Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Amentis

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Idziemy! – zawołał Spyra. Wszyscy wpatrywali się w niego oczekując propozycji. Zdecydował. I kiedy cała piątka już stała w gotowości. Przemówił Jareczek. - Kurwa, no nie wiem. - Co nie wiesz?! – zapytał Łysy. - Fajnie będzie im skopać brudne ryje, ale to kurwa śmierdząca sprawa. - Co? – odezwał się Spyra. – Sprawa jest jasna. Nic nie śmierdzi, poza tą azjatycką hołotą. Rozpieprzymy im tą budę. A jak się, któryś pojawi… - To rozjebiemy mu maskę! – krzyknął buńczucznie Świr.Najniższy z towarzystwa, ale najbardziej agresywny, - Świr ma rację. Koniec wątpliwości. Idziesz Jareczek? Czy dasz dupy? – powiedział Spyra i spojrzał wyzywająco w oczy wyższego i potężniej zbudowanego kolegi. Jareczek przetarł spoconą dłonią po łysinie i kiwnął potakująco głową. - Dobrze – mówił dowódca. – Dzisiejszy dzień będzie przełomem w działalności naszej organizacji. Miasto o nas usłyszy i setki chętnych będą chciały się przyłączyć. - Ale przyjmiemy tylko najlepszych – dodał Łysy. - Dokładnie – kontynuował Spyra. – Siła i duma. To nasze hasło. Siłą odbudujemy dumę w naszym narodzie. Koniec z tchórzostwem i kuleniem ogona przed pieprzonymi cudzoziemcami. Ich jest na ziemi więcej, ale tylko po to, aby byli niewolnikami i robotnikami pod panowaniem białej rasy – snuł marzyenia. – Ten dzień, choć tak mały, zapiszę się złotymi zgłoskami w historii ludzkości. Za białą rasę! - Za białą rasę! – odpowiedzieli towarzysze.

Spyra wyszedł pierwszy, za nim Łysy, Jareczek, Świr i Cichy. Wyszedł ostatni, bo zebranie było u niego w domu. Państwo Kowalscy albo byli w pracy, więc Marek mógł rozporządzać samodzielnie całym mieszkaniem. U nikogo z pozostałej czwórki, oboje rodziców nie pracowało. U Łukasza Jarkowlaka, alias Świrka, nikt nie pracował. Ojciec z matką, a czasem też starsza siostra wciąż byli pijani i nie wychodzili zbyt często, poza wycieczkami do monopolowego. Zresztą wódkę najczęściej przynosili goście, którzy płacili wpisowe za wejście na odbywające się tam libacje. Łukasz nie pił wcale, czasem palił marihuanę. To też często nocował u Cichego. Rodzice Marka nie mieli nic przeciwko, byli nadzwyczaj pobłażliwi.

Zatrzymali się przed domem, Spyra popatrzył każdemu w oczy. Byli gotowi. Mieli kije baseballowe z aluminium. Świr pod kurtką ukrywał butelkę z benzyną i zapałki, Jareczek łom. Chłopcy byli dumni z siebie. To miała być ich pierwsza akcja.

