Akcja · 20 min czytania
Akuma no Hunter II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Panienko! Panienko, proszę wstawać. Spóźni się panienka na poranne zajęcia. - Uhmm, a daj ty mi spokój, Tony..! - ostatnie dwa dni były męczące - szkoła, to ostatnie, co mnie teraz obchodzi. - Panienko proszę nie kazać mi uciekać się do naszej obietnicy. - głos staje się chłodniejszy. - Co..? O czym ty bredzi~ - przerywa mi piekący ból na policzku. - Przepraszam. - słyszę. Postanawiam otworzyć oczy i spojrzeć na powstrzymującego się od śmiechu lokaja. - No przezabawne.. - mruczę, zrywam się z łóżka,biegnę do łazienki i oglądam czerwony ślad. - Ale podziałało. - dochodzi mnie cichy śmiech zza drzwi pomieszczenia. Cóż, nie mam prawa się na niego gniewać. W końcu sama kiedyś go prosiłam, aby w najgorszym przypadku budził mnie w ten sposób. - Dobra, dzięki Tony. Już się rozbudziłam. Możesz iść. - Oczywiście, ale.. - podchodzi do drzwi, rozgląda się, po czym zamyka je od środka na klucz. - chciałem z tobą o czymś pogadać. - mówi. To musi być coś ważnego, skoro mówi do mnie na ty. W gruncie rzeczy jesteśmy przyjaciółmi, ale nikt w domu nie może się dowiedzieć, bo Tony będzie miał przechlapane. - O co chodzi? - Ja.. wybacz, ale wczoraj podsłuchałem twoją rozmowę z ciotką. - nic nowego. - Ty mówiłaś coś o mieszańcach, czy chodziło ci..? - O demony, dzieci potworów z różnych ras. Mieszańców krwi. - Tak myślałem. Mówiłaś, że stało się coś dziwnego. Powiesz coś więcej? - żeby było jasne, Tony jest zafascynowany demonami - ich przeszłością, życiem codziennym, a przede wszystkim tajemnicami. - Nic, czego byś nie usłyszał wczoraj. - mówię z przekąsem. - Był dziwny. Niby jak wszystkie miał barwny tatuaż, jednak gdy zaczął komponować lód, kolor wyblakł. W ogóle stał się.. no nie wiem, słabszy? Wydaje mi się, że to ma jakiś związek z używaniem mocy, ale nie wiem na pewno. I ten dziwny łowca.. Co to była za broń? Taki stary model, a taki silny. Ciekawe czym był naładowany? - Cóż, na łowcach lepiej niż ty, raczej się nie znam. Ciekawi mnie ta sprawa z tatuażem.. Jak tylko znajdę wolną chwilę, postaram się poszukać czegoś w bibliotece akademickiej. - Jeżeli się czegoś dowiesz, po lekcjach daj mi znać. - Zgoda. A skoro o już jesteśmy w temacie - szkoła. Zrywam się jak oparzona i podbiegam do zegarka. Za dwadzieścia ósma - niecałe pół godziny do rozpoczęcia lekcji! - Tony! - jęczę. - Dlaczego nie obudziłeś mnie wcześniej?! - Próbowałem.. - Och, nie ważne. Idź już! - wstaje i otwiera drzwi. - Oczywiście. Co ze śniadaniem? - Przygotuj coś do szkoły. - Tak jest panienko. Idę zawołać kierowcę limuzyny. Będę czekać na dole. - Zgoda, ale nie wołaj samochodu. Pójdę piechotą - Tony chce protestować, ale wystarcza jedno moje spojrzenie, by zrezygnowany kiwnął głową i wyszedł. - Szlag! Biegam w tą i z powrotem, co chwila przypominając sobie o czymś, co powinnam jeszcze wziąć. Po dziesięciu minutach zbiegam na dół, zabieram od Tony'ego lunch żegnając się krótko i wybiegam do szkoły. Zamiast jednak iść główną drogą, zaraz za ogrodzeniem skręcam w prawo w wąską, ledwo zauważalną uliczkę. Właśnie dlatego nie chciałam samochodu. To jest skrót, który biegnąc pokonam szybciej, niż gdybym jechała zatłoczonymi ulicami. Resztkami sił docieram do szkolnej