Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 14 min czytania

Amor vincit omnia.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Amor vincit omnia.

Patrzyłem jak opat czytał w milczeniu pismo od biskupa. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zapewnie lata kontemplacji spowodowały zanik mięśni mimicznych - pomyślałem. Rozejrzałem się wokół. Moją uwagę zwrócił duży napis na ścianie: Congregatio Clericorum Regularioum Sancti Pauli. - Taaak - wyrwał mnie z zamyślenia głos opata. – Eminencja prosi abyśmy serdecznie zajęli się księdzem i udostępnili nasze zbiory do badań. - Szczególnie zależy mi na inkunabułach z XVIII wieku – wtrąciłem. – Zakon barnabitów jest mało znany w Polsce, a jego historia jeszcze mniej. To podniesie wartość mojej pracy doktorskiej. - Zgoda. Omówimy szczegóły w kapitularzu. Jestem Korneliusz. A teraz przedstawię księdzu brata Kleofasa, który do tej pory zajmował się naszą biblioteką. Jest bardzo sędziwy i dużo jeszcze pamięta, zapewnie będzie bardzo pomocny w tej sprawie. Chodźmy. Ruszyłem posłusznie za moim przewodnikiem. Mijając poszczególne korytarze odkrywałem piękno tego klasztoru. Białe ściany, pokryte patyną czasu, budowały aurę powagi i tajemniczości. Nieliczne blade freski, wzmacniały tę kompozycję próbując wprowadzić odrobinę zadumy. Otaczał mnie chłód. Fizyczny i duchowy. Poczułem się nagle bardzo samotny. Weszliśmy do dużego pokoju zapełnionego niezliczoną ilością książek. Były dosłownie wszędzie. Na wszechobecnych regałach, na podłodze i stołach. Ten widok wzbudził radość w moim sercu. - Bracie Kleofasie! – zawołał opat. – Kleofasie, gdzie jesteś !? W odpowiedzi usłyszeliśmy cichy pomruk. Zza sterty woluminów wyłonił się powoli krzepki staruszek w habicie. Z wyglądu mógł mieć blisko osiemdziesiąt lat, jednak jego wesołe oczy nadawały mu wyraz młodzieniaszka. - Tutaj, szefie – odpowiedział wesoło mnich. - Już się nigdy nie zmieni – powiedział cicho z wyrzutem opat. – Przedstawiam ci księdza Marka. Ksiądz zbiera materiały o naszym zgromadzeniu do swojej pracy naukowej. Proszę udostępnić mu wszystkie zbiory i służyć pomocą. Kleofas słuchał ciekawie nadstawiając lewe ucho. Jego uniesione brwi zwiastowały wielkie zaciekawienie. Chyba rzadko miewał tutaj gości. - Tak, szefie – odpowiedział brat-bibliotekarz. Potem spojrzał badawczo na mnie i dodał: - Pokażę księdzu nasze księgi i opowiem co nieco. Póki pamiętam. W oddali rozległ się głos bijącego dzwonu. - Już druga – powiedział opat – czas na posiłek. – Zapraszam do refektarza. - Dziękuję. Z miłą chęcią – odrzekłem i spojrzałem na nieobecnego duchem Kleofasa, który zdawał się stracić zainteresowanie naszym towarzystwem i znowu zatracił się w książkach. Opat Korneliusz podchwycił moje spojrzenie. Westchnął i powiedział znużonym głosem: - Kleofasie, obiad. Obiad! - A … , tak, tak. Obiad to dobra rzecz. Już idę. Wyszliśmy z pokoju i dostojnie podążaliśmy w głąb korytarza. - Czas ma tutaj pojęcie względne – wyjaśnił Korneliusz uprzedzając moje pytanie. – Po posiłku, zapraszam księdza na modlitwę na nonę. Później brat Euzebiusz pokaże księdzu jego celę. Nie mamy tutaj wygód, to nie jest najważniejsze. - Oczywiście – zgodziłem się. - Od godziny piątej do szóstej urzęduję w kapitularzu. Jeśli będziesz miał synu jakieś pytania, to z chęcią na nie odpowiem. Popatrzyłem w oczy opatowi. Chociaż znał mnie dopiero od kilku chwil, chyba zaczynałem zaskarbiać sobie jego sympatię. Nie zdążyłem odpowiedzieć. Weszliśmy do refektarza. Kilkunastu braci zakonnych siedziało przy długim stole. Ich uwaga była podzielona. Część z nich ciekawie patrzyło na moją osobę, natomiast pozostali wpatrywali się w dymiący talerz zupy stojący przed nimi. Wraz z błogosławieństwem opata rozpoczęliśmy przaśny posiłek. W tle słychać było tekst Pisma Świętego czytanego przez lektora.

