Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 34 min czytania

[Ainaren] Ostrze Pustki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Po prostu się skup. - Staram się, to nie jest takie proste. - Postaraj się bardziej. - To nie przeszkadzaj mi! Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie śpiewem ptaków, trzaskaniem ogniska i szumem wiatru w liściach drzew. Słońce powoli chowało się za chmurami, zalewając niebo różem powoli zmieniającym się w czerwień. - Widzisz, jak chcesz to potrafisz. - Udało mi się? - Dorian otworzył szeroko oczy. - Nie, próbuj dalej - w głosie Mawrena dźwięczała wyraźna nuta rozbawienia. - Wciąż mnie rozpraszasz. - Nawiązuję kontakt, to powinno ułatwić ci sprawę. - Nie ułatwia, kiedy tyle gadasz. - To nie moja wina że twój ograniczony umysł nie potrafi sobie poradzić. Dorian wstał i zaczął chodzić w kółko, zdenerwowany. Zielone oko śledziło każdy jego ruch. Po chwili siadł na kamieniu, zamknął oczy i policzył w myślach do dziesięciu. Wziął kilka głębokich oddechów. Skupił się na wyczuciu świadomości Mawrena, co udało mu się dopiero po dłuższej chwili. - Ograniczony umysł, tak? - rzucił, a na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech. Po chwili smok wypchnął go ze swojego umysłu z potężną siłą. Chłopakowi aż pociemniało przed oczami. - To było złośliwe - powiedział z wyrzutem. - Mam dobre intencje, po prostu podniosłem poprzeczkę - wyszczerzył potężne kły. - Na dziś chyba już starczy tej telepatii... - Zmęczyłeś się? - Niedługo zajdzie słońce - Dorian zignorował ostatnią uwagę towarzysza - przejdę się do osady, kupię prowiant, zjem coś. Tobie radzę poczekać do nocy. Nie chcielibyśmy wywołać paniki, prawda? - Pastwiska są daleko, nie zauważą mnie. - Proszę... - Dobrze, postaram się wytrzymać.

Z wnętrza karczmy biło jasne światło, ściągając do środka ludzi niczym ćmy. Na zewnątrz wylewały się śmiechy i muzyka, gwar towarzyszący dobrej, pijackiej zabawie. Dorian siedział przy ladzie, rozmawiał z wyraźnie zdenerwowanym karczmarzem, od czasu do czasu podnosząc głos, by przekrzyczeć klientów. - To się źle skończy - karczmarz niezwykle energicznie gestykulował, próbując jednocześnie wyszorować kufel. Niewiele brakowało, by rozbił naczynie - wszyscy to dobrze wiedzą i proszą, by wreszcie przestał! Ale on wciąż kontynuuje te całe swoje “badania”! - z hukiem uderzył w blat lady wolną dłonią - Jeśli Zakon się o tym dowie, będzie po nas... - Myślicie, że obcy jest w stanie wytłumaczyć mu powagę sytuacji? - Rzucił Dorian z ustami zapchanymi dziczyzną. Gdy przełknął jedzenie, dodał - wątpię żeby się posłuchał... Poza tym dlaczego boicie się Zakonu? Zrobiliby z magiem porządek. - A przy okazji z nami również. Nie mam zamiaru prosić tych ludzi o pomoc. - Postaram się pomóc. Gdzie on właściwie mieszka? - W centrum osady, niedawno bielony dom obok studni. Tylko proszę - dodał po chwili - nie zraź go do nas, mimo wszystko jest przydatny... No i ludzie go lubią. Dorian przytaknął, po czym wstał i otrzepał się. - Niech będzie na mój koszt - rzucił mężczyzna, gdy ten sięgnął po sakwę - tylko postaraj się. - Udam się do niego z samego rana.

