Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 12 min czytania

Ahnenerbe- wstęp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ahnenerbe

Wstęp 03.05.1944 Chęciny Generalne Gubernatorstwo

- Akcja musi zostać przeprowadzona szybko i bezboleśnie.- Karen Sievers wskazała na grupę partyzantów schwytanych kilka dni temu.- Lada dzień może zacząć się radziecka ofensywa, a im mniej tego tałatajstwa na naszych tyłach, tym lepiej. Pozbądźcie się ich! - Tak jest.- Zasalutował młody porucznik. - Znacie procedurę. Zużyć jak mniej amunicji, jeden pocisk musi wystarczyć na jak najwięcej wrogów Rzeszy. Strzelać celnie! Niemcy zaczęli ustawiać pojmanych w trzy rzędy, tak by jeden pocisk mógł przestrzelić trzy czaszki. Pluton egzekucyjny ustawił się na pozycjach. - Pani komendant?- Powiedział nieśmiało porucznik. - Tak? - Myślę że powinna pani... Uświadomić ich o popełnionych zbrodniach, by wiedzieli za co umierają. - Oni doskonale wiedzą za co!- Karen splunęła ze złością.- To banda reakcyjnych, słowiańskich bydlaków, którzy zgodnie z ariozofią i teorią ewolucji winni dawno wyginąć. - Mamy strzelać? - Czekaj.- Sievers machnęła dłonią.- Niech wiedzą że Rzesza jest państwem prawa i sprawiedliwości. Karen Sievers stanęła przed jeńcami. - Wyrok w imieniu Trzeciej Rzeszy i jej wodza: Adolfa Hitlera.- Powiedziała po polsku.- Sąd Generalnego Gubernatorstwa uznał was winnych następujących zbrodni: działania na szkodę wielkiej Rzeszy i narodu niemieckiego, uchylania się od wykonywania rozkazów Generalnego Gubernatora, i czynnego oporu przeciw państwu niemieckiemu. Sąd skazuje was niniejszym na karę śmierci przez rozstrzelanie, z klauzulą natychmiastowej wykonywalności. Mowa nie zrobiła na partyzantach większego wrażenia. Kilku uniosło głowy, zdziwieni słysząc polską mowę w ustach kobiety, z narzuconą na ramiona kurtką Waffen SS. Jeden parsknął śmiechem, a paru sklęło ją cicho. Karen odeszła na bok i zapaliła papierosa, spojrzała pytająco na porucznika, ale ten przecząco pokręcił głową. - Ja wiem że Fuhrer tego nie pochwala, ale nie mogę się powstrzymać...- Powiedziała Sievers na swoje usprawiedliwienie. - Nie musi mi się pani tłumaczyć.- Powiedział zakłopotany porucznik.- W każdym bądź razie gratuluje wspaniałej znajomości mowy polskiej. Gdzie się pani nauczyła? - Zastanawiam się dlaczego ty nie umiesz?- Karen spojrzała na niego podejrzliwie.- Po wojnie na pewno otrzymasz przydział na tereny wschodnie, znajomość języków słowiańskich będzie niezbędna. - Rasy niższe będą zniszczone... - Stopniowo, ale tego doczekają dopiero twoje wnuki, twoim zadaniem będzie zaprowadzenie nowego porządku na wschodzie. To jest właśnie dziejowe zadanie twojego- zawiesiła głos- naszego pokolenia. Porucznik spojrzał na nią ze zdziwieniem. W jej głosie nie dostrzegł cienia ironii, mówiła to wszystko z niezachwianą wiarą w siebie. Naprawdę wierzyła że wojna zakończy się dla Niemiec pomyślnie. - Myślisz że przegramy?- Zapytała Karen widząc jego spojrzenie.- Nie wierz kłamliwej, angielskiej propagandzie, wojna toczy się dla nas pomyślnie. Wciągamy wojska radzieckie w głąb naszego terytorium, by w decydującym momencie zmiażdżyć Rosjan potężnym atakiem z Bałkanów i Węgier. Na południu marszałek Kesserling wkrótce wkroczy do Rzymu, to tylko kwestia czasu. Anglicy to tchórze, że o Amerykanach i Rosjanach nie wspominając. To rasy niższe. Nie są nic warte. - A zachód? - Alianci nie mogą rozpocząć ofensywy, brakuje im profesjonalnego sprzętu. A nawet jeśli... Najlepszy marszałek Rzeszy- Rommel zniszczy ich. Rzesza jest niepokonana i nigdy o tym nie zapominaj! Wszelkie obawy odnośnie przyszłości Niemiec opuściły porucznika, Karen mówiła to z niezachwianą wiarą w umiejętności dowódcze wodza. Zresztą... Czy córka Wolframa Sieversa, jednego z przyjaciół Reichsfuhrera może się mylić? Ona miała dostęp do takich informacji, o których szarym żołnierzom nawet się nie śniło. - Ziel!- Rozległ się głos dowódcy plutonu egzekucyjnego. Porucznik przeżegnał się szybko. - Wierzysz w tą żydowską sektę?- Niebieskie oczy Karen błysnęły niepokojąco. - Nie.- Młody oficer szybko zaprzeczył.- To nawyk, z dzieciństwa. - Powinieneś go wyeliminować i to jak najszybciej. Wiara w żydowskiego bożka, nie przystoi prawdziwym Niemcom. - Shoot! Huk pocisków był rozdzierający. Karen spojrzała na jeńców, wszyscy wydawali się martwi. Nie ma jak zawodowcy... Mimo to lepiej sprawdzić.

