Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 19 min czytania

Alix: Pięciu [Chapter II]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

DRUGI

P o m i m o j a s n e g o celu, Alix spędziła jeszcze dwa tygodnie w Dworze Królewskim Pałacu. Podziwiając zielone równiny, rozciągające się za Piękną Rzeką, niemal zapomniała, jakie ma zadanie i że nie jest na wakacjach. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko jej się nie śni, że naprawdę jest w innym Świecie. A już całkowicie nie dopuszczała do siebie myśli, że musi stanąć oko w oko z najpotężniejszymi wojownikami Bezkresu. To całe mówienie i określanie jej per „powierniczko Berła” sprawiało, że coraz częściej myślała o ucieczce, choć nie wiedziała dokąd ma iść, by trafić z powrotem na Ziemie. Nikogo w Pałacu nie poznała, oprócz Księżniczki, Króla i jego małżonki. Nie dlatego, że nikogo nie widziała: widziała wielu wysokich, pięknych ludzi. Po prostu nie była w humorze odpierać ciągłe zwroty grzecznościowe , sunące w jej kierunku. Kończyła wówczas rozmowę wcześniej, niźli się zaczeła; oczywiście z należytym szacunkiem. Bądź co bądź, jest tutaj gościem. Wiara, jaką w niej pokładał Król i jego świta przypominała Alix o jej zadaniu, jakim ją obarczono (trochę wbrew jej woli). Miecz, jaki dostała od Księżniczki, trzymała w komnacie córki Króla i ilekroć do niej powracała, tym bardziej perspektywa wyprawy stawała się nie do zniesienia. Wreszcie podjęła decyzję. Czternastego dnia od jej przebudzenia, postanowiła porozmawiać z Królem, na temat swej ‘misji’.

Znajdując się w Królewskiej Komnacie, zasiadła przy Królu i Księżniczce. Wyglądali na uspokojonych: może myśleli, że Alix przestała się zadręczać swym zadaniem? - Chciałabym wiedzieć – zaczęła Alix śmiało. – Gdzie się znajdują Żywiołaki? - Tego nie wiemy – odparł ze smutkiem Król. – Jednakże nie mogli przejść przez Próg. - Przez co? – zapytała głupkawo Alix. Jej niewiedza zdawała się być ośmieszająca. Przynajmniej dla niej. - Próg. Oddziela granice Bezkresu. My jesteśmy w północnej, i jest wątpliwe, by Pięciu udało się przebić gdzieś indziej – powiedziała Księżniczka. - A to dlaczego? - Ponieważ nawet oni nie pokonają tak wielkiej Magii, która chroni granice Bezkresu. Zresztą, my je chronimy. Alix westchnęła zrezygnowana. - Więc… w jaki sposób mamy z nimi walczyć, kiedy nie wiemy, gdzie się znajdują? – rzuciła pytanie w przestrzeń. Ta jej ‘misja’ zdawała się być coraz bardziej niewiarygodna. - W Świecie, w którym stacjonują zazwyczaj dochodzi do osobliwych zjawisk pogodowych lub tektonicznych – wyjaśniła cierpliwie Księżniczka. – No i trzeba dodać,że Żywiołaki nie będą uciekać. Czekają na jakikolwiek opór, by na nowo z uciechą zabijać i niszczyć tych, którzy im się przeciwstawili. Będą zdobywać Świat po Świecie, aż w końcu osłabią tą destrukcją Magię Progu i… dostaną się na Ziemię. Alix zadrżała ze zgrozy. Nie wyobrażała sobie sytuacji, w której jej ukochana Ziemia, mogłaby zostać zniszczona. ‘Nie mogę do tego dopuścić’, pomyślała stanowczo. - Kiedy Magia osłabnie? – spytała. Chciała wiedzieć, kiedy ma panicznie wracać na Ziemię, by móc ją ochronić. Księżniczka poruszyła się niespokojnie. - Na północy Bezkresu istniało dwanaście Światów. Trzy z nich zostało bezpowrotnie zgładzone przez Wszechpotężnego. Wliczając ten, który zniszczyły Żywiołaki, wychodzą cztery. Zostało więc osiem Światów. - Dopóki nie zostaną zniszczone, Magii nic nie grozi – dokończyła z ulgą Alix. Ku jej rozpaczy, Król pokręcił głową. Poczuła przemożną ochotę, zakrycia uszy dłońmi. - Każdy z Pięciu potrzebuje jednego Świata, by stworzyć Barierę. Tworząc Barierę, łączą swoje moce, co doprowadzi do upadku Magii, chroniącej Próg – oświadczył trzeźwo. Alix poczuła się tak, jakby coś ją ścisnęło za gardło. Słyszała, jakby z oddali, niosące się chem w jej umyśle słowa Księżniczki: - Jeżeli Żywiołaki zniszczą jeszcze trzy Światy, to będzie koniec wszelkiej nadziei. Wówczas, zmuszeni byśmy byli na rozpaczliwą obronę, by utrzymać ostatni Świat. Co niechybnie zakończy się klęską. Alix nurtowało jeszcze jedno pytanie, na które chyba znała odpowiedź. - Czy… ktoś ze mną pójdzie? Król i jego córa popatrzyli po sobie. Alix, jak w transie patrzyła na kręcącą głową Księżniczkę. - Wybranką Słońca jesteś ty. To twoje zadanie. Lecz wiedz, że gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy… Wstała nagle i wyjęła zza pazuchy coś w rodzaju naszyjnika z dużym, srebrzystym kamieniem. Ładnie mienił się w przelewających się przez okna promieniach słonecznych. Podała go Alix. - To Komunikator – wyjaśniła. - W razie niebezpieczeństwa czy jakiegokolwiek problemu, wyrwij kamień. Obyś nie musiała go używać. Alix założyła go na szyję i poczuła z początku, jak ciąży. Po chwili jednak stał się leciutki, błyszcząc delikatnie. Stanęła na środku Sali, przeszywana dumnymi spojrzeniami Króla i Księżniczki. W pewnej chwili, na ułamek sekundy, poczuła swój majestat. Szybko jednak to przeminęło. - Chciałabym zobaczyć zestawienie Światów – stwierdziła z powagą. - Chodzi… o Układ? – zdziwił się Król. - Nazywajcie to jak chcecie. Muszę wiedzieć, w co się pakuje.