Chłopak udał się na centralny plac miasteczka i przysiadł na ławce, by jedzenie ułożyło mu się w brzuchu. Od dawna nie miał w ustach gorącej strawy. Czuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po całym jego ciele. Miał ochotę ułożyć się i zasnąć. Podobało mu się to miasteczko. Brukowane uliczki, zadbane domy, wszystko oświetlone przez lampy nadające całości przytulnego klimatu. Było całkiem ciepło, a nocną ciszę zakłócały jedynie ciche odgłosy rozmów dochodzące z niektórych domów. Księżyc w pełni górował wysoko na niebie. Dorian zrozumiał skąd obawa przed Zakonem. Magia była obecna wszędzie, nawet on był w stanie wyczuć anomalie - ulice nie mogły być tak czyste, a zwykłe latarnie nie świecą z taką siłą i nie zapalają się bez niczyjej pomocy. Siedział tak dłuższą chwilę, a kiedy miał już odejść, z domu wskazanego przez karczmarza wyskoczyła kobieta nieomal przewracając się w progu, wykrzykując wniebogłosy niezrozumiałe zdania. Potknęła się o bruk i wpadła w ramiona Doriana. Ludzie zaczęli wychodzić z domów, dość szybko uformował się tłum gapiów. - Co się stało? - zapytał chłopak, gdy tylko udało mu się ją nieco uspokoić. - On otworzył portal i wszedł tam, i jeszcze nie wyszedł, i...! - Portal jest wciąż otwarty? - Tak... Jest w piwnicy... Szynkarz miał rację... Dorian ruszył pędem w stronę domu, zauważając po drodze, że płaszcz i Ostrze pozostawił w jukach. Zaklął pod nosem. Przeskoczył przez próg i zbiegł schodami prosto do kamiennej piwniczki. Na dole panował wyjątkowy bałagan, księgi walały się po ziemi, dwa stoły zawalone były brudnymi naczyniami, alembikami i próbówkami. Wyraźnie czuć było charakterystyczne zapachy towarzyszące niektórym ziołom leczniczym. Przy samej ścianie zobaczył owal portalu, z którego wypływały macki ciemności rozsiewające atmosferę grozy. Nie była to typowa ciemność, a raczej nicość. Pustka. Niewiele myśląc, wskoczył do środka. Portal nie zamknął się za nim, tak więc miał drogę powrotną. Rozejrzał się, a to co zobaczył było wręcz nie do opisania. Pustka, brak czegokolwiek będący jednocześnie wszystkim. Najbardziej plastyczny wymiar, łącznik pomiędzy wszystkimi innymi światami. Dużo o nim słyszał, jednak to przeszło wszelkie oczekiwania. Kiedy nastąpił Błysk, osłabiona została osnowa rzeczywistości, która zaczęła przeplatać się z Pustką. Proces ten ustał równie szybko i niespodziewanie, jak się zaczął. Nikt nie wie kto go zainicjował, a kto go zakończył. Błysk pozostawił po sobie trwałe efekty - magię, anomalie i artefakty. Kiedy postawił gdzieś stopę, czuł bliżej niezidentyfikowane podłoże. Każdy oddech niósł ze sobą inne doznania i zapachy, powietrze raz było podobne do tego ze wschodnich rubieży - tropikalne i wilgotne, innym razem suche i pustynne. Gdy spojrzał dalej, zdawało mu się, że może dostrzec nieskończoną ilość zarysów, widm krajobrazów przeplatających się ze sobą, łączących w jedno niesamowite doznanie wizualne. A jednak, gdy co noc zaglądał do tego wymiaru poprzez ostrze miecza, widział nieprzeniknioną ciemność, czuł tylko chłód i aurę śmierci. Słyszał głosy. Bardzo cicho, gdzieś na skraju słyszalności. Usłyszał potężny, basowy pomruk. Gdy odwrócił się w stronę portalu, ujrzał gigantyczną bestię w niczym nie przypominającą istot pochodzących z jego świata. Nie była do końca materialna, wyglądała jakby była oderwanym fragmentem tła tego wymiaru. Jej sylwetka falowała, a całe ciało wydawało się wciąż zmieniać, przybierać różne formy. Strażnik Pustki. Słyszał o tej istocie wielokrotnie podczas nauki w Zakonie. Podczas konfrontacji z nią istnieje wyłącznie jedna opcja - ucieczka. Długie łapy w ułamku sekundy przekształciły się w ostrza. Cięcie przeszło gładko przez portal, który po chwili pociemniał i rozsypał się w proch. Potwór znalazł się przy Dorianie próbując go przepołowić. Ten ledwo zdołał uskoczyć, gdy po chwili padł kolejny cios łapą, tym razem przypominającą potężny młot. Kolejny unik, jednak siła uderzenia wywołała wstrząs, zbijając chłopaka z nóg. Przeturlał się na bok, z trudem uchodząc przed szponem, który miał przyszpilić go do ziemi. Uniósł się szybko i natychmiast wystrzelił przed siebie sprintem. Bestia biegnąca na czterech łapach była od niego znacznie szybsza, już po sekundzie czuł na plecach jej lodowaty oddech. Nie dał rady uniknąć uderzenia masywną łapą. Cios odrzucił go w bok, w locie poczuł oplatającą się wokół jego nogi mackę, która z impetem cisnęła nim o ziemię. Strażnik ponownie uniósł szpon, by ostatecznie zakończyć walkę.