bramy. Zegarek - za dwie ósma. Udało się. - Heej~! - słyszę za sobą głosy. - Lin! Odwracam się i widzę grupkę uczniów kierujących się w moją stronę. Pierw podbiega do mnie niska, różowo włosa dziewczyna - Maria. - Kiedy w końcu przestaniecie nazywać mnie 'Lin'? - mówię. - Coo? Ale to przecież takie słoodkieee! - mówi swoim dziecinnym głosikiem Maria. Za nią dołączają do nas inni. - Maria, daj spokój Lin, wiesz, że nie lubi gdy tak się na nią mówi. - odzywa się wysoki czarnowłosy chłopak imieniem Neko (jap. Kot), przez co zbyt łatwo nie ma. -Wielkie dzięki – mówię zsarkazmem. - Zawsze do usług. – uśmiecha się. Za nim stoją jeszcze dwie osoby, brązowowłosy chłopak o zawsze znudzonym wyrazie twarzy, czyli Daniel idziewczyna o lekko szyderczym uśmiechu i długich czarnych włosach - Nezumi. Moinajlepsi przyjaciele. Łowcy. Wypada mi chyba wspomnieć, że w całej tej szkolejest ich pełno. Właściwie, to nie są nimi tylko woźni. Zadaniem tej placówkijest przede wszystkim szkolenie przyszłych wojowników i prawie wszystkie zajęciatego dotyczą. Inne przedmioty – prócz japońskiego, angielskiego i matematyki, zktórych każda ma dla siebie po trzy godziny – odbywają się raz w tygodniu, więcszkołę mogą ukończyć tylko ci, którzy mieli wręcz pewną przyszłość jako łowcy.Jeżeli nie jesteś powyżej pewnego poziomu, zostajesz przeniesiony do innego,niewtajemniczonego w życie demonów, zwykłego liceum. - Chodźcie – wzdycham i ruszam w stronę głównych drzwi. Pierwsze trzy lekcjemijają szybko. Historia łowców, którą znam już na pamięć, broń palna przeciwdemonom i japoński. Dopiero następna zapowiada się ciekawie – WF. Po dotarciudo szatni zaczynam się przebierać, wrzucam rzeczy do małej szafeczki.Przebierając w torbie zauważam, że nie mam koszulki. Do połowy przebrana idę domojej szkolnej szafki, bo zapewne tam zostawiłam strój. - Lin! – odwracam się w stronę Marii. Wygląda na podekscytowaną. - Co jest? Coś się pali? - Tak! Dopiero teraz zauważam, żepodekscytowanie w jej oczach to w większości przerażenie. Po paru pytaniachdowiaduję się, że pali się wschodnia część budynku – okolice hali sportowej.Biegnę w tamtą stronę i już z daleka czuję dym. Przy szatni dostrzegam grupkęludzi. - Co się stało? – pytam stojącego najbliżej woźnego. - Dosłownie przed chwilą w szatni coś wybuchło. Nauczyciele właśnie sprawdzająpomieszczenie.. – dopiero po chwili zobaczył moją twarz, a wtedy przerwał ispojrzał na mnie dziwnie. – Helein.. Masz czekać na dyrektorkę w jej gabinecie. - Co? Dlaczego? Poczekaj, chcę pierw zo~ - Nie możesz tam wchodzić. Po prostu idź do gabinetu. – głos staje się zimny. Oco ci chodzi, myślę i odchodzę. Po dwóch minutach siedzę na fotelu w pokojudyrektorki. Ciekawe czego ode mnie chce.To chyba coś ważnego, skoro woźny tak mnie pośpieszał. No, ale żebym nie mogłanawet wejść i zerknąć? Ciekawe jak duży był ten wybuch.. Mówił, że zdarzył sięprzed chwilą – dobrze, że akurat wyszłam~ i w tej chwili coś zaczyna miświtać. Do gabinetu wchodzi dyrektorka. - Witaj mała. – mówi zamykając drzwi. Nieoficjalnie zawsze się tak do mniezwraca – jest przyjaciółką mojej ciotki. - Czemu mnie tu zawołałaś, Odan? – nie ma co zwlekać. - Nawet się nie przywita, co za dziecko.. – śmieje się kobieta. Nie bez powodudziewczyny w szkole mówią, że jest