Erotyka · 19 min czytania
Alicja w krainie czarów rozdział 7 lekko erotyczni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
...Alicja zmuszona była skubnąć nieco grzybka, gdyż domek był wyjątkowo duży a wyrastająca bujnie trawa skutecznie utrudniała dojrzenie jakichkolwiek szczegółów. Wyrastając ponad zielonymi, soczystymi źdźbłami, natychmiast dojrzała charakterystyczne cechy zajęczych domków: duże, rozłożyste, zagięte w połowie, różowe uszy po obu stronach komina, obiecująco miękkie futerko na dachu, oraz szyld nad drzwiami, wyobrażający dwa zające. Jeden usadowiony był na drugim, w pozycji 'na barana' (gdyby Alicja była nieco starsza, powiedzmy dwa lub trzy lata, być może użyłaby określenia 'na pieska,' jednak w tej chwili znacznie dziwniejszym wydał jej się fakt ze górny zając trzymał w łapce czerwoną torebkę) „To zupełnie bez sensu” – pomyślała. „Skoro może sam unieść torebkę, dlaczego trzeba go brać na barana?” „Widocznie to wina Marca” - uznała – „Trzeba mu będzie o tym powiedzieć jak go spotkam”
Popieprzona Herbatka
Przed domkiem Marcowego Zająca wyrastała dorodna wierzba płacząca. Tuż pod jej zwisającymi smętnie gałęziami, wokół dużego, okrągłego stolika do herbaty rozlokowało się wyjątkowo niedobrane towarzystwo. Właściwie określenie „wokół” było dość nieścisłe, gdyż wszyscy biesiadnicy znajdowali się w wycinku koła, a raczej elipsoidu o kącie nie większym niż 37 stopni. Kapelusznik siorbał nieelegancko herbatkę z dużej, porcelanowej filiżanki, natomiast Marcowy zając leniwie gładził leżącą na stoliku i pochrapującą donośnie Popielicę. Alicja zauważyła, że w miarę głaskania, jej futerko staje się coraz bardziej wilgotne. „Widocznie Marcowemu Zającowi pocą się łapki w tym futrze” - uznała Alicja. Mimowolnie poprawiła czarne koronkowe rajstopki i ruszyła w ich kierunku. „Nie ma miejsca” - zakrzyknął nagle dwuosobowy chórek ( Popielica milcząco wilgotniała i spała nadal, ale zawtórowała towarzyszom energicznie kręcąc łebkiem ) „Jak to nie ma?” - Alicja przyjrzała się krytycznie pozostałym 323 stopniom, a następnie swoim nieco zbyt grubym biodrom, po czym, niezrażona rozsiadła się na honorowym miejscu w wielkim fotelu z różowego pluszu. „Wciągnij kreskę, skoro już jesteś” - zabulgotał Kapelusznik z wnętrza filiżanki. „Jaką kreskę?” Alicja przyjrzała się krytycznie stolikowi (który nadal pozostawał elipsoidem), oraz pozostałym utensyliom kuchennym w poszukiwaniu jakiejkolwiek linii prostej nie dążącej do nieskończoności, ale nawet jeśli takowa znajdowała się w pobliżu, widocznie stanowiła zbyt duże wyzwanie dla jej zdolności percepcyjnych. „Próbujesz mnie wkręcić....” - tu Alicja zamilkła w poszukiwania właściwego imienia. „Kapeluszniku” - zabulgotał usłużnie Kapeluszniku „Kapeluszniku” - powtórzyła automatycznie Alicja, z wrażenia zapominając o pytajniku. Przyjrzała się z pewnym niedowierzaniem jaskrawo umalowanemu kurduplowi z pokaźną, poznaczoną fraktalami muszką pod szyją. „Nie jesteś zbyt niski jak na Kapelusznika?” „Myślałam że musisz wziąć miarę przed zrobieniem kapelusza.” - Zastanowiła się głośno Alicja. „Bez obaw” - Kapelusznik uniósł się zawodową dumą