Romans · 1 godz. 21 min czytania
ALBATROS
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
I
Mężczyzna jeszcze raz przyjrzał się napuchniętej nodze ogiera. Dotknął delikatnie kolana i wyczuł pod palcami chore ścięgna. Badanie tylko potwierdziło jego obawy, co wyraźnie skwitował kwaśną miną. Odnalazł w torbie maść rozgrzewającą i powoli wtarł ją tuż pod kolanem leżącego na boku konia. - Panie doktorze, ile to jeszcze potrwa? – zapytał Dawid, szczupły dwudziestopięcioletni chłopak. Jego oczy lekko się zaszkliły. Weterynarz schował maść i rozpoczął żmudne obwiązywanie pęciny sztywnym elastycznym bandażem. - Prawdę mówiąc chłopcze, czas mu nie wyleczy tej rany – odpowiedział w końcu mężczyzna. Zrobił to cicho ale stanowczo. Skończył owijać nogę konia i schował do torby puste opakowanie po bandażach i maści. Potem czule poklepał konia po wyraźnie odstających żebrach. - Tak jak mówiłem – kontynuował – Po złamaniu, kości się zrosły, ale ostre krawędzie uszkodziły ścięgna. Nie można zmusić konia do leżenia przez miesiąc w bezruchu. Nawet gips nic tu nie pomoże. Weterynarz chwycił swoją dużą lekarską torbę, wstał i podszedł do stojącego w drzwiach boksu Gerarda, starszego mężczyzny z siwiejącą już gęstą czupryną. - Nie będę robił niepotrzebnych nadziei – oddał lekarz – Koń musi przejść operację trwałego połączenia uszkodzonego ścięgna. Nie może normalnie chodzić. Tym bardziej biegać. Nie może też leżeć bezczynnie, bo nieobciążone ścięgna będą słabły. Nie widzę innej możliwości jak zabieg... Znam dobrą klinikę. - Ile? – zapytał klęczący przy koniu Dawid. - Dziesięć tysięcy. - Nie zdobędziemy tyle – odparł Gerard. Weterynarz pokręcił głową. Stawał w takiej sytuacji już wielokrotnie, ale za każdym razem czuł się tak samo źle. - A co na to Straich? – zapytał po chwili – W końcu to jego stadnina. - Nie ma mowy. – wyjaśnił Gerard - Straich płaci tylko za swoje konie. Możemy tu trzymać kilka swoich, bo trenujemy jego zawodników. Lekarz jeszcze raz zerknął kontem oka na leżącego konia i klęczącego przy nim Dawida. - Dbaj o niego, spaceruj z nim. Byle nie za długo. Zajrzę za tydzień. Gerard poprowadził weterynarza wzdłuż rzędu boksów. W każdym z nich mógł znajdować się rasowy koń szkolony do zawodów lub rozpłodu. Ale tak nie było. Stajnia miała prawię pięćdziesiąt metrów długości, a i tak była najmniejszą z wybudowanych na terenie stadniny. Była tez najsłabiej wyposażona. Czystość i porządek w boksach była zasługą kilku stajennych i instruktorów zajmujących się końmi. Pozostali pracownicy, a tym bardziej właściciele stanicy, omijali ją z daleka. To tutaj były przenoszone chore ogiery, niepłodne klacze i źrebaki które od razu zostały sklasyfikowane jako niezdolne do uczestniczenia w zawodach jeździeckich. Dawid siedział przy koniu jeszcze długo. Jedna słaba żarówka rzucała blade światło na potężne i jednocześnie słabe ciało zwierzęcia. W końcu chłopak powoli i delikatnie chwycił uzdę konia i pociągnął do góry. Ogier skulił nogi i podniósł się ociężale, parskając i kuląc chorą pęcinę. Dawid dolał wody do poidła i zamknął boks. Nie poszedł do pokoju. Stal i przyglądał się przyjacielowi jeszcze długo po północy.
II
Trybuny wypełnione były po same brzegi, a po przejeździe zawodnika, zasiadający na niej kibice podnieśli się i rozpoczęła się salwa braw. Dżokej podjechał do barierki i pomachał wiwatującym ludziom. Piękny słoneczny dzień przywitał kolejnego zawodnika i widowisko zaczęło się od nowa. Ola i Adam szli powoli wzdłuż barierki oddzielającej wybieg od ścieżki. Dziewczyna miała na sobie lekką sukienkę. Długie gęste włosy opadały jej luźno na plecy. Nie wyglądała na swoje dwadzieścia dwa lata. Sprawiała bardziej wrażenie beztroskiej zadowolonej z życia nastolatki, niż dorosłej kobiety. Idący obok dwudziestosiedmioletni mężczyzna ubrany w jasny garnitur był spokojny i poważny. Marynarkę zarzucił sobie przez ramię i od czasu do czasu zerkał na dziewczynę. - Na następnych zawodach będziesz już skakała tak jak oni – odezwał się. Ola przyglądała się właśnie szykującej się do wjazdu na tor kolejnej zawodniczce. - Boisz się? – dodał chłopak. - Jeszcze nie wiem – odparła obserwując przejazd Skręcili w kolną ścieżkę i ruszyli w kierunku zielonego pastwiska. - Ola, to głupie, że się do mnie nie przeprowadzisz. Za trzy miesiące ślub. Będziesz mogła poznać wszystkich w stadninie. Przygotować się do zawodów. Było by ci łatwiej. Rozmawiałem już z ojcem. Zgodził się. Możesz zająć któryś z pokoi gościnnych, jeśli nie chcesz mieszkać ze mną. Dziewczyna zrobiła zrezygnowaną minę i ciężko westchnęła. - Adam, omawialiśmy już na ten temat. Jak to będzie wyglądało? Co ludzie będą mówić? Moja mama, twój ojciec... Jeszcze daleko do ślubu, a ja już będę lecieć do mojego bogatego narzeczonego. Adam skrzywił się. Nie znosił kiedy wspominała o majątku. - Dlaczego tak do tego podchodzisz? To stadnina mojego ojca. Mam za to przepraszać? Albo z tego rezygnować? To mój dom, a niedługo będzie nasz. Poza tym to nieważne. Kocham cię i chcę cię mieć przy sobie. Ola zatrzymała się i przez chwile pogrążyła w swoich mętnych rozterkach. - Jak to sobie wyobrażasz? Spakuje się i wyprowadzę do ciebie? - Tak – odparł Adam obejmując ją w pasie – Wybierzesz sobie sypialnie na górze. Będziesz trenowała i odpoczywała. W końcu są wakacje. Ja będę mógł zając się budową nowej stajni. Ojciec chce zwiększyć hodowlę i powierzył mi nadzorowanie budowy. A tobie damy najlepszego trenera. Zobaczysz będziesz zadowolona. Ola milczała obserwując pasące się na łące konie. - Co jeśli zaczną gadać? - Że co? - Mówiłam ci. Że za młoda, że już chce się wcisnąć do rodziny? - Ja chcę. - Nie o to chodzi. Oboje ruszy dalej wąską ścieżką. - Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, – kontynuował - to zrób to dla siebie. Po co masz dojeżdżać do swojej stadniny. Po co masz płacić za treningi i konia. U mnie dostaniesz wszystko co będziesz potrzebowała. Na miejscu. Ola znów westchnęła. Ta rozmowa powoli zaczynała ją irytować. - Będę miała swój pokuj? - Jeśli nie chcesz mieszkać w moim, to tak. - Zamykany na klucz? Oboje roześmiali się cicho. - Tak. Odwróciła się do Adama. - Możemy spróbować, ale jeśli będzie źle, natychmiast wracam do domu. Mężczyzna objął dziewczynę i pocałował prosto w usta. - Jutro przyśle samochód. Zabierze twoje rzeczy. Przygotuję ci pokuj i za dwa dni jesteś u mnie. Ola uśmiechnęła się lekko do chłopaka. - Strasznie się cieszę. Kocham cię myszko – dodał. Wziął ją za rękę i ruszyli z powrotem w kierunku toru.
