Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Alkadia cz.11

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Witamy śpiochu!!! – zakrzyknęła Mandraja kiedy tylko Kryspin otworzył oczy. – Spałeś całe dwa dni! Nie mogliśmy cię dobudzić! - Co? Spałem dwa dni? No nie, jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło.... – uśmiechnął się chłopak – Teraz jest bliżej wieczora, czy ranka? - Dzień chyli się już ku końcowi. Jest dawno po południu. – rzekł Klaus wchodząc do izby. – Jest coś, o czym chciałbym z tobą porozmawiać. - Klaus! Daj chłopcu spokój! Przecież musi odpocząć! – krzyknęła kobieta. Mężczyzna patrzył na Kryspina dziwnym wzrokiem. Chłopak przełknął głośno ślinę. - Chłopcze – zaczęła Mandraja – idź na pole i ogarnij się trochę. Pod ścianą stoi miednica z wodą. Wyszedł i pośród kolejnych plusków wody, którą mył sobie twarz i tors u słyszał urywki ożywionej rozmowy. - On jest jakiś dziwny... – następny chlust wody zagłuszył resztę zdania, a chłopak postanowił nie słuchać dalej. Odszedł parę kroków, żeby rozprostować nogi. Zobaczył Wandrię. Uśmiechnął się do niej i pomachał. Ona udała, że go nie zauważyła i odwróciła się tyłem. Trochę go to zmartwiło, ale nie zdążył się nad tym dłużej zastanawiać, bo usłyszał głos wykrzykujący jego imię. Zwrócił się w tamtą stronę i zobaczył Mandraję. Wołała go i gestem zapraszała do domu. Poszedł tam. Kiedy wszedł do izby zobaczył Klausa siedzącego przy stole, przy szklance wody. Usiadł po drugiej stronie, naprzeciw mężczyzny. Ten dopił napój i przyglądał się chłopcu z zainteresowaniem. W końcu zaczął: - Znaleźliśmy cię na pół martwego. Zaopiekowaliśmy się tobą, wzięliśmy cię pod swój dach, URATOWALIŚMY cię. Po ostatnim wypadku moja żona broniła cię mówiąc, że masz wielkich opiekunów. Ale wiedz, że należę do osób racjonalnie myślących, NIE WIERZĘ w takie bóstwa. Chcę cię ostrzec, że jeśli nie powiesz mi kim naprawdę jesteś, bez skrupułów wyrzucę cię za drzwi. Czy to jest dla ciebie jasne? Kryspin siedział oniemiały ze zdziwienia. Otwierał i zamykał usta, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu wykrztusił zacinając się trochę. - T-to ja może od razu pójdę, bo nie wiem, jak mam to panu wyjaśnić. Sam niewiele rozumiem z tego, co się ze mną dzieje. Sam chciałbym poznać odpowiedź. – już wstawał, żeby wyjść, ale mężczyzna powstrzymał go ruchem dłoni. - Poczekaj... – powiedział – Bo widzisz, najbardziej, to mnie zmartwiła jedna sprawa. A może nie zmartwiła, a zastanowiła. Tego dnia kiedy miałeś wypadek, a raczej tej nocy, nie mogłem spać. Słyszałem, jak mówiłeś coś do kogoś... Albo sam do siebie, bo ja nie słyszałem, żeby ktoś ci odpowiadał... Zorientowałem się, że była u ciebie Wandria... Nie wiem co jej zrobiłeś, nie wiem dlaczego, bo ona przecież nie mówi, ale wiedz jedno. Nie pozwolę ci jej zranić... - Pan mi pewnie nie uwierzy... - Jak na to wpadłeś, młodzieńcze? – przerwał mu Klaus. - A-ale ja mogłem słyszeć jej myśli... Mogłem z nią ROZMAWIAĆ. - Nie tłumacz się głupio! – krzyknął mężczyzna waląc jednocześnie dłońmi o stół – Ja ci i tak nie uwierzę! Nie! Jakim prawem wtargnąłeś w nasze życie i wywracasz je do góry nogami? Kestor chodzi cały nieobecny, znika nad rzeką, Wandria się buntuje, beczy cały dzień nie wiadomo o co... - Jaki to ma związek ze mną? – zapytał chłopak siląc się na spokój - Bo to się zaczęło jak tylko odzyskałeś przytomność… – wycedził gospodarz przez zęby. - Mam rozumieć, że nie mam co tu szukać… Mam się wynosić, tak? - Tak. I więcej nie wracaj. - Dobrze. Wobec tego już nigdy nie postawię nogi na waszej ziemi. – Kryspin wstał od stołu i wolnym krokiem wyszedł przez drzwi na pole. Mandraja zmierzyła męża wściekłym spojrzeniem i wyszła za chłopakiem. Chciała coś powiedzieć, ale on zaczął pierwszy: - Kestor miał rację. Ludzie uciekają przed tym, co jest dla nich nieznane. Tak będzie lepiej. Kobieta uśmiechnęła się nieśmiało a w jej oczach zalśniły łzy. - Niech pani nie płacze... – powiedział uspokajającym tonem – Nie ma po kim... - Ale ja... – kobiecina odchrząknęła i kontynuowała – chciałam ci dać coś na drogę... – podała mu niewielkie zawiniątko. – I nie myśl źle o moim mężu... On jest po prostu bardzo staroświecki.. – wspięła się na palce i pocałowała chłopca po matczynemu w policzek – Niechaj bogowie ci sprzyjają... – wyszeptała i wróciła do chaty. Kryspin pokiwał głową i westchnął głęboko. Spojrzał na zachodzące powoli słońce i ruszył na pastwisko po Feniksa. Kiedy stanął na szczycie wzniesienia odwrócił się i rozejrzał po okolicy. Zobaczył chatę. W jej drzwiach stała kobieta. Od lasu biegł w jej stronę chłopiec, najprawdopodobniej Kestor, wymachując rękami i krzycząc głośno. Kryspin słyszał jego głos, ale nie mógł rozróżnić słów. Obok chłopca rozległo się radosne rżenie. Był to Feniks. Ktoś chyba wybrał się na nim na przejażdżkę, bo wierzchowiec był osiodłany. Chłopak zręcznie wspiął się na jego grzbiet i puścił się biegiem w dół wzgórza...

Drogę zastąpiła mu Wandria. Miała najsmutniejsze oczy, jakie chłopak kiedykolwiek widział… "Gdzie się wybierasz?" Zapytała, kiedy Kryspin stanął obok niej. - Nie jestem tu mile widziany. – odpowiedział jej chłopak. "Mój ojciec? To on cię wyrzucił?" - Hmm... Ze smutkiem przyznaję, że tak. Wściekł się za tamtą noc... Wiesz, wtedy, kiedy... "Wtedy, kiedy „rozmawialiśmy” pierwszy raz, tak?" - Dokładnie tak… "Ale co teraz? Przecież głupotą byłoby błąkać się samotnie po okolicy. Tu szwendają się różne podejrzane typki." - Może i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Alkadia cz.11 — czytnik · opowiadania