Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Amy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Amy miała 16 lat. Była bardzo buntownicza, nieufna i zamknięta w sobie. Lodowate, szaro-błękitne oczy skrywały nieprzeniknione tajemnice jej wnętrza. Czarne, długie do pasa włosy najczęściej były rozpuszczone. Amy była typem samotnika. Nie miała przyjaciół, a do rodziców nie miała zaufania. Był właśnie przeddzień wielkiego balu na zakończenie 3 klasy gimnazjum, do której chodziła Amy. Wszystkim dziewczynom udzielało się podekscytowanie i nie mogły przestać rozmawiać o swoich kreacjach na ten wyjątkowy wieczór. Była pomiędzy nimi Caroline, dominująca wśród innych i najbardziej dokuczająca. -Hej, Amy! A ty w czym pójdziesz na bal?- spytała widząc ją.- Może w jednej z tych twoich śmiesznych i przestarzałych sukienek?- reszta dziewczyn wybuchłą śmiechem. Amy miała bardzo oryginalny i odmienny gust. Uwielbiała styl gotycki i była z tego dumna. Nie lubiła wdawać się w bezsensowne dyskusje z Caroline, więc przeszła obok niej milcząc. -Amy!- zawołała za nią.- Już wiem kim będziesz w przyszłości. Na całym świecie ogłoszą, że mają żywe potwierdzenie istnienia rasy pozaziemskiej. Będziesz siedziała całymi dniami w muzeum jako kosmita, bo dużo ci nie brakuje.- Caroline nie mogła powstrzymać śmiechu. Dla Amy tego było już z a wiele. -Przestań, Caroline! A może jesteś zazdrosna? No wiesz, o moją niezależność. Bo przecież taka dziewczyna jak ty jest pewnie pod stałą kontrolą rodziców. Mamusia dzwoni do ciebie co pięć minut i pyta, jak jej córeczka się czuje.- ostatnie zdanie Amy specjalnie wypowiedziała udając głos nazbyt troskliwej mamy. -Ty jesteś niezależna?- znów się zaśmiała, a w jej ślady poszła cała klasa, która zebrała się wokół dziewczyn. Amy nie mogła już wytrzymać. Ruszyła w stronę Caroline. Spojrzała jej w oczy i uderzyła pięścią w twarz. Dziewczyna upadła, a Amy wybiegła ze szkoły. To już czwarty raz w ciągu tego semestru, kiedy użyła siły. Przecież obiecywałam sobie, że więcej nikogo nie uderzę, mówiła w duchu. Złość i rozpacz paliły się w niej jednocześnie. Dlaczego nikt mnie nie rozumie? Dlaczego rodzice udają, że nic się nie stało, gdy są wzywani do szkoły? Dlaczego ten świat musi być taki okrutny i niesprawiedliwy? Muszę gdzieś odpocząć, szeptała w myślach. Po pół godziny była już przy lesie, który znajdował się na skraju lasu. Amy pragnęła być jak najdalej od ludzi. Przeszła ścieżką kilkanaście metrów i znalazła się na małej polanie. Lubiła to miejsce. Mogła zebrać tu myśli, uspokoić się. Na skraju znajdowało się urwisko, a w dole płynęła rwąca rzeka. Amy usiadła przy wielkiej sośnie, rosnącej tuż przy krańcu i popatrzyła w dół. Przez chwilę poczuła się wolna. Zamknęła oczy i zapomniała o wszystkim wdychając świeże powietrze… Była już całkiem odprężona, gdy mały ptaszek usiadł na drzewie i zaczął śpiewać. Otworzyła oczy i poszukała go wzrokiem. Był taki śliczny. Miał okrągły, grubiutki, żółty brzuszek i wyglądał słodko. Przede wszystkim jednak był wolny i cieszył się życiem. Amy poszukała w plecaku pożółkłej już kartki. Wyciągnęła ją i zaczęła czytać: Drodzy Rodzice. Nigdy nie zaznałam od was miłości. Niestety… Nie potrafię odnaleźć się w tym świecie, a przecież się w nim urodziła. Ciągle zdaje mi się jednak, że nie jestem człowiekiem. Może o czymś nie wiem? Nawet jeśli to i tak się o ty nie dowiem. Dlaczego? Bo nie wrócę do was, a wy mnie nie znajdziecie. Uciekam, ale nie dlatego, że was nie kocham, lecz dlatego, że musze znaleźć sens mojego życia. Nie myślcie, że jestem pod wpływem narkotyków. Lepiej się przyznajcie, że nigdy mnie nie kochaliście! Wszyscy ludzie są tacy sami. Nienawidzę ludzi, ich braku uczuć i chęci władzy. Żegnajcie i nie próbujcie mnie szukać. P.S. Kocham was. Amy

Pamiętała dobrze, kiedy napisała ten list. Była wtedy bardzo przygnębiona i potrzebowała swoich rodziców, ale oni wtedy byli bardzo zapracowani. Chciała uciec, a w głębi wierzyła, że jest elfem. Teraz się śmiała ze swojej dziecinności, chociaż niektóre sprawy pozostały bez zmian. Tak, rodzice nadal mnie nie widzą, pomyślała w duchu. Schowała list do plecaka. Wstała i ruszyła w głąb lasu. Rzadko tam chodziła. Szła już dość długo, gdy spostrzegła jakąś jaskinię. Nie widziałam jej przedtem, powiedziała w myślach. Weszła do niej zaciekawiona. W jaskini stała płaska skała, a na niej miska pełna srebrzystej wody. Amy ostrożnie pochyliła się nad nią. Nikt nie wie, co tam zobaczyła. Ale

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Amy — czytnik · opowiadania