III
Dawid zszedł z piętra rozglądając się dokoła. Mrużąc oczy odczekał chwile zanim wzrok przyzwyczaił się do ostrego światła. Od kilku tygodni słońce paliło ziemię praktycznie bez przerwy. Mały deszczyk padał zaledwie kilka razy. Spojrzał na stajnie która właśnie powstawała na południowym skraju stadniny. Przed nią stało już pięć, wszystkie niemal identyczne. Na środku ogromnego placu z elegancko przystrzyżonymi trawnikami stał górujący nad wszystkimi innymi budynek główny w którym to znajdował się dom Straichów, a także recepcja, pokoje hotelowe i kuchnia z restauracją. Górne piętro należało do rodziny. Cała posiadłość miała niemal dwadzieścia hektarów powierzchni. Większość z tego zajmowały wybiegi i pastwiska dla koni. Dawid odwrócił się i spojrzał na „swoją” stajnie. Była już mocno zabrudzona, a dach nad pokojami stajennych, w tym jego, powoli odpadał od papy. Odetchnął głęboko świeżym powietrzem i ruszył do stajni. Niemal standardowo zerknął w kierunku wybiegu. Gerard stał tam oparty o barierkę i przyglądał się trenującemu zawodnikowi. Dawid zmrużył oczy i przyjrzał się uważniej. „Zawodniczce”, poprawił się w myślach. Ubrana w sportowy strój dżokeja dziewczyna właśnie podchodziła do kolejnej przeszkody. Koń wybił się w górę i gładko przeleciał nad belkami. Gerard krzyknął do dziewczyny kilka uwag. „Bzdura”, chłopak zganił trenera w myślach i ruszył w jego kierunku. Dziewczyna zatoczyła kolejne koło po torze i przechodząc w kłus zaczęła serie od nowa. - Kto to? – zapytał Dawid podchodząc do barierki. - Moja nowa podopieczna – odparł Gerard – Pochyl się Ola, niżej – wrzasnął. - Ola? - Aleksandra, przyszła Straich – bąknął trener. - Aha – skwitował Dawid nową wiadomość i zaczął uważnie śledzić trening. – Seniora? – dodał i zachichotał.
- Oj głupiś chłopcze – kontynuował Gerard – Przyjechała wczoraj. Wprowadziła się do gościnnego i będzie trenowała do zawodów. Dawid parsknął śmiechem. - Trenowała. To tak to się teraz nazywa? - A jak? - Nic. Tak tylko. Jeszcze do ślubu daleko, a ona już przylatuje do swojego bogatego narzeczonego? – skwitował chłopak przeciągając się szeroko. - Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Zapytaj jej. Gerard klepnął chłopaka w tył głowy jednocześnie nasuwając jego czapeczkę na oczy. Dawid poprawił swą wątpliwą widoczność i spojrzał przed siebie. Tuż za płotem stała Ola i próbowała utrzymać ogiera w bezruchu. - Dzień dobry Pani – wyjąkał patrząc zmieszany na dziewczynę. Ola zmierzyła go od góry do dołu. - Dzień dobry – odpowiedziała uśmiechając się lekko. - Jak sprawuje się Magnat? - Bardzo dobrze – odparła klepiąc konia po karku – Lepiej ode mnie. - Bardzo dobrze Ola – odezwał się Gerard – Ładnie trzymasz nogi, siedzisz prosto. Dobrze, ogólnie dobrze. - No nie do końca tak dobrze – wtrącił Dawid. Gerard zbombardował chłopka wzrokiem, a Ola zrobiła zdziwioną minę. - Nogi bardziej do tyłu – ciągnął Dawid swój wywód z bezczelnym uśmiechem – a pupa głębiej w siodło. - Chłopcze, daj skopuj jej pupie, dobrze? – burknął Gerard. - Ale ja nic nie chce od jej pupy. Mówię tylko, żeby usiadła głębiej. Ola otworzyła oczy ze zdumienia i zacięła się w pół słowa nie mogąc zareagować na śmiałość chłopaka. Zwyczajnie ja zatkało. - Tak, tak. – Dawid nie rezygnował – Niestety Gerard ma już swoje lata i oczy mu szwankują od przyglądania się końskim zadom. Trener zamachnął się ponownie na chłopaka, ale ten zdołał uskoczyć w bok. - Do stajni. Już – warknął Gerard – Pani wybaczy, to takie niewychowane chłopaczysko. Dziewczyna roześmiała się pod nosem. - Proszę go nie słuchać – krzyknął Dawid – Sam wychował się w stajni. - I dobrze. Każdy z tych koni jest lepiej wychowany od ciebie. Gerard poczerwieniał ze złości i odwrócił się obrażony. Ola śmiała się teraz na całego. Dawid odsunął się od trenera na bezpieczna odległość i zaczął przyglądać się dziewczynie. Zauważyła to i przestała chichotać. Patrzyli na siebie przez chwile w całkowitym milczeniu. - Dziękuję za radę – odezwała się w końcu. - Do usług – odparł Dawid i ruszył w kierunku stajni. Odprowadziła go wzrokiem. Do samego wejścia.
