Fantasy · 32 min czytania
AMULET Z MOYNIHAAN część 8
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ZNAK VAMPIRIUSA - ELISZKA I YANIK NA SZLAKU ZBŁĄKANYCH.
- Matti, co ci się stało? - to było pierwsze pytanie Yanika, kiedy już opuścili wieżę Reniferiona. Yanik nie mógł pojąć, jak z pewnego siebie Mattiego w kilka minut zrobił się mazgajowaty tchórz. Widok karlich szkieletów w piwniczce Reniferiona był wstrząsający, ale nie spodziewał się, że Mattiego po prostu zamuruje. Teraz szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię, ciągnąc za sobą wielką walizę. W walizce coś buszowało, szamotało się, słychać było przeraźliwe jęki i popiskiwania. Robale były głodne. Piekielnie głodne, ale Matti w ogóle nie zwracał na to uwagi. Musiało być z nim naprawdę bardzo źle. Nakarmienie robali to zawsze była najważniejsza rzecz dla Mattiego. - Matti, musimy się zatrzymać. Słyszysz, musimy się zatrzymać. Coś się dzieje z twoimi robalami! - Yanik próbował nakłonić chłopca do jakiegoś działania. - Stój! - krzyknął ponownie, bo Matti szedł bez żadnej reakcji, zupełnie jak lunatyk. Nagle zatrzymał się, zamrugał oczami i rozejrzał się dookoła. - Gdzie moja walizka? - zapytał. - Nareszcie! - ucieszył się Yanik. Nigdy nie przypuszczał, że ucieszy się na dźwięk głosu Mattiego. - Obudziłeś się! - Moje kochaniutkie! - Matti pochylił się nad walizką. - Moje słodkie robaczki! - przemawiał do walizki. - Tatuś zaraz was nakarmi - to mówiąc otworzył walizkę i zaczął po kolei wyjmować słoje z owadami. - No już uspokójcie się - odkręcał po kolei słój za słojem. Owady zaczęły wypełzać, wyfruwać jeden za drugim, ustawiając się w karnych szeregach. Po chwili w kilku równych rzędach stały przed nimi nocne motyle, wyłupiastookie nibyważki, oślizgłe, włochate gąsienice i innej maści owadzie żyjątka. Wszystkie nagle jak na rozkaz rozdziawiły pyszczki (to owady mają pyszczki? - zdziwił się Yanik) i najwyraźniej czekały, aż im coś wpadnie. Obudzony z transu Matti z wielką energią zaczął kolejno sypać im do pyszczków jakiś niebieskawy proszek, który wyjmował z lnianego woreczka. Tylko czarne ćmy z trupią główką dostały coś innego - wyglądało to zupełnie jak suszone, włochate gąsienice. Zupełnie podobne do tych, które stały tuż obok w szeregu. - Co to jest? Czym karmisz czarne ćmy? - zainteresował się Yanik. - To czipsy z włochatych gąsienic. - powiedział Matti. - Wyglądają zupełnie jak te obok .... - dziwił się dalej Yanik. - Bo to są TE SAME. - zniecierpliwił się Matti - Tylko suszone. Yanik wzdrygnął się z obrzydzenia. No i ze strachu. Te nocne ćmy nie podobały mu się. Chociaż uratowały ich przed Krettem, jakoś nie potrafił okazać im wdzięczności. Prawdę mówiąc, wolałby nigdy ich nie oglądać. Odwrócił głowę i poczekał, aż Matti skończy karmić swój zwierzyniec. Sam w tym czasie zajął się Hagiem. Pogładził psa po grzbiecie i wyjął z jego splątanej sierści kilka rzepów. Musiały się tam dostać, kiedy Hag buszował po ogrodzie Reniferiona. Kulki rzepów przyczepiły mu się do dłoni. Były trochę większe, niż pospolite rzepy, miały dłuższe kolce, a jeden z nich wbił się chłopcu w serdeczny palec. Próbował do wyciągnąć - zabolało. - Auu - syknął