Karen podeszła do rozstrzelanych i przyjrzała się każdemu uważnie. Jeden jeszcze żył, dogorywał pomału. Sievers wyjęła pistolet z kabury i dwoma strzałami odesłała Polaka na spotkanie z Odynem, wprost do Valhalli.

- Pochować ich.- Karen zwróciła się do plutonu.- Tylko kopcie głęboko, by ich potem nie znaleziono. Nienawidzę hien cmentarnych. - Tak jest!- Dowódca plutonu zasalutował.- Słyszeliście panią komendant?- Zwrócił się do żołnierzy.- Do roboty! Karen schowała broń i odeszła na bok, słońce prażyło niemiłosiernie, zapowiadał się kolejny upalny dzień. - Pani komendant? Chyba mamy problem. Dziewczyna spojrzała na porucznika, szedł w jej kierunku, prowadząc małą dziewczynkę za rękę. - Co to jest? - Została chyba schwytana razem z tymi bandytami.- Porucznik wskazał rozstrzelanych.- Musieliśmy ją przeoczyć, ona taka mała, chuderlawa... - Słynna niemiecka precyzja.- Mruknęła Karen patrząc z rezygnacją na dziecko. - Słucham? - Nic. Pokaż mi ją. Sievers podeszła do dziewczynki i przyjrzała jej się z bliska. Miała dziwne, popielate włosy, oczy szkarłatne, również nietypowe i nienaturalnie duże. Ale puste takie, bez śladu emocji, czy uczuć. Była bardzo niska, wychudła. Koszula zwisała na niej jak kij na szczotce. Jej twarz, podobnie jak i oczy, nie przedstawiała żadnych emocji, była zobojętniała na wszystko. Ile miała lat? Około 10, chyba. - Mówisz po niemiecku?- Zapytała ją Karen. Nie odpowiedziała. - Polski? Rosyjski? Nadal milczała. - Jak się nazywasz?- Zapytała Sievers w jidysz. Dziewczynka uniosła wzrok, ale nie odezwała się. Karen chwyciła ją za rękę i podciągnęła rękawy, na przegubie dostrzegła wytatuowany ciąg cyfr. - Dachau?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%