Przyjaźń · 17 min czytania
AIDS
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Moje serce obawia się cierpień. Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie.”
Coelho
Fragmenty z pamiętnika
***
Trudno jest mi powiedzieć dlaczego właśnie ten dzień tak bardzo wbił mi się w pamięć. Niby taki zwyczajny. Ale pamiętam każdy szczegół. Było tak ciepło i przyjemnie. W końcu wiosna. Leżałam sobie na trawie i wpatrywałam się w niebo. Nie martwiłam się o nic. Nie miałam żadnych problemów. Wszystko było dokładnie na swoim miejscu. Było mi tak dobrze. Obok mnie siedziała Sylwia. Moja najlepsza przyjaciółka wtedy. Co prawda młodsza ode mnie o dwa lata, ale bardzo dobrze się dogadywałyśmy. Widywałyśmy się niemal codziennie, ponieważ mieszkałyśmy na przeciwko siebie. A była wtedy sobota, więc jak zwykle bawiłyśmy się razem u mnie w ogrodzie. A ogród do dzisiaj mamy przepiękny. Jest w nim mnóstwo drzew i jeszcze tyle przeróżnych gatunków kwiatów. Rośliny rosną w takim nieładzie, jakby ich tam nikt nie zasadził, a jednak patrząc na to wszystko odczuwa się tę wspaniałą harmonię i piękno. A szczególnie wiosną, gdy wszystko rozkwita, widok jest nieziemski. Tak jakby się przebywało w jakiejś bajecznej krainie. Tak kolorowo, ale i subtelnie. Pamiętam nawet sam zapach tamtych kwiatów. Intensywny, ale zarazem delikatny i tajemniczy. Naprawdę trudno jest mi go opisać. Oddychając takim powietrzem czułam się lekka i wolna jak ptak, naprawdę szczęśliwa. W takich momentach chce się tańczyć i śpiewać. Uwielbiałam też po prostu zamknąć oczy i kręcić się wkoło. Coraz szybciej i szybciej. Słyszeć śpiew ptaków i szum liści na drzewach. Ale najczęściej wsłuchiwałam się w śmiech Sylwii, która bujała się na huśtawce. Huśtawka była w ogrodzie tylko jedna. Tylko jedna... Nie daje mi to spokoju. Dlaczego tylko jedna? Byłyśmy przecież dwie. Często kłóciłyśmy się przez tę huśtawkę. Teraz mam wyrzuty sumienia, że nie pozwalałam jej się huśtać, kiedy tylko chciała. Przecież to było takie głupie. Kłócić się z tak błahego powodu. W ogrodzie mogłyśmy robić co tylko nam się podobało. To było nasze królestwo. Najbardziej lubiłam, gdy bawiłyśmy się w wróżki. W elfie wróżki. Takie z bajki, które potrafią wyczarować cokolwiek dusza zapragnie. Są idealne, piękne, wieczne, nieziemskie. Takie właśnie byłyśmy. To chyba moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa. Miałam wtedy może z jedenaście lat. I nawet na myśl mi by wtedy nie przyszło, że nieśmiertelna elfka za niespełna dziewięć lat będzie musiała zmagać się ze śmiertelną chorobą... Nonsens.
***
Część 22 / 2
Dziewięć lat temu miałam zwyczajne życie. Takie normalne, bo były w nim szczęśliwe i smutne chwile. Teraz jest podobnie. Ale na wszystko patrzę a innej perspektywy. Jestem chora na AIDS. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jestem nosicielką wirusa HIV. Nie wiem gdzie się zaraziłam. Może w szpitalu, może ktoś mnie nieświadomie zaraził. Jeszcze do nie tak dawna nie interesowałam się tym tematem. No bo co miała mnie tam obchodzić jakaś dziwna choroba. Niby słyszałam o problemie, ale był on bardzo daleki, nierealny. Nie spodziewałam się, że może on dotyczyć również mnie. Z moim chłopakiem zdecydowaliśmy się na badania na obecność przeciwciał wirusa. Miałam wynik pozytywny. On na szczęście jest zdrowy. Byłam w szoku. Nie mogłam w to uwierzyć. Te testy traktowałam trochę niepoważnie, chcieliśmy jej zrobić tylko dlatego, że nasi bliscy znajomi też je robili no i my stwierdziliśmy, że byłoby dobrze mieć takie badania. Szczególnie gdy mięliśmy już zamiar zamieszkać razem, a nawet może się pobrać. Wiem, że jestem nosicielką wirusa już od dobrych kilku lat, ale dopiero od niedawna jestem chora na AIDS. Lekarze już tyle razy tłumaczyli mi na czym polega ta choroba, że chyba juz stałam się specjalistką w tej dziedzinie. Choć szczerze mówiąc nic ciekawego i przyjemnego czytać lub słuchać o tym co się dzieje z moim organizmem i jak przebiega choroba, która w gruncie rzeczy doprowadzi do mojej śmierci... Już od roku wiem, że niedługo umrę. Najgorsze były pierwsze trzy miesiące jak dowiedziałam się o wszystkim. Strasznie histeryzowałam. Teraz jestem już odrobinę spokojniejsza. Czasem trochę żałuję, że wiem, że jestem zarażona. HIV jest na tyle sprytny, że dopiero po dość długim okresie bezobjawowym (trwającym nawet kilkanaście lat) zaczynają pojawiać się objawy uszkodzenia układu immunologicznego. Właśnie u mnie juz się to zaczęło. Mam uszkodzony układ odpornościowy i dlatego jestem bardzo podatna na choroby, które u ludzi ze zdrowym układem odpornościowym nie występują. Później, gdy z mojego układu immunologicznego pozostaną tylko szczątki, organizm może zostać zaatakowany przez chorobę nowotworową.