tak skutecznie, że oderwał się od krzesełka na którym siedział, co najmniej na 20 cali i zalewitował niezgrabnie. Poskutkowało to też oderwaniem jego grubych, mięsistych warg od filiżanki, przez co jego słowa zabrzmiały nadzwyczaj wyraźnie. „Rtęć i thalidomid, panienko. Rtęć i thalidomid. Oto sekret naszego fachu” - Wyjaśniwszy tę skomplikowaną kwestię, Kapelusznik opadł raptownie na siedzenie furkocząc połami fraka i siorbnął wyzywająco herbaty. „To nieładnie oferować coś czego nie ma” - odparła Alicja. „To nieładnie pchać się gdzie nas nie proszą” - zabulgotało z filiżanki „Ale przecież przy stoliku można by zmieścić co najmniej 4,86 Zajęcy i tyle samo Kapeluszników” - stwierdziła autorytatywnie Alicja. „Poza tym o ile wiem to stolik zajęczy” - dodała, a stolik zajęczał w odpowiedzi głębokim, udręczonym głosem wyjątkowo steranego egzystencją elipsoidu. „Sami widzicie.” - powiedziała, zupełnie już pewna siebie Alicja. „Powinnaś ogolić nogi” - powiedział zupełnie wyraźnie Kapelusznik spoglądając prosto na nią. Alicja dojrzała urazę i niesmak w jego czarnych, błyszczących oczach i mimowolnie obciągnęła krótką, czarną spódniczkę po czym zarumieniła się i spuściła wzrok. Marcowy Zając próbował tymczasem bez większego sukcesu ukryć pod obrusem włochate łapki. Popielica spała nadal ale nagle zwilgotniała widocznie, pomimo że Marcowy Zając przestał ją głaskać, zajęty ratowaniem resztek swojego nadwyrężonego wizerunku. „Nie powinno się docinać gościom” - bąknęła niemal niedosłyszalnie Alicja, nadal wbijając wzrok w czubki swoich sznurowanych kozaczków. „Czy kruk z pazurem, wiecznym jest piórem?” - zapytał ni z tego ni z owego Marcowy Zając „Chyba wiem!” - wykrzyknęła radośnie, choć nieco pochopnie Alicja. Lubiła zagadki. „Śmiało” - zachęcił ją Marcowy Zając Alicja starała się przypomnieć sobie o krukach i wiecznych piórach. Kojarzyło się jej to z wielkim czarnym ptakiem i nieokreślonym swędzeniem pod spódniczką. Nie zbliżyło jej to wcale do rozwiązania zagadki. Co więcej za nic nie mogła sobie przypomnieć jak smakuje wieczne pióro. „Mmm, mam to na końcu języka” - rzeczywiście miała. Było słone i pachniało piżmem. „No wyrzuć to z siebie!” - ponaglili ją równocześnie Marcowy Zając i Kapelusznik Czuła ich wzrok na sobie i zarumieniła się ponownie. Z tego wszystkiego połknęła odpowiedź która zaległa jej gdzieś w okolicach żołądka i wcale nie zamierzała wychodzić. „Wiem co chcę powiedzieć” - zapewniła dla niepoznaki, nadal się rumieniąc. „To znaczy, mówię to co wiem...” dodała z rozbrajającą szczerością. „To nie to samo” - pokręcił łebkiem Marcowy Zając „To tak jakbyś powiedziała że: „tyle wiem ile zjem” i „tyle zjem ile wiem” to to samo” „Albo: „tyle dam ile mam” i „ile mam tyle dam”” - zawtórował Kapelusznik „A wiadomo przecież że nie każda dama jest mamą” „Albo: każdy kto nie je ten wilgotnieje a kto wilgotnieje ten nie je” - dołączyła się nagle nieco już wyschnięta Popielica, odwracając się sennie na drugi bok i wystawiając ku Marcowemu Zającowi różowy brzuszek. Zaległa cisza, przerywana jedynie przez Marcowego Zająca który w zamyśleniu gmerał w futerku Popielicy. „Który to dzień