Duchy · 6 min czytania
Ana i Carter, czyli czarodziejka i duch.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 4 ,,Carter wyjawia jak stał się duchem" Piątek 30.05.2007
Obudziłam się na moim łóżku. Kiedy chciałam wstać nastał mnie przeszywający ból głowy, ale nie bolała mnie tak zwyczajnie, po prostu czułam się jakbym wczoraj dostała w głowę czymś twardym. Dotknęłam ręką moją głowę i poczułam bandaż wokół niej. Z trudem podniosłam się i zobaczyłam siedzącego obok mnie Cartera. Carter znów był biały jak kreda, stał przy krześle a kiedy zobaczył że już nie śpię, przeszedł przez to krzesło jakby w ogóle tu nie stało. - O śpiąca królewna się obudziła - zaśmiał się. Nie odwzajemniłam uśmiechu bo nadal nie rozumiałam co wczoraj się wydarzyło. Pamiętałam tylko że wczoraj podczas gdy próbowałam przywołać do siebie sok wylałam go na Johanne. - Co się wczoraj wydarzyło? - zapytałam i nie spojrzałam na Cartera. Westchnął, przez 5 minut nic się nie odzywał, tak samo jak ja. - Wczoraj dużo się działo, wylałaś sok na Johanne, Bella i Hannah próbowały ze mną flirtować, no ale kiedy wychodziliśmy ,,ktoś" rzucił w ciebie kamieniem i to nie takim małym. Chciałem zabrać cię do szpitala, ale musiałbym powiadomić twoich rodziców a tego byś raczej ni chciała - powiedział. W sumie nie przypominałam sobie o tym żeby Hannah i Bella flirtowały z Carterem, ale mniejsza z tym. Jak ktoś mógł rzucić we mnie kamienie, przecież nic wczoraj nikomu nie zrobiłam, no z wyjątkiem Johanny. Aaa a może to ona, może to wczoraj ona zakradła się za krzakami i rzuciła we mnie kamieniem, w końcu mówiła coś wczoraj że to na pewno moje sprawka. Najbardziej cieszyłam się z tego że Carter nie powiedział moim rodzicom o tym. Zresztą i tak ich by to mało obchodziło. Nagle przypomniałam sobie że Carter zaakcentował słowo ,,ktoś" kiedy mówił mi o tym że dostałam kamieniem w głowę. - A Jason wie? - zapytałam po chwili. - Nie, a mam mu powiedzieć? - odpowiedział. - Nie wiem, może lepiej będzie jak mu nie powiesz, jest ode mnie młodszy za zachowuję się jak starszy brat, zaraz powie rodzicom. - Wiesz od kiedy ty się pojawiłeś to sporo dni upuściłam - zaśmiałam się. - Oj tam, to raptem tylko dwa dni.
Sobota 07.06.2007
Przez ten tydzień, no i jeden dzień Carter bardzo dużo mi pomógł i nauczył sporo zaklęć. Mimo tego że od razu po normalnych szkolnych lekcjach musiałam uczyć się jeszcze 6 godzin dziennie zaklęć podstawowych, nie czułam się wyczerpana i zmęczona wręcz przeciwnie. Była tak około 12:00, wczoraj zadzwoniła do mnie Sara i poprosiła o wspólne zakupy, zgodziłam się. Kiedy szykowałam się do wyjścia na miasto pojawiał się Carter. - Gdzie idziesz? - zapytał. - Gdzieś, oj Carter weź daj spokój. Cały tydzień ćwiczeń, może ja też chcę choć raz wyjść na zakupy z przyjaciółką - odpowiedziałam znudzona. - Ja się tylko zapytałem. Ana, ale jak wrócisz to poćwiczymy