„Organizację”, pod nazwą „Duma i siła” założyli pięć miesięcy wcześniej. Właściwie, trudno to było ich szajkę nazwać organizacją. Ale wierzyli, że to kwestia czasu. Marek znał się z Karolem „Spyrą” Spyrkowskim z podwórka. Osiedle Karola mieściło się bardzo blisko dzielnicy willowej, na której mieszkał Kowalski. Pod koniec gimnazjum zaczęli rozmawiać o patriotyzmie, nienawiści do innych narodów, wyższości białej rasy. Okazało się, że mają mało znajomych o równie skrajnych poglądach. To ich bardzo zbliżyło. Czytali książki o drugiej wojnie światowej, oglądali filmy na ten temat i godzinami dyskutowali o odrodzeniu dominacji europejskich narodów. W zawodówce Spyrkowski poznał Albina „Łysego” Dorowskiego, Jarka "Jareczka" Kozkę i Lukasz "Świra" Jarkowlaka. Byli z najgorszej dzielnicy w mieście i byli silni. Oni też nie lubili murzynów, Azjatów i żydów. Jednak ich poglądy były mniej skrystalizowane. Karol otworzył im oczy - powtarzali często. Pokazał im drogę, wyjaśnił, że mogą coś zmienić w swoim życiu. Nie tylko swoim. Mogli pomóc swoim rodzinom, znajomym. W tym celu trzeba było wprowadzić nowy porządek. Tak twierdził Spyra. Zaufali mu. Cichego zaakceptowali, kiedy stoczył bójkę z Jareczkiem. Przegrał. Nie miał szans, z zaprawionym w ulicznych walkach wysokim nastolatkiem. Pokazał jednak, że walczyć potrafi. Poza tym, ręczył za niego Karol. Z czasem polubili go wszyscy, zwłaszcza Łukasz, który był mu wdzięczny za udostępnianie mieszkania, na czas największych popijaw rodziców. Zorganizowali się wreszcie. To było oczywiście pomysł Spyrkowskiego. Stworzyli status. Zaczęli przygotowywać plany budowy nowego państwa. To była świetna zabawa. Prowadzili sparingi między sobą, ćwiczyli walkę kijami i inną uliczną bronią. Biegali, a latem pływali w jeziorze. Wszystko to aby się wzmocnić i przygotować do czekającej ich walki. Raz w tygodniu Spyra prowadził wykład dla członków organizacji, na temat nowej Polski, walki ras i innych ważnych zagadnień. Przygotowywał się rzetelnie i słuchacze nie nudzili się ani trochę.

Wreszcie przyszedł dzień, w którym mieli pokazać nową jakość. To miało być coś spektakularnego, coś co zwróciłoby uwagę mediów. Od dawna solą w oku, była im chińska restauracja, o mało oryginalnej nazwie „Mandaryn”. Nie dość, że lokal serwował prawdziwe chińskie potrawy, nie tylko ryż z sosem słodko kwaśnym, to całą obsługę stanowili przybysze z pod Wielkiego Muru. Tego znieść nie mogli. To była agresywna ingerencja w Polską tożsamość. Próba zmiany tysiącletniej kultury. A chciały tego dokonać prymitywne stworzenia z bliskiego wschodu. Powiedzieli: Nie! Czas z tym skończyć. Wycieczka ta, miała być sprawdzianem ich siły i możliwości. Wierzyli w siebie. No może Jareczek, nie do końca, zawsze się długo zastanawiał, ale kiedy już bił, nie było odwrotu.

Chłopcy nie odzywając się ani słowem, przeszli przez park. Wrześniowa noc była cicha. Na niebie mrugały gwiazdy, wiatr delikatnie chłodził nagrzane porannym słońcem budynki. Członkom „Dumy i siły”, w tym momencie nic nie było wstanie zbić temperatury. Płonęli gniewem, a może w jeszcze większym stopniu zdenerwowaniem. Szybko, prawie biegiem minęli ulicę Bolesława Krzywoustego i znaleźli się na Bohaterów Warszawy. Pod numerem sześćdziesiąt dziewięć ulokowany był „Mandaryn”. To miejsce hańby, na polskiej ziemi. Szli gęsiego. Pełni skupienia. Jareczek trząsł się z nerwów. - Spokojnie bracie – powiedział Świr idący zanim. Widział zdenerwowanie kolegi. – Zaraz posmakujesz żółtej krwi. To będzie zajebista sprawa. Zobaczysz. - Dzięki stary. Dam radę – odparł.

Byli już blisko. Restauracja skrywała się w studni kamienic. Przed wejściem do bramy stała reklama, informująca o wspaniałych chińskich posiłkach. Łysy plunął, a Świr warknął, kiedy mijali napis.