mistrzynią w robieniu kompleksów. Zazwyczaj jest ładna, a co dopiero gdy sięuśmiechnie! Czekoladowe oczy w kształcie migdałów (nawet brzmi dobrze!) sąpodkreślane jasnymi blond włosami, zwykle upiętymi w kok i kremową skórą.Wysoka, szczupła – idealna. - Mam do ciebie parę pytań. Po pierwsze: czy trzymałaś w szatni coś ważnego,lub nie twojego? - Nie. A czy coś się uszkodziło? Wybuch sięgnął mojej szafki? - Można tak powiedzieć. Dalej, czy ostatnio miałaś jakieś problemy z innymiuczniami? A może to Aya pokłóciła się z inną rodziną łowców? Cokolwiek? - Nic mi o tym nie wiadomo, ale, za pozwoleniem, co panią to obchodzi? I czemunie zapyta pani mojej ciotki? - Naprawdę nie działo się ostatnio nic niezwykłego? – ignoruje moje pytania, zato ja robię się podejrzliwa. Czy ona wiecoś o tej dziwnej sytuacji z przedwczoraj? - Raczej nie.. A powie mi pani w końcu co się stało? Chcę się nareszcie dowiedzieć! - Ech.. no dobrze. Więc widzisz.. Co prawda nie znaleźliśmy jeszcze sprawcy,ale~ - Proszę nie przedłużać. Co się stało. - Ktoś podłożył bombę do twojej szafki. Przez chwilę siedzę, jak oniemiała. Coprawna już wcześniej myślałam, że coś mogło się stać z moimi rzeczami i że to dlategonie chciano mnie wpuścić, ale żeby ażtak?! - Jak? Bombę..? - Mnie też to zaskoczyło, ale owszem. Ze szczątków prawie nic nie da sięodczytać, jednak wybuchła dokładnie o dziesiątej pięćdziesiąt, czyli wtedy, gdyprzed zajęciami teoretycznie powinnaś być w szatni. Podobno nikt podejrzany niewchodził na halę, więc bomba musiała być podłożona wcześniej i ustawiona naodpowiednią godzinę. To oczywiste, że zabójca nie życzy ci dobrze. Pozostajetylko kim jest oraz kiedy i jak ominął naszą ochronę. - Łał, no to dużo mi powiedziałaś. – mamroczę pod nosem. - Bardzo mi przykro. – mówi z sarkazmem. - Niestety nic więcej na razie niewiemy, ale gdy tylko się to zmieni od razu cię poinformuję. - Taką mam nadzieję. – wstaję i podchodzę do drzwi – To wszystko? - Póki co tak. Znam cię – tutaj da się usłyszeć moje prychnięcie – i wiem copowiesz, ale jako dyrektor mam obowiązek powiedzieć ci, że jeżeli czujesz sięwstrząśnięta możesz zwolnić się z reszty dzisiejszych lekcji. - Zobaczę. Do widzenia. Zanim Odan zdąża odpowiedzieć zamykamdrzwi. Idę parę kroków i zatrzymuję się. Ktośpodstawił bombę w mojej szafce. Ktoś chce mnie zabić, uświadamiam sobie. Te dwie myśli uderzają we mnie takmocno, że tracę siłę w nogach i opieram się o ścianę, by nie upaść. - Wszystko w porządku?! - Ta.. – odpowiadam w stronę zatroskanej Marii. - Co się stało? - Rozmawiałam z dyrektorką. Chodziło o rzeczy, pochłonięte przez wybuch. –dodaję zanim wypowiada pytanie. Niepowiem im na razie o wybuchu, nie chcę ich martwić. Dzwonek. - Idź na lekcje. – rzucam odpychając się od ściany i odwracając w stronęwyjścia. Może Odan miała rację, może powinnam pójść do domu i odpocząć? - A ty? Nie idziesz? - Nie. – mówię po chwili i kieruję się korytarzem do głównych drzwi. - No dobrze.. zadzwonię, pa! Po chwili słyszę jej oddalające siękroki. Nie jest zaskoczona brakiem odpowiedzi. Każdy kto mnie zna wie, że niemam w zwyczaju witać się ani żegnać (no, może oprócz ciotki).To tylko strataczasu. Do domu postanawiam iść przez park. Przyznaję,pogoda jest śliczna. Pomimo delikatnego orzeźwiającego wietrzyku…