Yanik. Kolec nie chciał wyjść. Spróbował jeszcze raz .Szarpnął. Palec mocno krwawił. Odruchowo sięgnął do torby po jakąś chusteczkę. Zakrwawiona dłoń musnęła znajdującą się w torbie białą księgę. I... stało się coś dziwnego... Z wnętrza torby wybuchła światłość. Niesamowita, bladoróżowa światłość, która wydawała się Yanikowi znajoma. Biała księga ożyła...Zaszeleściła bielą kartek, okładki rozłożyły się, księga przemówiła ... "Choć do mnie...Choć do mnie... choć do mnie..." . Yanik patrzył jak zaczarowany. Ujął księgę w dłonie. Przyjrzał się uważniej. Śmugi światła wydostawały się gdzieś ze środka. Otworzył - światło rozbłysło jeszcze intensywniej. "Brama..." - kołatało gdzieś w głowie Yanika. "Brama..." "Brama do Moynihaan" . Zrozumiał, że musi w nią wejść. Ujął w dłoń wiszący na szyi amulet, drugą rękę położył na otwartej księdze i zamknął oczy. Poczuł delikatne ciepło, po chwili zrobiło mu się gorąco. Nagle jakiś wir wciągnął go do środka. Próbował otworzyć oczy, ale nie mógł. Pod zamkniętymi powiekami zaczęły pojawiać się jakieś dziwne obrazy. Najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, aż zakręciło mu się w głowie. Obrazy były bardzo kolorowe, nasycone tak wyrazistymi barwami, że niektórych kolorów Yanik nawet nie umiałby nazwać. Wszystkie te kolory wirowały, tańczyły, podskakiwały i - miała wrażenie, że prawie wylewały się spod powiek. Potem wydawało mu się, że zaczyna wirować i podskakiwać w środku tych barw, razem z nimi, coraz szybciej i szybciej, coraz wyżej i wyżej! Było tak, jakby wpadł do jakiejś olbrzymiej pralki napełnionej gęstą farbą, wiadrami gęstej i niezwykle kolorowej farby. Barwy go oblepiły, otoczyły, migotały i drżały na wietrze. Ach, co za uczucie! Ach, żeby tak otworzyć oczy, mógłby zobaczyć więcej, więcej! Ale oczy za nic nie dały się otworzyć. Za to robiło się coraz jaśniej i jaśniej, coraz bielej, barwy powoli blakły, bielały, aż stały się całkiem białe. Potem poczuł przeraźliwe zimno. Otworzył oczy. Leżał na czymś twardym i zimnym. Bardzo zimnym. Podniósł głowę - dookoła ciągnęła się bezkresna, płaska, przeraźliwie biała równina. Aż po horyzont. Z każdej strony było biało i pusto. Nie było na czym zwiesić oka. Nawet najmarniejszej gałązki, pyłku, ziarenka piasku, załamania światła. Nic, tylko biel. I zimno. To był śnieg. Lód i śnieg. Znajdował się na pustyni Kaloen. W samym środku śnieżnej pustyni. Mattiego i Haga nie było. Musieli zostać ... No właśnie, gdzie zostali?... Yanik był sam pośrodku bezkresnej bieli. Nie miał nic ze sobą - trzymał tylko kurczowo w dłoniach białą książkę. Ogarnął go strach. Nagle zatęsknił za Mattim. Nigdy nie przypuszczał, że będzie mu go brakowało. Usiadł i zaczął myśleć. Zastanowił go, jak się tu znalazł. Dziwna podróż w kosmicznych barwach... Zna to uczucie. Już kiedyś tak podróżował. Chyba z Eliszką... Tak, z Eliszką do Miasta Wygnańców!... - Cześć! - usłyszał za plecami szczebiotliwe powitanie. Odwrócił się - za nim, na obłoku śniegu, stała Eliszka! - Co tu robisz? - Potrzebowałeś mnie, więc jestem. - Wcale cię nie wołałem - odpowiedział z niechęcią. Chyba nie lubił Eliszki. Nie rozumiał tego entuzjazmu, z jakim Yonika opowiadała o