Stali przed wejściem. W środku panowała ciemność. Lokal był otwarty do dwudziestej trzeciej. Chińczycy pewnie spali. Chłopcy nie mieli pojęcia, czy mieszkają w którymś z mieszkań pod numerem sześćdziesiąt dziewięć, czy w zupełnie innym miejscu. Cichy i Spyra nie wahali się w najmniejszym stopniu. Nigdy nie brali udziału w bójkach, których ringiem było podwórko, publicznością ściany kamienic, a jedyną drogą brama. W razie nie powodzenia ucieczka była znacznie utrudniona. Pozostał trójka wiedziała o tym. Nie raz musieli salwować się ucieczką, przed przeważającymi siłami przeciwników. Teraz jednak nie szło o zwykłą bijatykę, lecz o ideę. Cel był święty.

W drzwiach w niewielkich otworach widniały szyby, chronione były one kratą, zamkniętą na kłódkę. Same drzwi zamykano na jeden zamek wielozapadkowy. Takie zabezpieczenie, było wystarczającą przeszkodą dla amatorów. Samo zerwanie grubej kłódki było wyzwaniem, dalej należało sforsować jeszcze stalowe drzwi, otwory były niewielkie. Jednak przed akcją przeprowadzili szczegółowy rekonesans . W tym celu każdy z nich musiał raczyć się barbarzyńskimi potrawami. Spyra jako mózg przedsięwzięcia dwa razy kosztował chińskich specjałów. Słabym punktem pomieszczenia były okna. Zwykłe szklane szyby, zamykane, w nocy na drewniane okiennice. Wystarczyło je wyważyć, rozbić szkło i będą w środku. - Zaczynaj – zakomenderował Karol. Łysy zbliżył się do okna, zaparł łom pod okiennicę i całym swoim ciałem nacisnął. Drewno zaskrzypiało. Później wykonał ten ruch jeszcze dwa razy. Za trzecim razem, okiennice puściły. Okno dosłownie, stało przed nimi otworem. Łysy westchnął zdyszany i się uśmiechnął. Uderzył łomem w szybę. Po podwórku rozniósł się dźwięk tłuczonego szkła. Jareczek rozejrzał się ze zdenerwowaniem. Stali tak około minuty, niepewni czy ktoś usłyszał tłuczenie szyby. W oknach było ciemno, ale jeśli ktoś ich obserwował, najpewniej nie zapalił światła, aby nie być zauważonym i widzieć lepiej to co dzieje się na zewnątrz. - Dobra wchodzimy – rozkazał zniecierpliwiony Spyra. Łysy zaczął usuwać resztki szkła z ramy okiennej. Otwór znajdował się na wysokości około metra, więc mogli wejść bez problemu. Po kolei wślizgnęli się do środka. Znali dobrze rozkład głównej sali. - Cholera. Jeśli było tak bardzo słychać, wybijanie okna, to jak tu będziemy robić rozpierdol, to pobudzimy cały budynek – słusznie zauważył Jareczek. - Kurwa, racja – potwierdził Świr. - Spokojnie – odezwał się Cichy. Wszyscy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Marek mówił zazwyczaj nie wiele. – Zacznijmy rozpierduchę od wewnętrznej części. Będziemy musieli się starać być cicho. Ale jak pozamykamy drzwi nie będzie nic słychać. Tu zrobimy ostatnie zniszczenia. Co z podpalaniem zobaczymy na końcu? Zależy, jak nam pójdzie. - Racja. Tak zrobimy – powiedział Spyra. - No nie wiem – zaoponował Jareczek. – Może lepiej od razu podpalić? - Nie trzymamy się pierwotnego planu – zakończył Spyra. – Idziemy do toalety. Spyrkowski poszedł pierwszy. Otworzyli drzwi do łazienki i weszli z kijami przygotowanymi do niszczenia. Zapalił…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%