***

Nie minął dzień, a Alix szykowała się do podróży. Do plecaka zapakowała mnóstwo poręcznej, tutejszej żywności. Były to suche krakersy, małe kawałki suszonego mięsa, i zapakowane racje żywnościowe, zwanymi przez tutejszych b i e g a c z a m i. Pomimo dziwnej (przynajmniej dla niej) nazwy smakowały całkiem nieźle. Nie pakowała dużo wody, gdyż, jak jej mówiono, wody będzie miała pod dostatek po drodze. Ciepłe ubrania, bielizna, kilka sztyletów ze zbrojowni, okulary bezpieczeństwa, gumki do włosów i tym podobne rzeczy, również wylądowały w plecaku. Ubrała gruby sweter, przewinięty szalem i obszerną, ciepłą, podbitą futrem kurtę. Na skórzane spodnie, założyła przepaski, a na nogi włożyła ciepłe, skórzane kozaki do kolan; idealne do chodzenia po śniegu. Śniegu, ponieważ pierwszym Światem do jakiego postanowiła się udać był Lodowiec, wschodni Sąsiad Pałacu. Zanotowano tam silne podmuchy wiatru, wichury i tornada, co świadczyło o tym, że Wiatr tam przebywa. Miecz założyła za skórzany pas, a berło ściągnęła przepaską na spodniach. Zapięła włosy w gumkę i… była gotowa. Samotna podróż po nieznanych jej Światach wcale jej nie nakręcała, lecz zdając sobie sprawę, iż chodzi także o losy Ziemi, nie miała innego wyboru. ‘Zresztą, wszyscy na mnie liczą’ – pomyślała Alix. To ją całkowicie przekonało.