przyjaciółce. Eliszka była stuknięta. Tak uważał i już. - Potrzebujesz pomocy, to jasne jak słońce. Spójrz wokół - zachichotała, zataczając obydwiema rękami krąg - Śnieg, śnieg, śnieg. Tylko śnieg, góry śniegu! I niczego, na czym można by zaczepić oko! Zginiesz tutaj bez mojej pomocy. Musisz to przyznać! A ja chętnie ci pomogę! - uśmiechała się złośliwie, patrząc Yanikowi prosto w oczy. Musiał przyznać jej rację, chociaż przyszło mu to z wielkim trudem. - W takim razie zrób coś, żebyśmy wrócili do Dzikiego Lasu. Zostawiłem tam torbę z mapą Kaloen. Bez niej nie mam tu czego szukać. Muszę po nią wrócić. I po Haga. I po ... Mattiego. - dodał po chwili. Eliszka patrzyła na niego trochę drwiąco. "Ten zagubiony chłopczyk ma być nadzieją Moynihaan ..." - pomyślała. "Czarno to widzę. Gordon Vampirius zgniecie go w palcach jak pyłek. Zetrze go na proch. Nie rozumiem Astronemusa..." - Obudź się ! - usłyszała zdenerwowany głos Yanika. - Skoro masz mi pomóc, zrób coś! "Nie jest zbyt dobrze wychowany" - pomyślała Eliszka. Spojrzała na chłopca z politowaniem, po czym przyciągnęła go do siebie. Yanik poczuł znajome mrowienie i delikatne łaskotanie. Wyciągnął dłonie przed siebie i napotkał ścianę. Znajdowali się w magicznej kuli! - Eliszko, to kula Yoniki! - Tak, pożyczyła mi ją! - Ale przecież Yonikę porwano! Jak ... jak mogła pożyczyć ci kulę? - Zapytałam ją - odpowiedziała rezolutnie Eliszka. - Jak to ... zapytałaś ją? To ty wiesz, gdzie ona jest? - Wiem, nawet się z nią widziałam. Często ją odwiedzam. Prawie codziennie. - Ale... wszyscy się o nią martwią, szukają... A ty tak po prostu ją sobie odwiedzasz i nawet nie powiesz, gdzie ona jest? Dlaczego jeszcze nie wróciła do domu? - Niestety Yaniku, tego właśnie nie wiem. Ilekroć do niej wracam, długo szukam drogi. Za każdym razem błądzę. W końcu jednak udaje mi się wrócić. Nie wiem, jak to się dzieje, ale w końcu ją odnajduję. Potrzebuje mnie i muszę przy niej być. - Ale... przecież to można jakoś ustalić! Skoro tam byłaś, to umiałabyś opisać miejsce, w którym się znajduje! - Nic nie pamiętam. Zupełnie jakby przebywała w jakiejś czarnej dziurze. Tylko... czasem, kiedy tak długo błądzę, spotykam jakieś cienie... Wyglądają dziwnie, jak... jak przezroczyści ludzie...... Ludzkie miniaturki, bo są dużo mniejsi niż my... - Szlak Zbłąkanych! Trafiłaś na Szlak Zbłąkanych! - Co to takiego? - Jeszcze nie wiem, ale to bardzo cenna informacja... Muszę wrócić po mapę! - Jaką mapę? - Mam mapę Kaloen! Jeśli trafiłaś na Szlak Zbłąkanych, to może Yonika jest gdzieś blisko! Jeśli będę miał mapę, na pewno odnajdziemy Yonikę! Eliszko, musisz tu na mnie zaczekać! - Tutaj? Czyli gdzie? Nie mam pojęcia, gdzie jestem! A ty ... - zastanowiła się przez chwilę - Właśnie, skąd Ty się tu wziąłeś? - Ja też nie wiem, jak tu trafiłem...Wydaje mi się, że to przez tą książkę ... - wskazał na trzymaną w dłoni białą książkę z plamką krwi. - Ach, to biała księga Astronemusa! - krzyknęła Eliszka. - - Znasz tą księgę? - zainteresował się Yanik. - Eeee.... tak widziałam ją kilka razy u Astronemusa. Wiem, że ma niezwykłą moc. To magiczna księga moynihańczyków. Gorgon Vampirius poświęci wszystko, żeby ją odnaleźć i zniszczyć. Chyba