Kwiat zakonnego rycerstwa zebrał się na rozległym polu niedaleko południowych murów Przeklętej Ziemi. Wszyscy przygotowani na potężną bitwę, gotowi zginąć, by obronić świat przed plagą Spaczonych. Nie obawiali się stąpać po czarnej ziemi, stanąć twarzą w twarz z tą przerażającą rasą. Tysiące odważnych ludzi pod dowództwem Arcykapłana, który przesiadywał właśnie nad mapą taktyczną w rozbitym w pobliżu polany namiocie. Rozmyślał nad bitwą. Płachta namiotu uchyliła się lekko i do środka wszedł wyraźnie wystraszony poseł. - Panie - uklęknął. - Mów - Władca wciąż analizował mapę kontynentu. Zawsze starał się być gotów na nieplanowane ewentualności, z doświadczenia wiedział, że nigdy nie można być czegoś pewnym. - Cedrick wyruszył z młodymi rekrutami. Bogato zdobiona zbroja zachrzęściła, gdy wyprostował się. - Co to ma znaczyć? - Gdy tylko usłyszał o wieściach z posterunku Agenbardzkiego, natychmiast ich zebrał i wyruszył. Nikt nie zdążył zareagować, był środek nocy. - Pościg? - Wysłaliśmy elitarny oddział. Arcykapłan przysiadł na stołku, zakrył twarz dłońmi. Po chwili uniósł głowę. - Co to były za wieści? - Jakiś lokalny mag sprawiał problemy, no i... Ludzie widzieli w okolicy smoka od kilku dni pustoszącego pastwiska. Władca wstał i chwycił posła za barki. - Czy ty wiesz, w jakim stanie jest ten człowiek? - szarpnął młodzikiem - Co on w ogóle robił na wolności? - nerwowe słowa przekształciły się w krzyk - jeśli dotrze na miejsce, do reszty zszarga naszą reputację! Zabijcie go! - Tak jest, panie - poseł wyszedł tyłem z namiotu, kłaniając się. - Coś się stało? - do wnętrza wkroczył doradca - słyszałem krzyki. - Problemy niedaleko Agenbardu. - Wysłać tam wsparcie? - Nie, potrzebujemy tu wszystkich. Jak morale? - Ludzie wręcz palą się do walki, panie. - Dobrze. Może wreszcie uda nam się zniszczyć Plagę. - Miejmy taką nadzieję... - Podaj mi miecz, proszę - doradca chwycił potężne, dwuręczne ostrze, podał je Arcykapłanowi - powietrze wibruje od zła. Czas na bitwę. Udał się w stronę oczekujących rycerzy.

