Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 15 min czytania

Alkadia cz.14

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kobieta krzyknęła coś w głąb sieni. Reakcja była natychmiastowa. Z domu wybiegł jakiś mężczyzna – najwyraźniej mąż kobiety. Zdawało się, że ta miła dama pełni tutaj władzę absolutną. Mężczyzna bez słowa sprzeciwu przeniósł nieprzytomnego Kryspina do mieszkania i położył na łóżku. Kestor stał z boku i tylko patrzył. Nie rozumiał co się dzieje. Wsadził ręce do kieszeni spodni i wymacał jakiś przedmiot owinięty w kawałek płótna. Chłopak odwinął go i ku swemu zdumieniu zobaczył kawałek metalu. Był to stary grot strzały, zardzewiały od krwi. Nie miał pojęcia, jak to się znalazło w jego spodniach! Myślał długą chwilę nad pochodzeniem owego przedmiotu. Nagle przypomniał sobie skąd go znał. Przecież Wandria pokazała mu go kiedyś! I wskazywała wtedy na Kryspina! To jest grot strzały, która była w jego ramieniu! No tak! Że też wcześniej tego nie skojarzył! Ale nadal pozostaje kwestia, jak on to dostał? Czyżby Wandria dała mu grot? Chyba tak… - Jest z nim źle, drogi chłopcze. – usłyszał nad swoim uchem. Podniósł głowę i zobaczył nad sobą tę kobietę. Uśmiechała się słabo. - On ma pecha, proszę pani... Czego on już nie przeszedł... - Mów mi po prostu Jasmin. A tamten mężczyzna, to mój mąż, Blik. On jest lekarzem, ja zielarką. - Pani mąż to lekarz? On ma pewnie dużo pracy przy chorych, a ja zawracam głowę z Kryspinem... - Absolutnie nie zawracasz głowy, Kestorze. – powiedział Blik – Moja żona wie, co robi, pomagając wam. Ja popieram ją we wszystkim. Jasmin uśmiechnęła się promiennie i pogłaskała męża po policzku. - Ale ty na pewno jesteś zmęczony i głodny, chłopcze! Chodź, dam ci coś do jedzenia i pościelę łóżko. - Ależ nie trzeba! – krzyknął Kestor. - Trzeba, trzeba. Słyszę przecież, jak ci burczy w brzuchu... - zaśmiała się Jasmin. Chłopak zaczerwienił się i poszedł posłusznie za kobietą. Tymczasem Blik siedział przy Kryspinie. Jasmin usadziła chłopaka przy stole i postawiła przed nim talerz z zupą i dwie grube pajdy chleba. Kestor zaczął jeść. Po chwili do kuchni wpadła gromadka dzieci. Dwójka chłopców i dwie dziewczynki. Wszyscy bardzo podobni do swoich rodziców. Usiedli naprzeciwko gościa, podparli bródki rączkami i zaczęli się wpatrywać w chłopaka. - Ach, moje niesforne maleństwa! Nie dadzą ci zjeść w spokoju. Ale to dlatego, że są ciebie ciekawe… Polubiły was. I ciebie, i Kryspina. Do izby wszedł Blik. Zrezygnowany, usiadł przy wszystkich i myślał o czymś intensywnie. W końcu przemówił: - Nie mam pojęcia co jest temu chłopakowi. Ma gorączkę... Może wiesz coś na ten temat? – zapytał w końcu Kestora. - Hmmm… Miał kilka wypadków... - Jakie wypadki? Opowiedz mi o nich… Chłopak rozsiadł się wygodniej i zaczął opowiadać... Najpierw o tym, jak znaleźli go rannego na drodze. O tym, jak nagle wyzdrowiał. O tym, jak o mało utonął w rzece, ale jakimś dziwnym sposobem uratował się... - Podejrzewam, że to zakażenie wywołane raną na dłoni... Powiedział ci, co zrobi? – zapytał Blik po skończonej, ale nie kompletnej opowieści. Kestor pokręcił głową – Zakażenie i osłabienie po tej jego kąpieli w rzece. Musiał się zaziębić... - No, ale to nie jest nic poważnego? – upewniał się chłopak z trwogą. Mężczyzna milczał... - Niech pan odpowie! - Mówiąc szczerze, drogi chłopcze, nie wróżę mu długiego życia... Nigdy nie widziałem człowieka w tak fatalnym stanie... A to przecież prawie dziecko! Kestor załamał dłonie i zaszlochał. - Nie! Tylko po to uratował się z tej rzeki, żeby teraz umierać na głupie zapalenie płuc?! Pan jest lekarzem! Pan musi go uratować! On nie może!!! – zerwał się i walnął pięściami o blat stołu. Zatrzęsły się wszystkie talerze. Blik siedział zasmucony. W końcu powiedział: - Jedyne co nam pozostało, to modlić się do wszystkich bogów... Jasmin kręciła się po kuchni z posępną miną. Przygotowywała jakiś napój – mieszała ze sobą zioła, wąchała powstały wywar, dolewała wody... Cmoknęła z zadowoleniem i postawiała pełny kubek przed Kestorem. - Wypij to, chłopcze. To ukoi twoje skołatane nerwy. Może nie ma zbyt zachęcającego zapachu, ale zapewniam cię, że pomoże... - pogłaskała chłopaka po głowie i wyszła pościelić mu łóżko. Kestor powąchał napój i skrzywił się od razu. - Niezbyt zachęcający zapach... Mało powiedziane. - zauważył - Zatkaj nos i wypij. – poradził Blik Chłopak westchnął zrezygnowany i wlał wszystko do gardła. Wzdrygnął się, ale napój mile ochłodził mu przełyk. - Kiedy to... zacznie? działać...? - spytał sennie. - Już zadziałało. - zapewnił Blik. Rzeczywiście, Kestor zasnął w tym samym momencie. Jego bezwładna głowa opadła na blat stołu. Mężczyzna wziął go na ręce i zaniósł do małej izby. Jasmin już tam była. Blik położył Kestora do łóżka, a kobieta przykryła go kocem. W drzwiach stały dzieci i przyglądały się rodzicom. - Chodźmy kochanie. Dajmy mu pospać. - powiedział Blik do swojej żony uśmiechając się słabo. - Tatusiu, a dlaczego ten chłopak śpi? - zapytała najmłodsza córeczka doktora, dziewczynka o imieniu Różyczka. - No bo, kwiatuszku, on jest bardzo zmęczony. Przebył długą drogę ze swoim chorym towarzyszem. - odpowiedział mężczyzna. - Tatusiu? - Słucham? - Mogę usiąść koło niego i się mu przyglądać? Blik zdziwił się słysząc to pytanie, ale zanim zdążył jej odmówić, Jasmin powiedziała: - Ależ możesz maleńka. Przy tobie będzie miał piękne sny, prawda? - Tak! Tak! - Róża klasnęła w dłonie i kontynuowała - Będzie miał takie śliczne sny, że zapomni o całym smutku, który go gnębi! Wbiegła radośnie do izby i zamknęła za sobą drzwi. Pozostałe dzieci przyglądały się rodzicom z jasnymi uśmiechami na twarzyczkach. - Chodźcie dzieci. - powiedziała Jasmin w końcu - Dam wam coś do zjedzenia. Och! - zawołała, kiedy jej promyczki w krzykiem wpadły do kuchni - Nie hałasujcie tak! Przecież mamy gości! Ale jej maluchy zdawały się sobie nic z tego nie robić. Przysunęły sobie krzesła do stołu i, przekrzykując się, zaczęły relacjonować mamie wydarzenia z całego dnia. Blik nie był przy tym. Odprowadził żonę wzrokiem po czym powrócił do swego gabinetu. Rozmyślał... Wiedział, nie raczej przeczuwał, ze ten chłopak, ten sam który leży zdjęty gorączką w jego domu, ten sam umierający chłopak ma do zrobienia coś ważnego... Tylko co...?

