Horror · 5 min czytania
Anabel
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jeżeli idziesz pustą, ciemną ulicą, na co zwracasz uwagę? Patrzysz na mijane przez siebie budynki, które dziwnym sposobem zdają się chylić ku Tobie, jakby chciały utworzyć tunel, którego końca nie widać. A może skupiasz swoją uwagę na każdym z ciemnych zaułków, które mijasz? Możliwe. Ale to byłbyś Ty, nie Ona, dumnie krocząca przed siebie ciemnowłosa piękność, przyodziana w czarną suknię, żywcem wyjętą z baroku, powiewającą za nią jak zjawa z najmroczniejszych koszmarów. Onyksowe oczy damy skupione były na kocich łbach, po których szła, stawiając każdy krok tak pewnie, jakby chciała obwieścić wszystkim w okolicy, że przemierza tą drogę i powinni mieć to na uwadze. Spotykając się z nią, napewno zwróciłbyś uwagę na harde, pewne siebie spojrzenie, specyficzny ubiór, ale przede wszystkim na katanę, którą trzymała w prawej dłoni. Patrzałbyś na nią nie tylko dlatego, że niesie za sobą śmierć. Główym powodem była jej specyficzność. Czy ktoś wiedział czerwone ostrze? Nie. A może jednak tak, tylko nie zdążył nikomu o tym powiedzieć? W końcu... Jak opowiadać o czymś, co przebiło się przez Twe wnętrze, odbierając życie? W towarzystwie charakterystycznego zapachu i naelektryzowanego powietrza, unoszącego delikatnie pojedyńce ciemne włosy kobiety, szła burza. Nadejście jej było jednak najlepiej widoczne na twarzy ciemnowłosej. Delikatne rysy osoby, wychodzącej z wieku nastoletniego, aby wkroczyć w dorosłość. Były naciągnięte, jakby wyidealizowane. Krwiście czerwone usta, roząciągnięte teraz w przerażającej parodii uśmiechu kontrastowały z jej jasną cerą tak, jak jasność grzomtu z czarną nocą. Jak miłość z nienawiścią. Jasność i ciemność. Zwolniła kroku, zaciągając się mocno powietrzem, mrużąc przy tym oczy. Wyglądała na osobę, która właśnie uświadomiła sobie, że droga, którą kroczy jest jej znana z dzieciństwa. Wolnym, pełnym spokoju ruchem schowała miecz samurajski do pochwy, która trwała przczepiona do czarnego, szerokiego paska, opaltającego jej talię, przysłaniającego gorset. – Idę do was – szepnęła cicho, jakby w obawie, że zostanie usłyszana przez kogokolwiek innego niż sziebie. Grube krople wody zaczęły padać obficie, mocząc jej suknię, psując i