiwała głową ze zrozumieniem, miała przed sobą, ni mniej, ni więcej żołnierza AK. Jednostki obecnie represjonowanej i zwalczanej. - Ja kocham ojczyznę ludową.- Powiedział, jakby się usprawiedliwiając.- Bardzo kocham. - Tak.- Skinęła głową.- Ja też. Przejdziemy od razu do badań, czy chce pan odpocząć? Zobaczyć kwatery? Ostrzegam, że mamy dość kiepskie zakwaterowania. - Nie potrzebuję odpoczynku, dziękuje. Im szybciej to załatwimy tym lepiej, nie lubię grzebać w trupach. - Dobrze. Czy jest pan zaznajomiony z aktami sprawy? - Niestety...- Wasilewski rozłożył bezradnie ręce.- Nie miałem czasu, polecenie wyjazdu przyszło tak nagle... Anna westchnęła ciężko. - Najprawdopodobniej zbrodni dokonano 4 lata temu, egzekucją kierowała Karen Sievers, córka Wolframa- szefa Ahnenerbe powieszonego niedawno, kojarzy pan? - Proces lekarzy?- Wasilewski zmarszczył brwi.- Pamiętam. A co to Ahnenerbe? - Z tego co pamiętam to Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Niemieckiej Spuścizny Duchowej, czy coś takiego. - Pierwsze słyszę... - Zajmowali się badaniami nad zjawiskami paranormalnymi, rozumie pan: wilkołaki, ożywianie trupów, procesy czarownic, poszukiwanie aryjskich przodków. Dodatkowo badanie prawdziwości germańskich legend. Nie ciekawi ludzie. Himmler miał ponoć obsesję na punkcie okultyzmu. - A ta Sievers? - Przeciw Karen toczy się obecnie proces. Standardowa sprawa: ludobójstwo, zbrodnie wojenne, wspomaganie zbrodniczych organizacji. Ta ekshumacja to tylko jeden z dowodów przeciw niej. - Ma więcej za uszami?- Wasilewski zdziwił się. - Była ulubienicą Himmlera. Uczestniczyła w kilku ekspedycjach SS do Tybetu i Wenezueli. Później brała udział w kilku potyczkach na froncie wschodnim, walczyła w obronie Berlina. Po śmierci Hitlera próbowała przebić się do Flensburga i dalej kontynuować walkę. Trafiła do radzieckiej niewoli w czerwcu 1945 roku. Pełniła rolę świadka w procesie norymberskim. Potem została przekazana nam. - Wredna suka jednym słowem.- Wasilewski wzruszył ramionami.- Tak jak wiele innych w Niemczech. - Musimy tylko udowodnić że zbrodnia została dokonana na przełomie kwietnia i maja 1944 roku. Nie możemy dopuścić do uniewinnienia hitlerowskiego zbrodniarza. - No to w czym problem? To robota na kilka godzin. Ja tu nie jestem potrzebny. - Kłopot polega na tym że obok ciał polskich partyzantów znaleźliśmy kilka niemieckich trucheł. I to w zgoła dziwnym stanie. - To znaczy?- Maurycy uniósł pytająco brwi. - Niech pan lepiej sam zobaczy. Niecodzienny widok, jak Boga kocham, niecodzienny.