miesiąca?” - odezwał się nagle Kapelusznik, wyciągając z kieszeni dużego, oklejonego taśmą klejącą koguta. Potrząsnął nim, zajrzał badawczo pod skrzydło i przyłożył do ucha. Marcowy Zając łypnął na niego ukradkiem i nerwowo zatarł łapki. „Mam nadzieję że nie Ten” - pomyślała Alicja błagalnie a głośno odpowiedziała: „Czwarty.” „Spieszy się o dwa dni” - powiedział Kapelusznik i spojrzał z wyrzutem na Marcowego Zająca „A mówiłem że wazelina nie podziała” „To była najlepsza wazelina” - mruknął Marcowy Zając w skupieniu oglądając końce łapek. „Możliwe, ale wciskanie tam orzechów łyżką to już przesada” - stwierdził Kapelusznik a kogut poparł go gdaknięciem i machnął końcem wolnego skrzydła. Marcowy Zając wziął od niego koguta, po czym wolno zanurzył go w swojej filiżance z herbatą. Zasyczało. Po chwili gdakanie przeszło w stłumiony bulgot. „To była najlepsza wazelina” - powtórzył, chwilowo wyprany z pomysłów Marcowy Zając. „Zabawny kogut – zupełnie nie zna się na zegarku” - stwierdziła Alicja która z zaciekawieniem obserwowała całą scenę. „A twój się zna?” -spytał Kapelusznik „Oczywiście że nie. Ale za to umie czytać kalendarz.” - odparła z pewnym odcieniem dumy. „Przynajmniej zazwyczaj” - dodała już ciszej, nieco zakłopotana. Była nieco skołowana nagłymi zmianami tematu, ale była tez dobrze wychowaną dziewczynką i starała się nie dawać tego po sobie poznać. Marcowy Zając złapał Popielicę za futerko i wykręcił ją do swojej filiżanki. Z niewiadomych przyczyn zapachniało śledziami. Kapelusznik uczynił to samo, po czym wziął ze stołu porcelanową pieprzniczkę i popieprzył swoją herbatę. „Pachnie trochę jak flaczki” - pomyślała Alicja „Rybne” - sprecyzowała po chwili i kichnęła donośnie. Popielica ( którą troskliwie ułożono z powrotem na spodeczku ) obudziła się i zamrugała oczkami. „Też tak sądzę” - potwierdziła z charakterystycznym dla gryzoni poświstem i ponownie zapadła w sen. „Znasz już odpowiedź na zagadkę?” - zapytał Kapelusznik „Niestety nie” odpowiedziała smutno Alicja „A ty?” „Nie mam pojęcia” - odparł Kapelusznik „Ani ja” - zawtórował mu Marcowy Zając „Po co więc zajmować się zagadkami bez odpowiedzi. Szkoda czasu” - stwierdziła Alicja „Szkoda ci Czasu? Przecież nawet go nie znasz!” - zawołał oskarżycielsko Kapelusznika „Nie masz pojęcia przez co On teraz przechodzi.” „Może i nie, ale jak nad tym pomyśleć, dość często go zabijałam” - zamyśliła się Alicja „Szczególnie pianinem” „To musiało boleć” - wtrącił się Marcowy Zając i popieprzył herbatkę. „To wyjaśnia sprawę!” - wykrzyknął Kapelusznik „On tego bardzo nie lubi. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach nastawiałby ci koguta tak jak zechcesz. Jedno słówko i już pora na obiad. Bez tego całego wstawania, ziewania i przeciągania się” Na tę myśl Alicja przeciągnęła się rozkosznie, jak kotka po popołudniowej drzemce. Zatrzeszczała skóra, a wiązania krótkiego, ciasnego gorseciku zaprotestowały jękliwie. Marcowy Zając na moment przestał głaskać Popielicę, z której kapało już jak z niedokręconego kranu. Rozlana herbatka utworzyła sporą kałużę na spodeczku. Kapelusznik nachylił się i wychłeptał ją swoimi dużymi…