Tak się złożyło, że pewnego słonecznego poranka, Alix stanęła przed Bramą, mającą ją przeteleportować na Lodowiec. Żegnał ją Król, jego córka i małżonka. Alix to nie przeszkadzało – nie chciała jakiejś hucznej ceremonii. To by ją tylko bardziej stremowało. - To Brama – poinformował zupełnie niepotrzebnie Król. – Zamknij oczy, kiedy w nią wejdziesz. Ani się obejrzysz, znajdziesz się na Lodowcu. Nie patrz za siebie. Brnij w przód, aż dojdziesz do Schronu. Tam będziesz bezpieczna, gdyż chroni go Magia Odpychająca. Ale nie wiemy, ile będzie działać. Dlatego musisz się spieszyć! Alix kiwnęła głową, będąc myślami bardzo daleko, w Irwin’s Coast, na Ziemi. Nie przypuszczała, by mogła się tam jeszcze znaleźć. - Pamiętaj o Komunikatorze – dodała królowa. Będziemy cię tu oczekiwać. Idź i niech wiatr ci sprzyja. Bywaj! Alix powoli zbliżyła się do Bramy, od której biło duże światło. Zrobiła jeszcze jeden krok w przód, zamknęła oczy… I po chwili znów je otworzyła.

Poczuła na twarzy mroźny wiatr i płatki śniegu. Stała na wzgórzu. Przy Bramie nie było żadnego strażnika, lecz domyśliła się, że to Magia sprawuje tu wartę. Przed sobą widziała tylko śnieg; nawet na horyzoncie niczego nie było widać. Stojąc po kolana w zaspie, opatuliła się szczelniej kurtą, zarzuciła kaptur i parła naprzód. Nie było to łatwe, gdyż czasami śnieg okazywał się głębszy niż był kilka kroków wcześniej. Wiatr dął jej po oczach, ale nie był on dziełem Żywiołaka. Niebo nad nią było szare, a ciężkie chmury wypuszczały coraz to nowsze płatki śniegu. Pomimo nieprzyjaznej aury, starała się szybko pokonać odległość, dzielącą ją od Schronu. Miała kierować się na północ od Bramy. Na horyzoncie nic nie widniało. Starając się posuwać raźno, aby nie odmarznąć sobie żadnej części ciała, Alix wyczuwała w tym Świecie jakąś wrogość dla obcych. Wiatr uparcie wiał jej prosto w twarz do tego stopnia, że musiała się odwrócić plecami, by zaczerpnąć powietrza. I nagle ujrzała coś w oddali. Mnóstwo czarnych punkcików lecących pod wiatr. ‘To jak ptaki’ – pomyślała Alix. – Lecą pod wiatr?’ Niechybnie tak było; punkciki przybliżały się z każdym jej oddechem. Nie ufała im; została ostrzeżona, żeby nie ufać niczemu i nikomu w innych Światach. Szarpnęła się, stojąc w śniegu, aż po kolana. Jakimś sposobem nie mogła się ruszyć. Wpatrywała się tylko, jak ptaki przybliżają się złowieszczo. Próbowała poruszć nogą; nic to nie dało, nadal tkwiła w zaspie, nie mogąc uciec. Ręką chwyciła za rękojeść miecza, nie przerywając prób wyswobodzenia się. Istniała nadzieja, że to zwykłe ptaki, ale Alix nie brała jej pod uwagę: jaki ptak mógłby lecieć pod wiatr, który wieje z taką mocą? ‘Jestem w innym Świecie’ – przypomniała sobie. ‘ Nie znam tutejszych istot.’ Alix, tkwiąc w śniegu, mogła już dokładnie się przyjrzeć ptakom. Były czarne jak smoła, z zielonymi oczyma i długimi dziobami. Zakrakały złowieszczo: musiały dostrzec Alix. Nagle obniżyły lot, lecąc wprost na dziewczynę. Nie myśląc wiele, wyciągnęła miecz z wigorem. Chmara wbiła się w nią z impetem, kracząc donośnie. Oślepiona przez setki czarnych ptaków, Alix machnęła dziko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Alix: Pięciu [Chapter II] — czytnik · opowiadania