IV
Część 22 / 4
Adam wbiegł po schodach i skręcił w długi wyłożony drewnem korytarz. Zatrzymał się przed ostatnimi drzwiami. W końcu, po chwili namysłu wszedł do środka. Pokuj był mały, ale urządzony wyjątkowo luksusowo. Antyczne meble kontrastowały ze śnieżną bielą ścian. Pod dużym stylowym oknem stała Ola. Podszedł do niej czule obejmując. - Jak treningi? – szepnął prosto do ucha - Chyba dobrze. Do tej pory miałam cztery. – odparła patrząc przed siebie. - Widziałem. Jesteś coraz lepsza. Za miesiąc zawody. Jak się przyłożysz, będziesz z czołówce. Ola obserwowała uważnie wybieg, po którym pędził galopem wysoki cętkowany ogier. Dawid zawrócił konia szerokim łukiem i ruszył na przeszkodę. Koń wybił się wysoko i bezbłędnie wylądował po drugiej stronie. - Kto to jest? – zapytała dziewczyna wskazując głową wybieg. - Tamten? – odparł po chwili Adam – Pomocnik twojego trenera. Ojciec zatrudnił go razem z Gerardem, bo Gerard go polecał. Podobno chłopak jest dobry. Kiedyś trenował, ale chyba miał wypadek. Mają tu kilka swoich koni, ale raczej nędznych. Mieszkają nad ostatnią stajnią. Dlaczego pytasz? - Podpowiedział mi trochę. - Słuchaj tylko Gerarda. Facet wyszkolił już pięciu mistrzów polski. Adam obrócił dziewczynę do siebie i mocno przycisnął. - Tęskniłaś za mną? - Nie ma cię za dużo – odpowiedziała - Mam mnóstwo roboty. Pokrywamy dach nowej stajni. Wpadnij, to się przekonasz. Będzie ogromna. - Zobaczę – dodała Ola. Adam przytrzymał narzeczoną w uścisku i wpił się w jej usta. - Jesteś pyszna – szepnął odrywając się od jej ciała – Przyjdę dzisiaj do ciebie. Ola uśmiechnęła się delikatnie. Adam jeszcze raz szybko cmoknął dziewczynę, odwrócił się i ruszył do drzwi. - Czekaj na mnie. – rzucił zatrzymując się na sekundę – Kocham Cię. Skinęła głową i chłopak wyszedł. Na chwilę zamknęła oczy zapadając się w swoje myśli. W głowie miała mętlik. Przez chwile zadawała sobie pytanie, co tu robi? I z powodu tego pytania czuła się źle. Jeszcze gorzej czuła się z powodu braku odpowiedzi. Na ślub zdecydowała się pod namową rodziny i Adama. Kochała go, w to nie wątpiła nawet przez chwilę. Ale czy wystarczająco mocno żeby spędzić z nim resztę życia? Miała nadzieje, że do ślubu będzie potrafiła sobie odpowiedzieć i rozwiać te wątpliwości. Znów wyjrzała przez okno. Dawid skończył trening i pozwolił koniowi pobiegać wolno. W końcu przywołał go i zabrał do stajni. Patrzyła kiedy znikał w środku.
V
Chłopak kucnął tuż przy chorej nodze i poklepał konia po boku. - Jak się masz chudzino? – odezwał się, jednocześnie starannie odwiązując opatrunek który kilka dni wcześniej założył weterynarz. Rana wyglądała źle. Ścięgna widoczne były niemal w całości. Poskręcane i poszarpane, tylko cudem trzymały się zrośnięte na tyle sztywno żeby ogier mógł zginać pęcinę. Chłopak wyciągnął wodę utlenioną z podręcznego worka i niezdarnie obmył ranę. Potem powoli i dokładnie zaczął owijać nogę czystym bandażem. Ola weszła do stajni rozglądając się dokoła z zaciekawieniem. Boksy były stare i zniszczone przez lata użytkowania, ale w każdym z nich było czysto i schludnie. Świeże siano i woda pozwalały koniom godnie znosząc słabe warunki i małą ilość miejsca. Ruszyła przed siebie zerkając do każdego z boksów. W ostatnim z nich stał wysoki, lśniący i czarny jak węgiel ogier. Spojrzał ciekawie na gościa i cicho parsknął. Przy przedniej nodze konia majstrował Dawid. Właśnie zapinał stalowe klamerki na grubo zawiniętym bandażu. - Cześć – powiedziała opierając się o kraty. Dawid zerknął do góry i uśmiechnął się zaskoczony. - Cześć. Pani Straich, w takiej dziurze? – odparł złośliwie. Zignorowała zaczepkę i przekładając rękę przez kratownice pogłaskała konia po pysku. Zwierze natychmiast się ożywiło i zaczęło szukać wielkimi mięsistym wargami smakołyków w dłoni nieznajomego gościa. Kiedy zorientował się, że dłoń jest pusta, zarżał lekko zdegustowany. - Co mu jest? – zapytała - Ma chore ścięgna - Dlaczego? - Trzy miesiące temu złamał nogę. Kości się zrosły, ścięgna nie. Ale już niedługo. Za parę miesięcy będzie biegał jak burza. Ola powoli uchyliła drzwi od boksu i weszła do środka. - Chciałabym to zobaczyć – powiedziała i poklepała konia po karku. Chłopak patrzył na nią z lekkim zdziwieniem. Niewiele kobiet było na tyle odważnych, żeby zbliżyć się do obcego konia. Ubrana była w zieloną sukienkę z cekinowym wzorkiem. - W takim wdzianku w brudnej starej zapomnianej przez boga stajni? – wypalił po chwili. - Nie wygląda na brudną – rzuciła mu przez ramię – Jak się nazywa twój koń? - Albatros. - Jak ptak... - Zgadza się. Lubił latać długo i wysoko – powiedział niemal sam do siebie – Skakał już przez trzymetrowe przeszkody. Niewiele koni to potrafi. - Jest piękny. - Wiem. Dawid wstał i zdjął uprząż z kratownicy. Szybkim ruchem przełożył uzdę