Boje się bólu i śmierci. Dopiero zaczęłam swoje życie, ale niedługo będę musiała je zakończyć. Dlaczego ja? To tylko głupie, notorycznie pojawiające się pytanie bez odpowiedzi. Dlaczego nie urodziłam się w czasach gdy znane już są sposoby leczenia AIDS? W chwili obecnej jest to jednak niemożliwe. Naukowcy opracowali dotąd preparaty, które zapobiegają jedynie namnażaniu się wirusa oraz utrudniające mu wnikanie do komórek. Czyli w skrócie mówiąc, dzięki odpowiedniemu leczeniu, odżywianiu i stylu życia uda mi się jeszcze pożyć może z 2-3 lata.
***
Ale jeszcze tutaj jestem. Jeszcze. A co będzie za kilka dni? Za kilka miesięcy, może lat... Najgorsza jest ta niepewność. Wszystko może się w jednej chwili skończyć. Z jednej strony dzięki temu każdy dzień jest dla mnie inny, wyjątkowy dlatego, że wiem, że mogę już nie mieć okazji robić czegoś, przeżywać, cieszyć się, podziwiać, marzyć, po prostu żyć. Czasem gdy siedzę tak zwyczajnie w swoim pokoju i mam chwilę czasu wolnego i nic konkretnego nie robię, przychodzą do mnie te najgorsze, smutne myśli. Czuje, że nie powinnam tutaj być, tylko robić coś sensownego, póki mam na to czas. To chyba jest najstraszniejsze. Ciągły lęk i niepokój o to, że mogę coś stracić bezpowrotnie, że coś mi umknie, że czegoś nie spróbuje, bo zabraknie mi czasu. Przez te lata, które mi jeszcze pozostały musze zrobić to co planowałam na kolejne przynajmniej 50 lat mojego życia. Muszę wszystkie moje plany realizować w te kilka marnych lat, które mi zostały. I jak to zrobić w ogóle, gdy nie wiem dokładnie ile ich będzie? No jakbym wiedziała, że będę żyć przez następne 3 lata, 5 miesięcy, 12 dni, 4 godziny, 25 minut i 28 sekund mogłabym zaplanować sobie każdą chwilę. Ale nie ma tak łatwo. Muszę żyć tak jakby każdy jeden dzień miał być ostatni. A to jest okropnie trudne i męczące. Chyba nie ma słowa w mowie ludzkiej, którymi można by trafnie opisać ten ból, pustkę i samotność. Tak, samotność, bo choć jest przy tobie mnóstwo ludzi, to jesteś sam, bo wtedy wydaje ci się, że nikt nie jest wstanie pojąć tego, co dzieje się w twojej głowie. Stoisz sam wśród tłumu. Człowiek całe życie jest sam, sam się rodzi i sam opuszcza ten świat. Wiem, że jest przy mnie moja rodzina. Robią wszystko co tylko w ich mocy, aby mi pomóc. Ale mi nie da się już pomóc. Świadomość, że dzielą moje cierpienie dodaje mi sił. Choć czasem juz nie mogę patrzeć na to jak chodzą smutni i myślą wyłącznie o tym, żeby nic mi się nie stało. To właśnie z nimi czuje się bezpieczna. I spędzam w domu najwięcej czasu. Teraz każda chwila się liczy. Rzadko wychodzę. Boję się. Ostatnio przestałam się uczyć, spotykać ze znajomymi, robić cokolwiek z takich normalnych przyziemnych rzeczy. Wszystko wydaje mi się takie bez sensu. Niby mogę się cieszyć z czegoś i chcę, ale w głębi serca pojawia się ten okropny ucisk. Po co mi to? Przecież to i tak niczego nie zmieni.
***
Jednak nie wszystkim na mnie tak mocno zależy jak myślałam. Kilka dni temu rozstałam się z moim chłopakiem. Mówił, że poznał po prostu inną dziewczynę i się zakochał a między nami i tak od dawna się nie układało. To prawda, że zrobiłam się z czasem nie do wytrzymania. Mam albo napady płaczu, albo wręcz przeciwnie obija mi i robie szalone rzeczy. Ale tak ogólnie to jestem strasznie nerwowa, często też obwiniam innych ludzi o swoje nieszczęścia. I w dodatku bliskich mi ludzi. Bo tylko oni mi pozostali i chcą ze mną przebywać. A może muszą? Ale gdy rozmawialiśmy o naszym rozstaniu byłam nawet spokojna. Chyba już od dłuższego czasu spodziewałam się tego. Czułam w sercu, że oddalamy się od siebie, bo…