Jasmin wysłała swoje dzieci do łóżka i weszła do pokoju w którym leżał Kryspin. Były w nim jeszcze trzy łóżka, ale - na szczęście - wszystkie puste. Jego ciało trawiła wysoka gorączka, pięści zaciskały się i otwierały, a całe ciało drżało w agonii. Kobieta położyła dłoń na czole chłopca. Było gorące. Nawet bardzo gorące. Jasmin sięgnęła po kawałek płótna, zamoczyła go w zimnej wodzie, lekko wykręciła i schłodziła głowę chłopaka. Westchnęła ciężko i usiadła na krześle obok łóżka. Czuwała nad Kryspinem, co jakiś czas zwilżając jego czoło. Nie wiedzieć kiedy i jak, zasnęła...

Blik obudził się bardzo wcześnie. Na dworze ledwo majaczyła blada łuna świtu. Nie wiadomo dlaczego, spał w fotelu. Bolał go kark i ścierpły nogi. Wstał i przeciągnął się z westchnieniem. Świeca stojąca na stole prawie dogasała. Mężczyzna wziął ją i ochraniając słaby płomyk wyszedł z pokoju, kierując się prosto do sypialni. - Dlaczego Jasmin nie obudziła mnie, kiedy szła spać? Mogła to zrobić! Jej, co za kobieta... - mruczał pod nosem, otwierając drzwi które skrzypnęły złowieszczo. Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu nie zobaczył na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Alkadia cz.14 — czytnik · opowiadania