przez łeb konia i włożył mu wędzidło do pyska. - Idziesz? - Gdzie? - Na spacer. Musze go trochę rozruszać. - Chyba nie będziesz na nim jeździł. Jest chory. - Nie będę – uśmiechnął się pod nosem i wyprowadził konia na korytarz. Wyszli na świeże gorące powietrze i ruszyli szeroką ścieżką w kierunku pastwiska. Albatros oddychał ciężko. Kulał. Jednak z każdym kolejnym krokiem ścięgna zyskiwały na elastyczności i w końcu ogier zaczął iść równym spokojnym krokiem, rozglądając się i parskając na wszystkie strony. Dziewczyna cały czas obserwowała piękne dostojne zwierze. Przynajmniej tak wydawało się idącemu z przodu Dawidowi. Co jakiś czas dotykała konia, głaskając go po wystających żebrach. W końcu przyśpieszyła kroku i dogoniła chłopaka. - Wczoraj znów przyglądałeś się jak jeżdżę? – zagadała - Zgadza się – odparł – Robisz postępy. - Jak moja pupa? – zapytała i natychmiast pożałowała swoich słów – To znaczy mam na myśli to, czy dobrze siedzę w siodle – „Boże, nie mogła uwierzyć, że strzeliła takie głupstwo” Dawid uśmiechnął się i zerknął na dziewczynę. Potem spuścił wzrok niżej. - Twoja pupa jest ok. - Przestań. Nie o to pytam. - Siedzisz bardzo dobrze, ale nie odrywasz się od siodła. To źle. - Poprawię to dzisiaj. - Skontroluję – dodał i oboje roześmiali się. Szli przez chwilę w milczeniu. Potem Dawid puścił lejce i pozwolił Albatrosowi wysunąć się do przodu. Koń szedł teraz sam, a chłopak uważnie obserwował jego nogę. Wszystko było ok. - Mogę cię o coś zapytać? – odezwała się Kiwnął głową zgadzając się na mały wywiad. - Co tu robisz? - Pracuję. Trenuję zawodników, zajmuję się końmi, oglądam młode niewyszkolone zawodniczki ... Sam raj – uśmiechnął się szyderczo. - Nie jestem niewyszkolona – odparła w pretensją – Jażdże od pięciu lat. Jak ci się niepodobna, nie musisz patrzeć – dodała obrażona. - Podoba mi się. Bardzo. Lubię patrzeć. - Na co? - Jak siedzisz w siodle – na jego twarzy znów pojawił się szyderczy uśmiech. - Jesteś okropny. - Wiem. Ale mam Albatrosa. A ty zdaje się go polubiłaś. Ola zastanowiła się przez chwilę i spuściła wzrok. - Jest piękny. Nigdy nie miałam swojego konia. Może go kupię – powiedziała i roześmiała się cicho. - Nie jest na sprzedaż. - Wiem. Nigdy bym go nie sprzedała gdyby był mój. Znów zapadła niezręczna cisza. Albatros zaczął się oddalać. Dawid natychmiast przywołał go gwizdem i dalej prowadził już za lejce. - A ty? – odezwał się z końcu – Co tu robisz? - Trenuję - Tylko? - Tak - Czy próbujesz życia w nowej rodzinie ...? Ola spoważniała i przez chwile zastanawiała się nad odpowiedzią. Nie była pewna czy chce rozmawiać na ten temat. - Taki był zamiar. Adam chciał żebym się przeprowadziła. - A ty ? - Nie wiem. - To poważna decyzja. Powinnaś być jej pewna. Nie odpowiedziała. Poczuła się za to dziwnie. Prawie go nie znała, a już opowiada mu o swoich życiowych planach niczym staremu przyjacielowi. - Ty nie masz takich problemów? – zapytała. Zrobił kwaśną minę. - Pracuję dla twojego przyszłego teścia. Niedługo będziesz pewnie moją szefową. Mieszkam w obskurnej dziurze, tuż nad głową mojego chorego konia. Jeśli nie zdobędę pieniędzy na jego operację to zdechnie. Więc, jak widzisz, nasze problemy są z goła odmienne. Ola poczuła się okropnie. - Nie wiedziałam że jest aż tak poważnie chory. - A skąd miałaś wiedzieć. To nie twoje zmartwienie. Gerard mówił, że szykujesz się do zawodów. - Tak. To będą moje pierwsze. Boję się jak diabli. - No to musisz pracować. - No to może mi pomożesz. W wolnej chwili. Ty pomożesz mi, a ja pomogę tobie przy Albatrosie. Mogę go wyprowadzać i czyścić. - Żona Adama Straicha ma oporządzać konie w stajni? – Dawid niemal parsknął śmiechem – Dziewczyno, chcesz mnie zabić? - Nie jestem żoną Adama Straicha – powiedziała podniesionym głosem – I chyba mnie źle oceniasz. To że jest moim narzeczonym nie oznacza, że mówi mi co mam robić. Dawid zamilkł zdziwiony ostrą reakcją. - Ok, przepraszam. Możesz przychodzić do Albatrosa kiedy chcesz. .A ja zajmę się w zamian twoja pupą. Nie wytrzymała i zachichotała pod nosem. - Oczywiście miałem na myśli ułożenie jej w siodle. - Jesteś świnia. - Znamy się kilka chwil, a już nazwałaś mnie okropną świnią. - A nie jesteś? - Jestem. Przyznaję się. Ale nic na to nie poradzę. Dziewczyna objęła łeb Albatrosa i przytuliła się do niego. - Musze wracać. Mam trening. – powiedziała. - Będę obserwował twoją ... jazdę – odparł chłopak i oboje znów się roześmiali. Ola zawróciła i ruszyła biegiem w kierunku stadniny. Parzył za nią dopóki nie znikła między budynkami. - Co myślisz czarnuszku? – zapytał przyciągając do siebie łeb konia Tak wiem. Za wysokie progi. Ale pomarzyć można. Albatros parsknął i rzucił pyskiem. - Co, też nie? Ty to nie masz nic wyobraźni, czarnuszku. Zawrócił konia i powoli podreptali w stronę stanicy.