- Szubienica czeka, wita cię z daleka, tatuś już poszedł, a córeczka jeszcze nie... Hejże ha, córunie śpieszmy powiesić się!- Zaśpiewał fałszywie pułkownik Urzędu Bezpieczeństwa Tomasz Jankowski i zarechotał, ubawiony własnym dowcipem. - Słowiański bydlak.- Mruknęła Karen Sievers. Samochód co jakiś czas podskakiwał na wybojach, droga była wyjątkowo kamienista. - Że też ci się zebrało na strzelanie, na takim zadupiu, Sievers. Nie mogłaś gdzieś bliżej Kielc?- Jankowski puścił jej uwagę mimo uszu i dalej rechotał w najlepsze. Karen nie odpowiedziała. Pułkownik zdenerwowany nieudaną prowokacją uderzył ją wierzchem dłoni w twarz. - Odpowiadaj jak do ciebie mówię.- Warknął. Karen spojrzała na niego z mieszaniną nienawiści i gniewu. Pułkownik od razu stracił rezon, mimowolnie poczuł respekt, do tej dość młodej, zmaltretowanej i wykończonej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie kobiety. W jej oczach można było dostrzec potęgę i grozę Trzeciej Rzeszy, w całej swej okazałości. Zaraz jednak otrząsnął się, córka jednego z oficerów SS nie stanowiła dlań żadnego zagrożenia. - Przyjdzie taki dzień, że cię zabiję.- Karen mówiła spokojnie, z nutą melancholii w głosie.- Stanę nad tobą, i zapytam „czy teraz jest śmiesznie?”. Tak będzie, Jankowski. Nim zacznie się mój proces- spłoniesz. Komunistyczna świnio, zdrajco swojego kraju. Moskiewski sprzedawczyku... - Bzdury gadasz.- Ubek uderzył ją z otwartej ręki. Próbował zaśmiać się ironicznie, ale średnio mu to wyszło. Ta dziewczyna wywoływała w nim bliżej nieokreślony, i jak się mogło wydawać, całkowicie bezzasadny lęk. Pułkownik obecny był na procesie Wolframa Sieversa, widział słynnego oprawce z Dachau. Ponurego, brodatego mężczyznę i o żelaznym spojrzeniu. I nawet on, mimo świadomości popełnionych przez niego zbrodni, nie wywoływał takiego irracjonalnego lęku, jak jego córka. - Słyszeliście ją, towarzyszu?- Jankowski zwrócił się do kierowcy, by ukryć zmieszanie.- Faszystowskie ścierwo powarkuje. - Niesamowita bezczelność.- Przytaknął szofer obojętnym głosem. - Pacholęcie Himmlera.- Pułkownik spojrzał na nią z odrazą.

- Co pan myśli? Niesamowite, prawda?- Oczy Zielińskiej błyszczały, wprost fascynacją. Wasilewski nie podzielał jej entuzjazmu, truchła Niemców nie wzbudzały w nim żadnych głębszych emocji. - Czy pan tego nie widzi?- Obruszyła się pani doktor.- Toż to niezwykłe. - Doprawdy, nie wiem czy się tu podniecać?- Maurycy skrzywił się lekko.- Kilku poćwiartowanych Niemców... - Niech pan się przyjrzy- Zielińska wskazała na jedne ze zwłok.- Kości zostały przerwane w niezwykły sposób. - Co w tym niezwykłego? Byle chłop mógł mu te rękę odrąbać.- Wasilewski pozostawał sceptyczny. - Z taką precyzją?- Pani doktor podniosła górną kończynę.- Proszę spojrzeć, kości przecięte niesamowicie równo, jak od linijki... Wasilewski pobladł lekko i zakrył twarz chusteczką. Odór gnijącego mięsa był przerażający. - Przepraszam.- Powiedział cicho i odszedł na bok. - Co pan...?- Zielińska powiodła za nim wzrokiem. Maurycy zwymiotował w najbliższą grupę krzaków. Anna skrzywiła się, ten człowiek kompletnie nie nadawał się do tej roboty. Za delikatny. - Pan mówił, że pracował przy ekshumacjach?- Zapytała go Zielińska, kiedy wrócił na miejsce masowego grobu.- Jeśli tak, to chyba przy papierkowej robocie. Czy się mylę? - Tamto to były zwykłe szkielety, bez śladu mięsa na kościach.- Warknął wściekły Wasilewski.- A te truchła...- Wskazał podbródkiem na mogiłę.- To obrzydliwe jest. - Wracając do sprawy... Myślę że przesłuchanie Karen Sievers mogłoby nam pomóc... - Sievers będzie na miejscu ekshumacji? - Oczywiście. Musi złożyć zeznania, oraz pomóc nam przy wizji lokalnej. Panie Wasilewski...- Spojrzała na niego. - Tak? - My musimy udowodnić że to była zbrodnia wojenna. To kwestia polskiego honoru, a te niemieckie ścierwa wskazują na to, że to nie była zwykła egzekucja. - Mogła się wywiązać bitwa- Maurycy pojął jej tok rozumowania- a nasi, to znaczy że te sanacyjne bydlaki- poprawił się- Mogli zmasakrować Niemców. - Dokładnie.- Zielińska zapaliła papierosa, wyciągnęła ku niemu jednego. - Dzięki.- Wasilewski uśmiechnął się. Nadal był blady. Zielińska odpowiedziała uśmiechem.

