Fantastyka · 9 min czytania
Alabama
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Anna z zamyśleniem przeglądała listę znajomych na Facebook’u. Statusu gatunku na {i}Alabama{/i} nie zmieniły tylko trzy osoby. Smutne, lecz prawdziwe. Szczerze mówiąc, nie zdziwiło jej to wcale; trochę nawet żałowała, że sama nie może tego zrobić.
Z kontemplacji wyrwało ją miauczenie kotów. Przymilnie łasiły się do jej nóg, przypominając, że mają swoje prawa. O ile je nakarmi, ona też będzie miała prawo: żyć. Reguły gry były proste.
***
Według Wikipedii wszystko zaczęło się ładnych parę lat temu, na Wielkich Antylach. Tysiąc osiemset czwarty rok był tam rokiem cudów i, w przyszłości, wielkich błędów. Uwalniając się od Francji, Haitańczycy nie byli świadomi ceny, którą im przyjdzie za to zapłacić. Dosłownie, kilka lat później, w tysiąc osiemset dwudziestym piątym roku.
Sto pięćdziesiąt milionów franków – taka była cena wolności. Kwota oszałamiająca, nie do zapłacenia. Ale zapłacona być musiała. Pomoc przyszła ze strony hunganów. I banków, jeśli chodzi o ścisłość. Kwotę, której nie udało się pożyczyć, trzeba było wypracować.
Hungani robili co mogli. Plantacje podlewano ich tajemniczymi, ziołowymi naparami, modląc się o cud. Udało się. Zbiory były niewyobrażalne, brakowało ludzi do pracy. Sytuacja znów wydawała się dramatyczna.
Gdyby prowadzono wówczas dokładne badania statystyczne i demograficzne, łatwo dałoby się zauważyć spadek śmiertelności wśród ludzi. Ale nie zauważono...
Część 22 / 3
***
Anna wychyliła się przez okno i dokładnie posypała zewnętrzny parapet solą. Był to cowieczorny rytuał, który, miała nadzieję, choć trochę skutkuje – ciężko było znaleźć jakieś konkretne dane. W końcu w ramach źródeł informacji miała tylko Internet i klasykę filmową...
Zmywając naczynia, przypomniała sobie incydent z dzisiejszych zakupów. Jedna z dziewczyn, {i}Alabama{/i}, rąbnęła jej sprzed nosa buty na wyprzedaży. Piękne, czerwone kozaczki. Pewnie, mogła się o nie bić, wyrywać, kolejna babska bójka w stylu: ty mnie za włosy, ja cię pazurami; tylko po co? Annie się już nie chciało.
Brakowało jej nieco dawnego życia: wypadów na piwo z przyjaciółmi, włóczenia się nocą po mieście, spędzania ciepłych, letnich dni w parku, na błogim nicnierobieniu. Teraz większość czasu spędzała w domu, siedząc przed laptopem i pisząc historie. Kolejne wersje wydarzeń, tego, co nigdy się nie stanie.
Było też dużo tekstów o seksie. W życiu nie powiedziałaby tego na głos, ale brakowało jej po prostu dobrego rżnięcia. Jeszcze bardziej tęskniła za namiętnym i pełnym pożądania seksem z ukochanym facetem. To byłoby nawet do spełnienia, gdyby nie to, że był {i}Alabama{/i}. Nie to, żeby nie mógł. To Anna nie chciała nawet na niego patrzeć; po co przysparzać sobie dodatkowego bólu?
***
Część 33 / 3
{i}Alabama{/i} zaczęła się, niespodzianka, w Alabamie. Tak na dobre i na wielką skalę, rzecz jasna. Fort McClellan, kiedyś fantastyczna placówka badawcza i naukowa, obecnie był najbardziej znienawidzonym miejscem na globie. Poza elektrownią jądrową Browns Ferry, oczywiście.
Kiedy nastąpił wybuch reaktorów, nie wydawało się to wielką tragedią. Świat miał już pewne doświadczenie w tych sprawach po Czarnobylu w osiemdziesiątych szóstym i Japonii w jedenastym. Nauka i technika poszły mocno do przodu, promieniowanie już nie zagrażało ludziom, o ile unikali żywności ze skażonych rejonów. Cudowna sprawa, nie?
Jednak mimo upływu lat, postępu, człowiek nadal nie był w stanie zapanować nad planetą. Wybuch w Browns Ferry, czego nikt nie przewidział, spowodował serię wstrząsów, które rozeszły się po całej Alabamie. Dotarły także do Anniston i okolic Fortu McClellan.
Barack Obama, pierwszy czarny prezydent, wciąż miłościwie panujący Ameryce, już nie mówił: {i}yes, we can{/i}. Mówił: {i}no, we can’t. We can’t do anything about it{/i}. Nie możemy nic z tym zrobić. Początkowo nikt nie wierzył. Ludzie woleli być głusi na fakty, niż uwierzyć, że ktokolwiek mógłby utajnić takie badania. Że znaleźli się chętni do eksperymentów, że ktokolwiek je zaaprobował.
Nikt nie chciał myśleć o tym, że ilości substancji, które zostały uwolnione w trakcie wstrząsów pod Anniston, wystarczą na objęcie całego świata. Że była to tylko kwestia czasu.
Polacy, trzeba im przyznać, szybko się z tym pogodzili. Jednocześnie nie poddawali się w walce. Już mało kto w tym kraju wierzył w amerykański sen – za wiele widzieli filmów z Hollywood; skądś się przecież te wszystkie pomysły wzięły. I do tego te afery z Roswell, Strefą 51, ropą i Bóg wie czym jeszcze – wiadomo, kiedyś musiało się to źle…