VI
Leżała nieruchomo wpatrując się w sufit. Myślami błądziła gdzieś, gdzie nikt przed nią jeszcze nie dotarł. Sama nie bardzo wiedziała gdzie to miejsce się znajduje. Rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Odczekała chwilkę, a kiedy pukanie powtórzyło się wstała i podeszła do wejścia. - Kto tam? – zapytała - To ja. Otwórz. Ola wypuściła ciężko wstrzymane powietrze. Powoli przekręciła kluczyk w zamku, poczym natychmiast pobiegła z powrotem do łóżka i nakryła się cienką kołdrą. Do pokoju wszedł Adam. - Cześć kochanie – powiedział głośno – Czekałaś na mnie? – dodał i podszedł do łóżka siadając tuż przy dziewczynie. - Spałam już. Adam przysunął się bliżej i pocałował narzeczoną mocno i namiętnie. Nie odrywając się od jej ust wsunął dłoń pod kołdrę i odnalazł piersi dziewczyny. Jego pocałunek stawał się coraz bardziej intensywny. Nie mogąc oprzeć się pożądaniu skierował dłoń niżej i wcisnął ją pomiędzy uda dziewczyny, rozsuwając je na boki i przytulając się do jej kobiecości. Ola zacisnęła uda jednocześnie chwytając Adama za dłoń i odwróciła głowę uwalniając się od jego ust. - Adam, jestem zmęczona – jęknęła – Miałam dwa treningi. Wszystko mnie boli. Chłopak zerknął na swój nadgarstek zamknięty w jej uścisku. - Potrzebuję Cię – szepnął zdezorientowany. - Potrzebujesz mnie? Czy chwili relaksu po zarządzaniu budową? Wyprostował się i opadł na poduszkę. - To było nie fair. Ola poprawiła koszulkę i nakryła się kołdrą. Leżeli w milczeniu przez dłuższa chwilę. Adam oddychał ciężko. W końcu jego podniecenie osłabło i ustąpiło miejsca przykremu zażenowaniu. Odwrócił się do dziewczyny i przytulił do siebie. - Co się stało? – szepnął - Nic. Po prostu nie mam ochoty – odparła - Przez trening? – dodał, akcentując swoje zdziwienie. – Kochaliśmy się bardziej zmęczeni. Pamiętasz wycieczkę do Aten. Chodziliśmy cały dzień, a potem miałaś jeszcze siły na pół nocy i poranek. - Pamiętam – powiedziała szeptem – Ale na prawdę nie mam ochoty. Adam westchnął głęboko i pocałował narzeczoną w policzek. - Ok. Do niczego cię nie zmuszam. Leżeli w ciszy niemal pól godziny wsłuchując się w swoje oddechy. - Kocham Cię Ola – przerwał ciszę chłopak – Nie mogę się już doczekać. Oddałbym za ciebie wszystko co mam. Znów zaległa długa niezręczna cisza. Czekał na jej odpowiedź, ale nic nie usłyszał. - Nic nie powiesz? - Co mam powiedzieć? – odparła niemal przez sen. - Że też się cieszysz, że czekasz, że mnie kochasz ... - Cieszę się, czekam, kocham cię. Adam dźwignął się z nad poduszki i usiadł. - To nie brzmiało zbyt przekonywująco – powiedział z wyrzutem. - Adam, jestem zmęczona. Chce mi się spać. Porozmawiamy o tym kiedy indziej – podciągnęła kołdrę wyżej i złożyła ręce pod głowa – Dobrze? Wstał i podszedł do okna. - Widziałem, że poznałaś Dawida – odezwał się prawie szeptem – Byliście na spacerze ... rozmawialiście jak starzy przyjaciele. Odwróciła się i spojrzała na dotykającego szyby chłopaka. - Pomaga mi po prostu w treningu. - Wiem. Cieszę się, że poznajesz ludzi. Podszedł do dziewczyny, pochylił się i pocałował. - Śpij dobrze – rzucił kurtko i wyszedł. Jeszcze dłuższą chwile wpatrywała się bezwiednie w zamknięte drzwi. W końcu opadła ciężko na poduszkę i zamknęła oczy. Nie było widać łez które zebrały się pod jej powiekami.
VII
Dawid czekał na doktora już od rana. Weterynarz obiecał przyjechać przed południem. Przez ostatni tydzień stan Albatrosa nie pogorszył się znacznie, jednak z każdy kolejny spacer trwał krócej od poprzedniego. Ścięgno zaczynało boleć już po kilkuset metrach, a koń najwyraźniej źle znosił nadwerężanie go. Chłopak wyprowadził konia ze stajni i przywiązał go do poręczy na tyłach budynku. Potem szybko i sprawnie zmienił wodę i siano w kilku boksach. Kiedy wrócił do Albatrosa, zastał go intensywnie skubiącego resztki trawy. Chwile później pojawił się weterynarz i od razu przystąpił do badania. Odwiązał bandaże z pęciny i wymacał uszkodzone ścięgna. Nacisnął je. Albatros parsknął, zatrząsł się i unosząc nogę do góry wyszarpnął ją z mocnego uścisku weterynarza. - Niedobrze – powiedział mężczyzna – Tydzień temu naciskałem mocniej i nie reagował. - Co to znaczy? – odezwał się Dawid - Wydaje mi się, że w środku mogła zebrać się ropa. Będę musiał ją odsączyć. Możemy zrobić to tutaj, ale trzeba go położyć. Dawid wzdrygnął się, czując jak po plecach przeszły mu dreszcze. Sama myśl o wkuwaniu się w ranę Albatrosa podniosła mu ciśnienie. Miał jednak całkowite zaufanie do weterynarza. Wyszedł przed budynek i zawołał prowadzącego poranny trening Gerarda. Mężczyzna przyszedł niemal natychmiast i oboje zaczęli szykować konia do ułożenia go na twardej ziemi. Chwile później zjawiła się również Ola. Nadal siedziała na treningowym Magnacie. Odsunęła się na bezpieczna odległość i obserwowała zabieg w ciszy. - Zwiąż mu nogi – powiedział Gerard po zapoznaniu się z sytuacją. Po kilku minutach udało się położyć Albatrosa na lewym boku, tuż pod ścianą budynku. Dawid przywiązał lejce do poręczy, poczym obwiązał skórzanym pasem przednie nogi konia. Weterynarz zajął swoją pozycję, a Gerard klęknął przy zadzie kładąc na nim ręce. Chłopak położył się tuż przy pysku