Fantasy · 6 min czytania
Amulet: Rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na następny dzień się wypogodziło. Słońce porządnie świeciło i tylko w cieniu dało się jakoś przetrwać dłuższy czas. Cedric, dwudziestoletni, wysoki chłopak właśnie spał na trawie zasłaniając się słomianym kapeluszem a obok niego wędka i wiadro do połowy zapełnione rybami. Mimo, że spokojnie starczyło by mu na kilka dni on zawsze wolał mieć więcej. Po chwili coś się złapało na haczyk. Cedric zerwał się i chwycił wędkę poczym zaczął zwijać linkę. Ku jego zdziwieniu poszło dosyć łatwo. Wyciągnął metalowy amulet ze smokiem. Chwycił się za kapelusz myśląc skąd takie coś było w rzece. Wszedł jeszcze na jej płytką część w poszukiwaniu czegoś jeszcze lecz nic nie znalazł. Schował dziwny amulet do kieszeni poczym wziął wiadro w jedną rękę a wędkę w drugą i poszedł do wioski. Wyszedł z lasu na drogę poczym na pięcie się obrócił tyłem do słońca i poszedł przed siebie. Dotarł do małej, drewnianej bramy. Strażnicy od razu go rozpoznali bo często chodził na ryby więc go bez większych ceregieli wpuścili. Szedł dalej przed siebie i skręcił w lewo wchodząc w mniejszą uliczkę. Jako, że wieś to była spokojna nigdzie jakiejś zadymy nie było. Po chodzeniu skomplikowanymi drogami dotarł do własnej chaty. Otworzył drzwi i zostawił wiadro oraz wędkę obok nich i rzucił słomiany kapelusz na wieszak lecz jak zwykle nie trafił. Podniósł go i powiesił poczym wyjął amulet z kieszeni. Przyglądając się mu zauważył małe rubiny w miejscu oczu i od razu go znowu schował do najgłębszej kieszeni. Może wieś była spokojna ale złodzieje wszędzie byli. Po spokojnie zjedzonym, dużym obiedzie na który oczywiście były ryby wziął swój słomiany kapelusz, sprawdził czy ma mieszek oraz tajemniczy amulet i ruszył do karczmy która była dumą tej wsi. Sprowadzane krasnoludzkie piwo cieszyło się tu popularnością jak i w okolicy. Znowu idąc krętą i skomplikowaną drogą doszedł do karczmy. Otworzył drzwi i zaczął przeciskać się przez tłum do lady trzymając ręce w kieszeni gdzie miał mieszek i amulet. Doszedł w końcu do lady i zamówił jedno piwo. Zapłacił i skierował się w cień gdzie było w miarę spokojnie ponieważ nie miał zamiaru pić tam gdzie co chwile ktoś go szturcha a nie raz to wywoływało bójki których wolał unikać. Usiadł się w cieniu i patrzył przez okno biorąc od czasu do czasu łyk piwa. Po drugim piwie do karczmy wszedł zakapturzony mężczyzna. Spode łba rozejrzał się dookoła i zaczął przepychać w najmniej zatłoczone miejsce. Miał facet pecha bo natrafił na Butcha. Strasznie napakowanego strażnika. -Hej!- wrzasnął –Uważaj gdzie leziesz! Nieznajomy chciał przejść ale Butch miał w zwyczaju nakopać komuś do tyłka raz na wieczór więc zagrodził mu…