Dorian aż do teraz nie wierzył w „ratunek w ostatniej chwili”. Szpon bestii zatrzymał się centymetry od jego twarzy, przytrzymany niewidzialną siłą. Chłopak uniósł się szybko i odbiegł kawałek. Strażnik wciąż stał jak porażony. - Jest wrażliwy na magię – usłyszał sapnięcie zza pleców brzmiące, podobnie jak wszystko inne, jakby dochodziło zza szklanej szyby – Co nie zmienia faktu, że długo go tak nie utrzymam. Chodź tu do mnie, szybko - Jakim cudem do tej pory cię nie zauważyłem? - wychrypiał Dorian, gdy wszedł do czegoś na wzór bańki, której obecność zaznaczała się jedynie falowaniem ścianki miniętej bez najmniejszego oporu. - Czary – uśmiechnął się dość młody mężczyzna – w Pustce magia jest o wiele prostsza. Co ciekawe, z tej strony nie da się stworzyć portalu powrotnego, który przed chwilą zniszczyliście. Poza tym nieomal mnie stratowaliście. - Przepraszam - rzucił roztargniony, poszukując Strażnika wzrokiem. Nie zobaczył go. - zresztą, dlaczego nie da się otworzyć przejścia? - Z naszego świata łatwo jest dostać się tutaj, jednak powrót jest nieco bardziej... skomplikowany. Pustka przeplata się z każdą rzeczywistością, tak więc po przejściu przez otworzony tutaj portal możemy znaleźć się w każdym miejscu czy czasie. - Wejście tutaj nie było rozsądnym krokiem. - W Pustce przebywam całymi dniami, jednak tym razem najwyraźniej nie zamknąłem drzwi i gospodyni musiała wejść do środka. Spanikowała. Ten świat mnie fascynuje, studiuję go od wielu lat. Początkowo wystarczyły mi książki, a kilka miesięcy temu udało mi się wreszcie stworzyć stabilny portal. Właściwie to skąd ty się tu wziąłeś? - Szynkarz poprosił, bym namówił cię do zakończenia badań. Kiedy poszedłem na plac, z twojego domu wyskoczyła twoja gosposia, wołając o pomoc. No i jestem. - Nie podoba im się moja obecność? Od przybytku w głowach im się poprzewracało! Gdyby nie ja, to miejsce nadal byłoby zatęchłą dziurą! - Nie, nie chodzi o to. Myślę, że po prostu boją się o ciebie. - O mnie? Jedyne o co się troszczą to ich własne rzycie! - zamilkł. Nagle rzut kamieniem od nich rozwarł się portal, przez który przeszła szmaragdowa bestia. - A ten skąd się tu wziął?! - Prawdopodobnie wszedł tu za mną. - Szuka cię? Dlaczego? - Może po raz kolejny chce wykpić moją inteligencję? - Słucham? - mag został nieco zbity z tropu. - Nie widzi nas, prawda? - Nie, ale... co, gdzie ty idziesz? Dorian wyszedł z bańki kierując się w stronę Mawrena. Odpiął torbę przytroczoną do smoczej łapy i wyciągnął z niej swój płaszcz oraz miecz. - Jak otworzyłeś portal? - zapytał, gdy jeszcze walczył z rzemieniem torby. - To nie trudne dla umysłu takiego jak mój. Cała trójka ujrzała formujący się w oddali kształt, który ruszył powoli w ich stronę. Dorian poprawił płaszcz i pas z pochwą. Wygodnie ułożył dłoń na rękojeści miecza. Zaskoczył go wygląd broni, która teraz sprawiała wrażenie jakby była zbudowana z tej samej materii co Strażnik. Do tej pory był pewny, że nałożony na ostrze Woal Pustki sprawia, że to staje się przejściem pomiędzy światami. Tymczasem Woal nadal prowadził do tego wymiaru. Kolejnym zaskoczeniem był fakt, iż tutaj Ostrze było... materialne. - Chyba musimy walczyć. - Dajcie mi chwilę, a postaram się wykrzesać z siebie coś jeszcze, jakoś wam pomóc - powiedział wciąż jeszcze zadziwiony mag. Nigdy nie słyszał, by jakikolwiek człowiek przebywał tak blisko smoka, nie walcząc z nim. Mawren wyszedł bestii naprzeciw. Stali tak, mierzyli się wzrokiem. Strażnik był niemalże tak duży jak smok. Dorian spróbował zajść z flanki, jednak kształt łba monstrum sprawiał, że to mogło obserwować jednocześnie chłopaka i jego towarzysza. Nagle człowiek rozpoczął szarżę na potwora, który spróbował podciąć mu nogi. W tym samym