Albatrosa i objął go z całych sił. - Spokojnie czarnuszku, spokojnie – mówił do konia cicho ciepło i powoli – Wszystko jest dobrze. Dobrze. Już dobrze. Lekarz przygotował strzykawkę, nałożył igłę i delikatnie ale zdecydowanie wbił ją tuż pod kolanem konia. Albatros zarżał donoście i rzucił swym półtonowym ciałem. Obserwująca wszystko z góry dziewczyna zamknęła powieki i z całej siły zacisnęła dłonie na bujnej grzywie Magnata. - Już cicho, już dobrze, czarnuszku, już dobrze – powtarzał Dawid bez chwili przerwy. Z całej siły przyciskał łeb konia do swoich ramion. Weterynarz odciągnął tłok strzykawki i w minutę napełnił ją żółtoczerwonym płynem. Kiedy ropę zaczęła zastępować czysta purpurowa krew, natychmiast wyciągnął igłę. - Gotowe – rzucił kurtko odsuwając się od konia. Dawid jednym ruchem odwiązał pętle na nogach Albatrosa i rozsupłał lejce z poręczy. Podciągnął je do góry i ogier powoli i niezgrabnie wstał na nogi. Niepewnie obciążył nogę i upewniwszy się że wszystko jest dobrze uspokoił się nieco. Weterynarz mógł teraz założyć opatrunek, co niezwłocznie uczynił. Dawid spojrzał przez ramię na przyglądającą się wszystkiemu Olę. Robiła wrażenie bardziej wystraszonej od samego Albatrosa. Pobladła, a jej oczy zwilgotniały. Podszedł do niej zostawiając Albatrosa pod opieką Gerarda, który poprowadził konia do stajni. - Wyglądasz jak byś śmierć zobaczyła. - Bolało go? - Widziałaś igłę – odparł chłopak klepiąc Magnata po cętkowanym pysku – odpowiedz sobie sama. - Kiedy będzie miał ten zabieg? Chłopak zerknął na weterynarza, który właśnie chował przybory do lekarskiej torby. Mężczyzna podniósł się z kolan wyraźnie unikając wzroku Dawida, poczym ruszył szybkim krokiem za Gerardem. - Nie wiem kiedy. Staram się jak mogę. W lato jest mało chętnych na jazdy. - Muszę zobaczyć jak galopuje. - Wiem. Też tego chcę. Ale to potrwa. Dawid przytulił mordę Magnata i klepiąc go po bulwiastych polikach głęboko westchnął. - Widzisz, zdrowy jesteś, najedzony. Piękna dziewczyna obejmuje cię udami. Cisz się barcie, ja ci to mówię. Ola uśmiechnęła się niepewnie. - Chcesz patrzeć jak go obejmuje udami, to przyjdź popatrzeć na trening. - Codziennie patrzę Oderwał się od wielkiego łba Magnata i spojrzał na dziewczynę. Ona również nie spuszczała z niego wzroku. Stali tak patrząc na siebie w zupełnym milczeniu. W końcu Dawid klepnął ogiera w zad, a ten ruszył przed siebie ostro wchodząc w galop. Ola poprowadziła go na wybieg i wróciła do treningu.
Część 33 / 4
VIII
Sięgnął po podświetlany zegarek i skontrolował godzinę. Była pierwsza trzydzieści. Nie zasnął nawet na chwilę. Upał dawał się we znaki nawet w nocy. Wsta ł i podszedł do okna, potykając się przy okazji o połamane krzesło. Stadnina pogrążona była w ciemności. Kilka latarni oświetlało główny budynek, bramę wjazdową i drogę. Zerknął na długi rząd pierwszego piętra willi. Gdzieś tam była. Spała teraz na boku, a gęste włosy rozrzucone były po całej poduszce. Westchnął i wrócił do łóżka. Nadal nie mógł zasnąć. Z powodu zmęczenia, upału, niewygodnego materaca? Być może tak. A być może z zupełnie innego powodu.
XIX
Bijące żarem jasne słońce obudziło dziewczynę wcześnie rano. Spojrzała w okno mrużąc oczy. Przeciągnęła się mocno. Wstała, wzięła prysznic i przebrała się w strój do treningu. Zeszła do kuchni wzięła jabłko i wybiegła przed budynek. Po wybiegu pędził Magnat niosąc na grzbiecie ubranego tylko w spodenki Dawida. Chłopak oddal kilka skoków i zawrócił w stronę bramki wjazdowej. Ola przeszła przez dziedziniec i główna drogę, podeszła do barierki i przez chwile przyglądała się Dawidowi. W końcu podjechał do niej zeskakując z konia. - Zapraszam Panią – powiedział uprzejmie. - A Gerard? – zapytała zagryzając jabłko - Nie ma go. Wyjechał do rodziny. Zastąpię go dla Pani. Dokończyła jabłko i podeszła do Magnata. - No nie wiem. A nadajesz się do tego? – zapytała złośliwie - Do tego i do wielu innych rzeczy – odparł i sięgnął po strzemię Ola uśmiechnęła się, chwyciła lejce, wsunęła stopę w podpórkę i wprawnie wskoczyła na grzbiet Magnata, układając się wygodnie w siodle. Dawid obserwował manewr z błyskiem w oku. - Jak twoja pupa? – odezwał się rzucając wyzwanie. Popatrzyła na niego z góry, poczym pochyliła się nad nim nisko... - Moja pupa jest do twojej dyspozycji – powiedziała cicho, podejmując wyzwanie. No i stało się. Szczęka opadła mu niemal do samej ziemi. Nie spodziewał się takiej riposty. Mógł zaryzykować stwierdzenie, że po prostu zrobiło mu się głupio. - Dwie rundy dokoła toru. Na rozgrzewkę. – wycedził próbując ratować twarz. Ola, z poczuciem triumfu w pierwszej rundzie, ruszyła przed siebie lekkim kłusem. Koń przeszedł dość szybko w galop i pochylając się na bok pędził szerokim łukiem wzdłuż ogrodzenia. - Nadal nie odrywasz się od siodła – powiedział Dawid kiedy przejechała dostatecznie blisko. Był już zupełnie poważny i skupiony. Najwyraźniej dziewczyna wyczuła jego szczere intencje, bo uśmiech zniknął z jej ust ustępując miejsca koncentracji. Dokładnie słuchała każdej uwagi i przez cały trening dostosowywała się do nich w stu procentach. Najtrudniejsze skoki Dawid zostawił na koniec treningu. Ale i te