już wiem, jak się tu znalazłeś - dodała, wskazując palcem na plamkę krwi na białej karcie księgi. - Widzisz? Legenda mówi, że magia księgi ujawni się tylko temu, kto ma królewską krew. Eliszka patrzyła na Yanika z podziwem. A więc jednak Yonika miała rację! Ten chłopiec jest nadzieją Moynihaan. Przepowiednia spełni się! Ach, gdyby był trochę lepiej wychowany! - Ja mam królewską krew? To jakaś pomyłka! Jestem zwykłym chłopcem z Korndeile, synem Franssta i Keyli Ryfkinów. O ile mi wiadomo, moi rodzice nigdy nie byli królami! Eliszko, mylisz się! - Ja mogłabym się mylić, ale biała księga nigdy. Skoro przeniosła cię tutaj, do Kaloen, to musisz być ty. Wierz mi, nikomu innemu nie ujawniłaby swojej magicznej mocy. Królewska krew ... Tylko kropla prawdziwie królewskiej krwi ujawnia niezwykłą moc księgi... - Astronemus o tym nie wspominał... Helodora też nic o tym nie mówiła... - Yanik przypominał sobie wizytę u kantończyków i spotkanie z dziwną wróżką Helodorą. - Ach, Helodora! Ona dba tylko o swoje nietoperze! -westchnęła z oburzeniem w głosie Eliszka. - To od niej dowiedziałem się o porwaniu Yoniki! Miała mi pomóc w rozwiązaniu zagadki księgi! - Ach, cała Helodora! Pierwsza roznosi plotki! Można się było tego po niej spodziewać! - Nie rozumiem? Jakie plotki? ....... Przecież Yonika naprawdę została porwana! - No ... nie wiem, tego tak dokładnie nie wiadomo... Wiadomo, że zniknęła... Ale wieści o porwaniu nie są jeszcze potwierdzone... - Co ty mówisz, Eliszko! - No taaak.... - Eliszka plotła trzy po trzy. Tak przynajmniej zdawało się Yanikowi. Patrzył na nią z niedowierzaniem. Gadała jakieś bzdury, a przy tym zachowywała się bardzo dziwnie. Najpierw bardzo mocno mrugała do niego prawym okiem, a zaraz potem to samo zaczęła robić z lewym. Po chwili przyłożyła palec wskazujący do ust, które złożyła w trąbkę. Yanik nic a nic z tego nie rozumiał. Ta dziewczyna oszalała! Twierdził, że jest stuknięta i wygląda na to, że miał rację. Co ona plecie? - Eliszka nie przestawała mrugać. W końcu, zniecierpliwiona, zakryła Yanikowi usta dłonią. - Milcz! - rzuciła krótko. Była naprawdę bardzo rozzłoszczona. Dopiero teraz Yanik zrozumiał jej dziwne zachowanie. Nie chciała, żeby dłużej rozmawiali o Yonice. Coś ją zaniepokoiło. Rozejrzał się. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, rozciągała się biała, bezkresna równina. Nikogo nie zauważył. Byli sami na środku śnieżnej bieli. Dziwna dziewczyna! Po chwili jednak przypadkiem spojrzał na wiszący na szyi amulet. Kamień świecił bladoróżowym blaskiem. Tym razem jednak światło nie było takie jak zwykle. Było brudne, zmącone jakimś niewidzialnym pyłem, różowa poświata szarzała. Amulet wyraźnie ostrzegał ich przed jakimś niebezpieczeństwem. Eliszka nadal trzymała palec na ustach i czujnym wzrokiem wpatrywała się w kamień. - Mag Vampirus .... - wyszeptała nagle bardzo cicho, prawie nie poruszając ustami. - Znalazł nas... Wie, że tu jesteśmy ... - mówiła to prawie bezgłośnie, patrząc Yanikowi prosto w oczy. - Vampirius?.... - Yanik wyszeptał imię Maga prawie bezwiednie. - Znalazł nas? Jak? - pytał dalej, wiedziony strachem widocznym w oczach dziewczynki. - Ciiii ... Ciszej ... - skarciła go Eliszka. Podeszła do chłopca, sięgając ręką w stronę wiszącego na szyi amuletu. Zamknęła kamień w dłoni. Szaroróżowa poświata na chwilę zgasła, by powrócić czerwoną łuną. Czerwone światło prześlizgiwało się pomiędzy ściśniętymi palcami dziewczynki. - Musimy uciekać - powiedziała szybko. - Mamy niewiele czasu. Przygotuj księgę! To nasza jedyna szansa. Spiesz się! Yanik otworzył białą księgę. Potrzebna był jeszcze tylko kropla jego krwi. Próbował skaleczyć się w palec, ale nie miał przy sobie nic ostrego. Zrezygnowany rozejrzał się wokół, ale nie znalazł nic, czym mógłby upuścić sobie trochę krwi. Zniecierpliwiona dziewczynka złapała go gwałtownym ruchem za rękę, którą przybliżyła do amuletu. Na chwilę otworzyła dłoń, w której ściskała kamień. Czerwona łuna rozlała się krwawym światłem na śnieżnej bieli. Eliszka dotknęła dłoni chłopca kamieniem, po czym na powrót zamknęła go w dłoni. Yanik poczuł piekący, rozdzierający ból. Ręka paliła go żywym ogniem, jednak po kilku sekundach ból minął. Na serdecznym palcu pojawiła się jedna kropla krwi, która spłynęła na białe stronice księgi. Biała księga znów ożyła. Wołała cichym echem z oddali : "Chodźcie do mnie, chodźcie do mnie..." . Poczuli delikatne ciepło. Nagle jakiś wir wciągnął ich do środka. Pod zamkniętymi powiekami zaczęły pojawiać się jakieś dziwne obrazy. Najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, aż zakręciło im się w głowie. Obrazy były bardzo kolorowe, nasycone wyrazistymi barwami. Wszystkie te kolory wirowały, tańczyły, podskakiwały. Potem zaczęli wirować i podskakiwać w środku tych barw, razem z nimi, coraz szybciej i szybciej, coraz wyżej i wyżej! Barwy ich oblepiły, otoczyły, migotały i drżały na wietrze. Po chwili barwy zaczęły blaknąć, szarzeć, czernieć, aż stały się zupełnie czarne. Ogarnął ich spokój i mrok. Leżeli obok siebie na czymś bardzo niewygodnym. Eliszka wciąż trzymała amulet w zaciśniętej dłoni. Z oddali nadciągała w ich stronę armia małych, drżących światełek. To małe świetliki z Miasta Wygnańców! Byli w Zaczarowanym Jeziorze! Leżeli, zdaje się, na kupce kamieni wróżki Meteory! Usiedli obydwoje, rozglądając się wokół. Świetlików było coraz więcej, mrok rozrzedzał się. Yanik spojrzał na amulet. Czerwona poświata zbladła, by po chwili zupełnie zniknąć. W tym momencie Eliszka puściła kamień. W zagłębieniu dłoni przyjaciółki chłopiec zobaczył wypalony znak. Jego nozdrza wyczuły przykrą woń palonej skóry. Jak to musiało boleć! Znak pulsował, brzegi rany jeszcze dymiły. Znamię miało kształt niby smoczej głowy o groźnym, mrocznym obliczu. - Vampiria! - wyszeptała Eliszka. - Głowa Vampirii! - Co to jest?! - krzyknął z przerażeniem Yanik. - Co to jest?! - Vampirie to demony, które strzegą spokoju Maga Vampirusa. Nie odstępują go na krok. To straszne, wężogłowe harpie o mocarnych skrzydłach i uzbrojonych w olbrzymie pazury szponach. Vamipria jest symbolem mocy Maga Gorgona Vampiriusa. To krew z jego krwi. To znamię to znak potęgi i władzy Maga Vampiriusa nad nami. On tu jest.... W każdej minucie naszego życia, w każdym miejscu, w którym przebywamy... On tu jest... Jest obok ... Amulet... to amulet ... - szept Eliszki cichł,…