- Wysiadaj!- Zakomenderował Jankowski. Karen przeciągnęła się wygodnie i spojrzała na ubeka wyzywająco. - A zmuś mnie.- Syknęła. - Ożesz ty... Pułkownik wyjął zza pasa drewnianą pałkę i próbował ją uderzyć. Bezskutecznie próbował wziąć szerszy zamach, ale Karen chwyciła go za nadgarstek i wykręciła go. Kość chrupnęła, Jankowski zawył. - Ty kurwo niemiecka!- ryknął. Sievers zarechotała. - Towarzysz pułkownik bardzo wydelikacony, jak widzę. - Wy dwaj!- Pułkownik zwrócił się do dwóch ubeków stojących nieopodal.- Wywlec ją z auta i obić ryja. Jak chcecie to możecie się zabawić. Żołnierze ostrożnie podeszli do auta, żaden nie kwapił się by wsadzić tam łapy, a co dopiero wleźć. - No chodźcie przyjemniaczki.- Rzuciła od niechcenia Sievers.- Czekam. Kierowca oparł się o maskę wozu i z uśmiechem obserwował wyczyny piewców nowego porządku. - Na chuj szczerzysz mordę!- Ryknął pułkownik pod jego adresem.- Po lekarza leć, rękę mi złamała! - Tak jest towarzyszu pułkowniku.- Zasalutował kierowca i pogwizdując ruszył w kierunku stanowiska badawczego.

- Niech pan zobaczy.- Doktor Zielińska podniosła czaszkę.- Jakby ją ktoś mieczem od ciała odrąbał. - Mieczem? Może jakiś chłop siekierą...- Wasilewski po raz kolejny zgłosił swoją teorię. - Nie. Cięcie było za dokładne, za precyzyjne. Musiał tego dokonać prawdziwy fachowiec. - Ciekawe...- Maurycy wstał z klęczek i z szerszej perspektywy przyjrzał się ciałom niemieckim. Milczał przez chwilę, wpatrzony w gnijące zwłoki. - Niemcy są pochowani w osobnej mogile? - Tak. Blisko siebie, ale osobno.- Zielińska spojrzała nań pytająco. - Czy dopuszczamy możliwość że Niemcy zostali zabici wcześniej, lub później niż ci tutaj?- Wskazał podbródkiem na polską mogiłę. - Nie.- Anna wstała.- Nie ma takiej możliwości. - A jeśli...? - Nie ma takiej możliwości.- Powtórzyła Zielińska z naciskiem.- Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wasilewski spojrzał na nią krzywo, nie lubił nazbyt gorliwych piewców nowej władzy. Wzbudzali w nim niebotyczną, wręcz odrazę, mieszaną z obrzydzeniem i pogardą. Zielińska mimo niewątpliwej inteligencji wydawała się popadać w pewną nadgorliwość, całkowicie nie do zniesienia dla byłego żołnierza AK, a wcześniej członka Endecji. Posiadała cechy typowego esbeka, spełniała zasadę Dzierżyńskiego, który mawiał że czekista winien mieć chłodny umysł, czyste serce i pewną rękę. Czy jakoś tak. Naraz pojawiła się myśl, w jego głowie, że Zielińska wie przecież, a przynajmniej się domyśla, jego akowskiej przeszłości. Mogła zrobić doniesienie. Wasilewski zadrżał na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%