pokonała bezbłędnie. W końcu zakończyła serię, podjechała do barierki na której siedział i zeskoczyła z konia. - Jak teraz? – zapytała siadając obok. - Lepiej – odparł – Ale nie czujesz się jeszcze pewnie. Pozycję dopracujemy. Jest jeszcze kilka tygodni do zawodów. Musisz po prostu skakać i skakać. Jak najwięcej. Żadna cud technika tego nie zastąpi. Do półtora metra jest idealnie, ale już powyżej zaczynasz się bać skoku. Zgadza się. Ola przytaknęła kiwając głową. - Podciągnę strzemiona wyżej. Będziesz miała lepsze podparcie. – dodał i zeskoczył na ziemię. Przywołał Magnata który rozpaczliwie próbował sięgnąć pyskiem rosnący za płotem mlecz. Skrócił pasy strzemion i podszedł do siedzącej na barierce dziewczyny. - I znów patrzysz na mnie z góry. - Mam zejść? - Nie. Stąd mam lepszy widok – znów próbował rzucić jej złośliwe wyzwanie. - Na co. Moje spodnie nie są przezroczyste. - Mam dużą wyobraźnie. - Tak? – westchnęła zaciekawiona – A co sobie wyobrażasz? - Nie uwierzyła byś. - Jestem łatwowierna. Dlatego wszyscy to wykorzystują – uśmiech na ustach Oli stawał się coraz bardziej diabelski. - Czujesz się wykorzystywana kiedy na ciebie patrzę? – powiedział Dawid zupełnie spokojnie. - Lubisz patrzeć? - Uwielbiam. Dziewczyna zeskoczyła z belki i podeszła do niego zbliżając się na odległość kilku centymetrów. Stała tak przez dłuższą chwile patrząc mu prosto w oczy. - To patrz – powiedziała i minęła go zdecydowanie, poczym wzięła krótki rozbieg i w pełnym biegu, opierając kolano o bok Magnata, dosiadła konia dosłownie na niego wskakując. Już po raz drugi poczuł twardą ziemię na swojej dolnej szczęce. Kiedyś próbował zrobić coś takiego, ale nigdy nie udało mu się tak szybko przełożyć nogi nad wysokim grzbietem konia. Podszedł do Magnata zerkając na dumną uśmiechniętą dziewczynę. - No, twoje akcje podskoczyły – powiedział Zmrużyła oczy i poraziła go pseudoagresywnym spojrzeniem. - Moje akcje nie są na sprzedasz – syknęła, a na jej usta powrócił szeroki uśmiech. Ściągnęła lejce, zawróciła konia i ruszyła w kierunku najbliższej przeszkody. Dawid wrócił na barierkę i przez kolejną godzinę uważnie obserwował jej trening. Co jakiś czas podjeżdżała do chłopaka, w skupieniu przyjmując kolejne uwagi. Skończyli przed południem. Chciała zrobić jeszcze kilka rund bez skoków, więc Dawid poszedł do stajni przygotować Albatrosa do krótkiego spaceru. Właśnie otwierał boks, kiedy do stajni weszła Ola prowadząc za lejce Magnata. Przywiązała go do uchwytu w ścianie i pewnym krokiem ruszyła w kierunku chłopaka. - Zaraz wprowadzę Magnata – rzucił krótko, ale dziewczyna nie odpowiedziała. Szła szybko i bez słowa, zbliżając z każda sekundą. Dawid zmrużył oczy zdziwiony jej zachowaniem. Podeszła nie zwalniając, chwyciła go za biodra i wpiła się w niego ustami. Namiętność z jaką to zrobiła niemal zwaliła chłopaka z nóg. Całowała go tak mocno i głęboko, jakby zostały jej ostatnie sekundy życia. Nie czekając chwili dłużej objął dziewczynę w pasie i przycisnął do siebie. Odwzajemnił pocałunek wtulając się w jej miękkie gorące wargi. Popchnęła go i przycisnęła do kraty boksu. Zapominając o wszystkim dokoła nie odrywali się od siebie ani na sekundę. Dlatego też nie zauważyli Albatrosa, który przerzucił łeb ponad kratownicą i z zaciekawieniem zaczął wpychać pysk pomiędzy nich. Najpierw ciekawie i niepewnie, w chwile później mocno i zdecydowanie przerwał te nieznajome widowisko rozdzielając obojga w brutalny sposób, poczym beztrosko zaczął wywijać swoimi gigantycznymi wargami. Ola cofnęła głowę i patrząc, to na wielki łeb Albatrosa to na zaskoczonego Dawida, wybuchła śmiechem. Chłopak odepchnął pysk konia również nie mogąc powstrzymać się od chichotu. - Nic, a nic nie potrafisz się zachować – zganił konia. Odsunął się od barierki, podszedł do dziewczyny i dotknął jej policzka. Przesunął dłoń po ustach i szyi. Potem znów ją pocałował.
X
Było już po północy kiedy Adam skończył pracę przy budowie. Wszedł na górę i ruszył w kierunku pokoju Oli. Cicho zapukał, ale nikt nie odpowiedział. Zrobił to ponownie, ale i tym razem nie usłyszał reakcji. Odetchnął ciężko. Czego się spodziewałeś o tej porze – zganił się w myślach. Oprał plecy o ścianę, osunął w dół siadając na podłodze i zamyślił się przez chwilę. - Stęskniłem się za tobą, myszko. – powiedział w kierunku drzwi. Sam nie był pewien, czy mówi do śpiącej w środku dziewczyny, czy do samego siebie. - Nie widywaliśmy się ostatnio zbyt często - kontynuował - Stajnia już na wykończeniu. Jeszcze kilka tygodni i będę wolny. Ojciec jest zadowolony, że się przykładam. Wiem, że jesteś za to zła, ale ja naprawdę musze się tym zająć. Zamknął zmęczone oczy i odpłynął na sekundę. - A ty ? Stęskniłaś się? – dodał cicho po chwili – Mam nadzieję, że tak. Dawno nie widziałem jak się uśmiechasz. Pojedziemy jutro do miasta. Zjemy dobrą kolację. Może pójdziemy na komedię... Chcę zobaczyć jak się śmiejesz.
Tuż nad stajnią, w pokoju Dawida Ola odchyliła głowę do tyłu i głośno westchnęła. Opuszczając nagie naprężone ciało poczuła jak wypełnia ją sobą. Siedziała na nim opierając dłonie o ramiona chłopaka, powoli unosząc się i opadając w głąb jego bioder.