*** Minęło kilka dni zanim przywykłem do życia zakonnego. Było bardzo uporządkowane. Modlitwy i codzienne zajęcia przeplatały się wzajemnie. Jedynym miejscem, gdzie mogłem pozwolić sobie na odrobinę wolności była klasztorna biblioteka. Odkrywałem stare inkunabuły, chłonąłem ich treść, robiłem notatki. To było to, co kochałem. Brat Kleofas okazał się być doskonałym kustoszem. Jego pamięć była nieomal tak obszerna jak zakonny księgozbiór. Oprócz cennych wskazówek naukowych, Kleofas wykładał mi regułę swojego zakonu, jego historię i podania. Legendy, które w ustach zakonnika czasami brzmiały bardzo rubasznie. Tego wieczoru kończyliśmy już pracę, kiedy na przypadkowo otwartej stronie księgi znalazłem dziwne zapisy. Cały margines strony zapełniony był ręcznym pismem, a obok odciśnięta była czerwona pieczęć. Spojrzałem dokładniej na pierwszą stronę księgi. Szybko przełożyłem tekst z łaciny. Wynikało z niego, że to był dziennik opactwa z XVIII wieku. Z zapisów wynikało, że jeden z ówczesnych zakonników, brat Bonifacy, nagle został karnie usunięty z zakonu i została nałożona na niego ekskomunika. To wydarzenie zapewnie nie było chlubą tego zgromadzenia. Zastanawiałem się jakie przewinienie popełnił ten człowiek. - Bracie Kleofasie – zapytałem podnosząc wzrok znad księgi. - Znasz dobrze historię zakonu. Kim był brat Bonifacy? - Kto? – odpowiedział pytaniem. - Bonifacy. Żył w tym klasztorze w XVIII wieku. Kleofas zastanawiał się przez chwilę. Patrzyłem jak jego wesoła twarz zastyga w grymasie. - Nie pamiętam – odpowiedział. Jednak nawet jego ton głosu mówił coś przeciwnego. - Z materiałów wynika, że brat Bonifacy był księgarzem. Musisz znać jego historię. Musiało być głośno o tym przypadku. - To nie był przypadek. To był człowiek. A zresztą nic nie wiem. Nie pytaj mnie więcej o niego. Jestem zmęczony. Odgłos dzwonu wzywał nas na posiłek do refektarza.

***

Przez kilka następnych spotkań nie poruszaliśmy tego tematu. Kleofas stał się bardziej milczący, co sprawiało mu widoczną trudność. Zauważyłem także podczas posiłków znaczące spojrzenia opata w kierunku Kleofasa. Nie miałem już wątpliwości. Próbowali ukryć jakąś tajemnicę. Zamierzchłe wydarzenie, które rzucało mroczny cień na całe zgromadzenie. Tego dnia myszkowałem pośród zakurzonych półek z księgami w rogu pokoju. Kleofas zmorzony grypą pozostał dzisiaj w łóżku, więc mogłem nieskrępowanie poddać się mojej pasji. W starych, pokrytych pyłem woluminach odnajdywałem nieco zatarte już ślady historii ludzi, którzy oddali swoje życie w służbę Bogu. Z czasem wiedziałem o nich coraz więcej. Co jedli i pili trzysta lat temu, czy też listy darczyńców klasztoru na przestrzeni wieków. Szczególnie duże kwoty znalazłem przy nazwisku hrabianki Klary Koniecpolskiej, jak z trudem odczytałem. Cyfry zapisane w dokumentach były dobrze widoczne, natomiast samo nazwisko ofiarodawczyni było niestarannie zalane atramentem. Dziwne – pomyślałem. Nagle jakiś cień mignął mi przed oczami. Podniosłem wzrok. Ujrzałem na częściowo zakrytej przez regały ścianie wyblakłe litery. Wzbudziło to moją ciekawość. Ostrożnie odsunąłem biblioteczkę. Przede mną ukazała się szara ściana z ledwo widoczną inskrypcją łacińską. Niech Pan przebaczy tym, którzy pobłądzili – przetłumaczyłem szeptem. Przyjrzałem się dokładniej murom. Tynk w owym miejscu był nierówny i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Amor vincit omnia. — czytnik · opowiadania