Komedia · 7 min czytania
American Zombie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Horda wygłodniałych, gnijących zombie maszerowała ulicami. Z potępieńczym jękiem wchłaniała niedobitki populacji miasta w swoje gnijące trzewia. Ludzie uciekali z krzykiem, niektórzy, posiadający broń, usiłowali się bronić, ale ostatecznie i tak kolejno byli wcielani do "armii". Ludzkość stała na progu zagłady.
W innym mieście, już całkowicie opanowanym przez zombie, Charlie właśnie grał w squasha ze swoim kolegą, Tomem. Charlie, podobnie jak Tom i reszta społeczności miasta, był zombie. Był dobrym obywatelem, Gnił Jak Należy, czasem wyruszał na Marsz Z Hordą by pustoszyć ludzkie miasta, jeśli natrafił na człowieka potrafił przekonująco Jęczeć Niczym Pomiot Piekieł, potem Powalić Go Na Ziemię, a nawet Pożreć Jego Mózg. Charlie był dobrym zombie. Odbita przez Toma piłka przeleciała ze świstem obok głowy Charliego, odbiła się przeciwległej ściany, pomknęła spowrotem, ugodziła Charliego w przegniłe plecy, przebiła się przez nie na wysokości żołądka, spowolniona wypadła w drugiej strony, wylądowała na podłodze i potoczyła się pod nogi zanoszącego się rubasznym śmiechem Toma. - Stary, spójrz na dół! To chyba twoje jelita! Charlie spojrzał na niego z irytacją. - To takie śmieszne, tak? A co ty na to... - rzucił w Toma swoją rakietą do squasha - ...żeby z piersi wystawał ci kawał drewna? Tom przestał się śmiać i spojrzał na niego z wyrzutem. - No wiesz co, Charlie, ja tylko żartowałem... Poszli obaj, jeden z rakietą do squasha wystającą z piersi, drugi ciągnąc za sobą jelita, do zdemolowanego hipermarketu. Siedziało tam kilkunastu stłoczonych przed telewizorem zombie. Oglądali wiadomości nadawane z ludzkiego studia przez świeżo założoną Niezależną Stację Zombie. - Główne siły Hordy przesuwają się z Hiszpanii do Portugalii, władze Zombie-Londynu we współpracy z Hordą przygotowują się do przejęcia portu i wstępnego utorowania drogi morskiej do Islandii.. - mówił z przejęciem spiker, martwy, na oko czterdziestoparoletni mężczyzna, pozbawiony lewego ramienia i prawej dłoni. Z jego głowy wystawał trzonek noża - pamiątka po człowieku, który naoglądał się zbyt dużo filmów pana Romero i był święcie przekonany, że zombie można zabić niszcząc jego mózg. Na szczęście była to nieprawda. Zombie można było się pozbyć tylko paląc jego lub jej ciało. Problem ludzi polegał na tym, że aby spalić zombie, najpierw trzeba go było złapać i unieruchomić, a to było trudne, gdyż zombie siłą znacznie przewyższały ludzi. Ludzie zaczęli więc konstruować nowoczesne miotacze ognia, posługiwali się granatami i innymi materiałami wybuchowymi, w samobójczych misjach podpalali siedziby zombie - lecz materiały wybuchowe były trudno dostępne, paliwo do miotaczy kończyło się, a przewaga liczebna żywych trupów była zbyt wielka. - No, no, nasi przyjaciele w Europie nieźle sobie radzą - powiedział z uznaniem Tom. - Słuchaj, Charlie, oglądałeś wiadomości rano? - Tak, a co? - Nie mówili czegoś o Kanadzie? W Toronto utknęła moja ciotka z grupą naszych, Wiesz, gnije już od paru miesięcy, stawy już nie te, ciężko jej się poruszać. Martwię się o nią, oby te ludzkie świnie jej nie dorwały... - Nie, stary, przykro mi, ale nie było żadnych wiadomości z…