Część 44 / 4
- Pomyślałem, że mógłbym zbudować dom – powiedział Adam nie wstając z podłogi – Tutaj niedaleko. Za dwa lata wprowadzilibyśmy się. Co ty na to? Podoba ci się taki pomysł? Opuścił głowę i ponownie przymknął powieki. - Za parę lat przejmę stadninę od ojca. Będziemy mieli mnóstwo roboty. Ty zajmiesz się dokumentami, a ja będę pilnował hodowli. Wieczorami będziemy spacerować do późnej nocy. Może bym się w końcu nauczył jeździć konno. Trochę wstyd że nie potrafię. Co ty na to kochana? Ostatnie słowa mówił już prawie szeptem. Sen obejmował go coraz silniej.
Opadła na Dawida i oddała mu usta. Przy każdym ruchu jego bioder wydawała cichy jęk. W końcu napiął wszystkie mięśnie, chwycił dziewczynę za ramiona, przytulił do siebie i oboje zatopili się w rozkoszy.
- Kocham cię myszko. Śpij dobrze – powiedział Adam. Potem wstał i spokojnym krokiem ruszył w kierunku swojego pokoju.
XI
Dawid zapukał do drzwi Jana Straicha i po usłyszeniu zaproszenia wszedł do środka. Mężczyzna siedział za potężnym zdobionym biurkiem na którym zalegał stos różnego rodzaju papierów, dokumentów i segregatorów. Gabinet wielkości sporego pokoju był dość surowy i ponury. Tylko liczne dyplomy i trofea zdobiły białe wysokie ściany. Dawid podszedł do biurka ściągając z głowy sportową czapeczkę. - Dzień dobry szefie – powiedział. - Witam. Jak treningi? – odparł mężczyzna. - Dobrze. Chociaż w tym miesiącu nie ma dużo chętnych. - Są wakacje. Ludzie powyjeżdżali. Jaką masz sprawę? Dawid zaciął się na chwilę. W końcu pozbierał słowa w jedną całość. - Chciałem prosić, żeby pozwolił pan przenieść Albatrosa do stajni z większymi boksami. - Nie ma szans Dawid – rzucił Straich – Już musimy korzystać z sąsiedniej stadniny, bo nie mamy miejsca w swojej. Budowa nowej zajmie jeszcze kilka tygodni. Dawid zacisnął zęby tępo wpatrując się w ścianę. Straich wrócił do swoich papierów. Tuz za min znajdowała się pomalowana ciemno ściana z dużym zdjęciem Championa Ortegi. Ogiera, który był dumą stadniny i zabezpieczeniem finansowym na co najmniej kilka lat. Zdjęcie wisiało na zawiasach i było teraz zupełnie odsunięte od ściany. Za zdjęciem ukryty był stary mosiężny sejf. Stylowy metalowy klucz tkwił w zamku. - Rozumiem – odparł Dawid – Dziękuję, że poświęcił mi pan chwilę. Do widzenia. - Do widzenia – odpowiedział mężczyzna i chłopak wyszedł z biura szybkim krokiem.
XII
Gerard właśnie skończył wymieniać siano w ostatnim boksie, kiedy Dawid podszedł do wiadra, napełnił je wodą i zaczął rozlewać wodę do poideł. - Byłeś u szefa? – zapytał Gerard - Byłem. Nie ma mowy o przeprowadzce. Trener przerwał pracę. Po chwili jednak wrócił do rozrzucania siana pomiędzy dwoma półrocznymi źrebakami. - Nie dobrze. – powiedział Dawid poszedł uzupełnić wiadro. Wracając zatrzymał się przy źrebakach. - Gerard, ile masz pieniędzy? - Nie mam nic. Wszystko oddałem doktorowi za wizyty u Albatrosa. Chłopak zamyślił się. - Wiem jak je zdobyć. - Co? - Pieniądze. Mężczyzna zastygł w bezruchu. W jednej chwili poczuł w żołądku nieprzyjemne kucie, a ciśnienie podniosło mu się do granic możliwości. Rzucił widły i odwrócił się do chłopaka. - Mało ci jeszcze, gówniarzu – wysyczał przez zęby – Nic się nie nauczyłeś? Zmarnowałeś sobie przez to życie. Mogłeś wygrywać wszystko co chciałeś. Jak teraz masz szansę ułożyć sobie jakoś, to ty znowu wyskakujesz z pomysłami. - Mam dzięki temu Albatrosa. Gerard próbował się opanować. - Jeśli to zrobisz, nie pomogę ci nigdy więcej. Rozumiesz? Dawid patrzył tępo na mężczyznę. - Rozumiesz? – powtórzył i potrząsnął chłopakiem. Ten skinął głową bez słowa. - Coś się stało? Obaj automatycznie spojrzeli w kierunku z którego padło pytanie. Przy wejściu do stajni stała Ola. Gerard wrócił do wideł, a Dawid bez słowa podniósł wiadro i ruszył do kolejnych boksów. - Hej – krzyknęła dziewczyna i dogoniła chłopaka – Co jest? -Nic. - No przecież widzę ... Zatrzymał się nagle i odwrócił. - Ola. Mam problem. Ale to mój problem. Nic ci do niego. Ty masz swoje i ja mam swoje. Zmrużyła oczy ze złości. - Wczoraj byłeś milszy. - Bo wczoraj było miło. – oparł i ruszył dalej - Ale to nie moja wina. Co się stało? Dawid dokończył rozlewanie wody. Odniósł wiadro do narzędziowni i wyszedł na zewnątrz. Obszedł stajnię siadając zrezygnowany pod ścianą. Dziewczyna kucnęła na przeciwko i przytuliła się. - Nie mam grosza na zabieg. Gerard też. Nie mamy nikogo, kto mógłby cos poradzić. Nawet nie możemy go przenieść do większego boksu. Za kilka miesięcy będzie po nim. Pochyliła się i wtuliła twarz w szyję chłopaka. - Nie martw się. Jeszcze zobaczymy. Zapytam, rozejrzę się. Coś przecież wymyślimy – odparła Dawid chwycił ją za ramiona i zdecydowanie odsunął. - Proszę, nic nie rób. Ja coś wymyślę, nie ty. Nie od tego jesteś żeby rozwiązywać moje problemy. Masz swoje. Masz zawody. Za kilka miesięcy masz ślub. Masz narzeczonego. To są twoje problemy. - Mam też ciebie – odparła W jej oczach pojawiły się łzy. Patrzył na nią przez chwilę i przytulił jej drobne ciało z całych…