czasie zaatakował smok. Dorian ledwo dał radę przeskoczyć ponad zabójczym ostrzem monstrualnej wielkości. Następny atak nie nastąpił – dwa wielkie cielska zwarły się ze sobą, gryząc, tnąc i rozrywając szponami. Strażnik z ogromną siłą zrzucił z siebie napastnika, który zdążył zadać mu kilka ran. Czas tego zwarcia był wystarczający, by Dorian zdążył podejść nieco bliżej. Pożałował jednak tej decyzji – upadające smocze cielsko nieomal go zmiażdżyło. Zanim Mawren zdążył stanąć na nogi, bestia doskoczyła i, przekształcając łapę w długi, ostry szpon, spróbowała go wykończyć. W ostatniej chwili uderzył ją impuls telekinezy, wytracając z równowagi. Dorian wykorzystał tą okazję i doskoczył, tnąc z całej siły. Potworna łapa poszybowała w powietrzu, a bestia zaryczała z bólu. Kolejny jej cios był znacznie wolniejszy, łatwy do uniknięcia. Chłopak uskoczył zwinnie, a w tym momencie ponownie zaatakował Mawren, łapiąc potwora za gardło i próbując je zmiażdżyć. Ten sprytnie zmodyfikował szyję, niemalże rozrywając smoczą szczękę. Nie wytrzymał jednakże ostatniego, wymierzonego Ostrzem Pustki ciosu, który gładko wszedł, a następnie rozerwał jego klatkę piersiową. Strażnik jest nieśmiertelny. Do tej pory był uważany również za niepokonanego. Teraz rozpływał się na oczach tej trójki, aż w końcu zniknął bez śladu. Jedynym świadectwem walki stał się miecz, po którym wciąż spływała organiczna, ciemna materia. W ciągu kilku sekund zaschnęła i wtopiła się w ostrze tworząc na nim wyjątkowe wzory. Pozorne nierówności były niewyczuwalne, a sam miecz - nadal idealnie gładki. - Teraz nie jestem ci już nic winien, człowieczku - rzucił Mawren, gdy odsapnęli nieco. Strażnik niedługo się zregeneruje. Zregeneruje się i wróci znacznie silniejszy, lepiej przygotowany.

- Nie... wiem... gdzie oni... są! - wieśniak, trzymany za szyję i przyciśnięty do ściany starał się odwrócić głowę, by nie patrzeć w te oczy. Jedno pełne szaleństwa i nienawiści, a drugie, żyjące własnym życiem, sprawiało wrażenie jakby miotało się próbując wyskoczyć z klatki oczodołu. Skrzywiona twarz i chory uśmiech kryjący cierpienie i urazę do świata – Zniknęli gdzieś... weszli... do jednego... z domów... nie wyszli... - Napastnik wybuchnął opętańczym śmiechem i opuścił mieszkańca na ziemię, po czym z całej siły zacisnął dłoń trzymaną na jego szyi. Coś chrupnęło, a na ziemię osunęło się kolejne ciało. W tle słychać było krzyki, a nad miasteczkiem unosiła się łuna ognia. - Co robimy? - Jak to co? - Cedrick poprawił skórzane rękawiczki - chyba warto kulturalnie pytać dalej, aż ktoś wreszcie grzecznie odpowie. Ten dom należał do tego... biedaczka? - Tak, chyba tak. - Nie jesteś pewny? - Nie, nie do końca. - No trudno, w takim razie spal ten i jeszcze kilka sąsiednich. Dla pewności. - Tak właściwie to dlaczego to robimy? - Słucham? - Cedrick zlustrował członka swojej bandy spojrzeniem - Powiedz mi, kochany, po co trupom domy? - Nie mam pojęcia. - No właśnie. Ja też nie. Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, wracaj do pracy.

Panował absolutny spokój. Mag patrzył przed siebie, starając się wyławiać krajobrazy, Dorian myślał intensywnie, obracając w dłoni amulet, a Mawren leżał zwinięty w łuskowaty kłębek, obserwując ich uważnie. - Wiesz, jesteś chyba pierwszym człowiekiem, który zaprzyjaźnił się ze smokiem - rzucił czarodziej do chłopaka, nie spuszczając z oczu odległych górskich szczytów. - Nie jesteśmy przyjaciółmi - wzdrygnął się smok. - Nie? W takim razie co tu robisz? - Obiecałem mu pomoc, a nie rzucam słów na wiatr. - A tak, oczywiście, Dorian coś o tym wspominał - uśmiechnął się mag - Honor nad życie, nieprawdaż? Oboje wybuchnęli śmiechem, gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%