Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 39 min czytania

ANASTAZJA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwunastoletnia Anastazja położyła się spać. Z całkowitą obojętnością zrzucając z łóżka stertę komiksów i pilot od telewizora. Był jeszcze środek dnia, ale nie czuła się najlepiej. Oprócz strasznego bólu głowy dręczyła ją nieuzasadniona atmosfera niepokoju, jak gdyby na jej życie zaraz miało spłynąć katastrofalne nieszczęście. Mimo tych złych przeczuć zasnęła prawie od razu. Przyśnił się jej dziwny sen. Była noc, a ona szła ulicą, gdzie mimo późnej pory znajdowało się mnóstwo istot. Nie byli to jednak ludzie. Trochę ich przypominali, ale niektórzy mieli kilka par oczu, lub dodatkowe ręce. Co ciekawe, Anastazja w ogóle nie zwracała uwagi ani na nich, ani na fakt, że na granatowym niebie, oprócz tysięcy gwiazd, znajdowało się jeszcze dwanaście księżyców, a gdzieś nad horyzontem właśnie wschodził trzynasty. Otaczające ją budynki nie przypominały żadnej znanej w świecie architektury, tak samo jak ubiory tubylców. Ona sama była ubrana w czarną pelerynę z dużym kapturem. To wszystko było jednak nieważne. Cała jej uwaga była skupiona wyłącznie na jednym punkcie, a ściślej rzecz biorąc na dwóch. Byli to dwaj mężczyźni, którzy wyraźnie czegoś szukali. Anastazja wiedziała, że szukają jej. Chciała żeby ich spotkanie odbyło się jak najszybciej. Nie mogła się już go doczekać. Wiedziała jednak, że musi jeszcze chwilę wytrwać... Anastazję obudziły jakieś głosy dobiegające z sąsiedniego pokoju. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć co jej się śniło, ale szybko jej uwaga skierowała się w stronę odgłosów. Brzmiało to jak śmiech i wesołe rozmowy. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, bo pokój należał do jej dwóch młodszych braci - sześcioletniego Alistera oraz ośmioletniego Alvina, ale oprócz tych dwóch głosów Anastazja wyróżniła jeszcze trzeci, którego nie znała. Wstała z łóżka i weszła do pokoju obok. Jej młodsi bracia śmiali się i bawili w najlepsze z... jakimś nie znanym jej mężczyzną! - Kim pan jest? – spytała zaskoczona Anastazja. W tym momencie stało się coś dziwnego. Mężczyzna spojrzał jej prosto w oczy i nagle, Anastazja poczuła się bardzo dziwnie... Oczywiście! To przecież ich wujek. Anastazja zawiesiła się na jego szyi. Była bardzo szczęśliwa. - Wujku! Tak dawno się nie widzieliśmy! – krzyknęła z radości. Potem usiadła na krześle naprzeciwko niego. Patrzyła jak pokazuje jej braciom magiczne sztuczki. Chłopcy śmiali się i bawili oglądając, jak z wielką zręcznością kruczowłosy mężczyzna tasuję talię kart... Nagle jedna z nich upadła na podłogę. Anastazja podniosła asa pik... - Proszę... Chciała nazwać swojego wujka po imieniu, ale nagle odkryła, że nie wie jak on się nazywa. Zamarła z przerażeniem patrząc jak mężczyzna wyjmuje jej z ręki asa pik i z uśmiechem mówi „dziękuje”. Wujek...? Czy ona go w ogóle znała? Anastazja zaczęła myśleć gorączkowo. Jeszcze chwilę temu tak samo jak jej młodsi bracia była przekonana, że doskonale zna tego człowieka. Teraz nie była pewna. Spróbowała sobie przypomnieć jakieś wspomnienie z nim związane... Nie potrafiła. Nagle poczuła ogromny strach. Co się z nią działo? Czuła się jak we śnie, gdzie możliwe są nawet rzeczy sprzeczne z logiką. Rzeczy, które nie zdarzyłyby się w prawdziwym świecie... Wstała. Powoli, powoli zaczęła iść w stronę drzwi. Oddalać się od nieznajomego bawiącego się z jej braćmi. Zbiegła po schodach. - Mamo! – krzyknęła chcąc jak najszybciej poinformować rodziców o obcym w ich domu. Nigdzie nie mogła ich znaleźć. Wbiegła do salonu. Zatrzymała się zaskoczona. Tam również nie było rodziców. Za to na fotelu pod oknem siedział kolejny nieznany jej mężczyzna. Ten był jednak o wiele bardziej przerażający niż kruczowłosy iluzjonista. Wcale nie kojarzył się jej miło. Był krępej budowy, miał ciemno blond włosy sięgające za uszy i bardzo mocno zarysowane linie twarzy. Jednak najbardziej przerażające były jego olbrzymie, wyłupiaste oczy, które wyglądały tak jakby zaraz miały się rozpaść na tryliony małych kawałeczków czystego zła. Mężczyzna uśmiechnął się na widok Anastazji. Nie był to jednak miły i ciepły uśmiech. - A jednak to ty... – powiedział odnosząc się do jakiś wyłącznie sobie znanych myśli.. - Kim pan jest? – spytała Anastazja teraz już zupełnie sparaliżowana strachem. W pierwszej chwili pomyślała o ucieczce, ale na górze wciąż byli jej młodsi bracia. Nie mogła ich przecież zostawić. - Nie wiesz tego? No tak... Skąd mogłabyś wiedzieć. Nasze pierwsze spotkanie jest nadal przed tobą... - O czym pan w ogóle mówi? Gdzie są moi rodzice? – dopytywała się Anastazja. Kimkolwiek był nieznajomy nie chciała dać mu satysfakcji. Nie chciała okazać, że się go boi. - To nie ma teraz żadnego znaczenia... Nazywam się Agar, jeśli moje imię jest dla ciebie takie ważne... – powiedział mężczyzna głosem, który mógłby nawet być sympatyczny, gdyby nie był tak bardzo nieludzki... - Widzisz, ja nie pochodzę z tego świata. Od lat przemierzałam różne wymiary i galaktyki tylko po to, żeby cię odnaleźć. - Mnie? Po co? – spytała zaskoczona Anastazja. Mimo że doskonale słyszała każde słowo swojego nieproszonego gościa nie wiele do niej docierało. - Masz szczególny dar. Chodź pewnie jeszcze o nim nie wiesz. - Dar? - Wiesz o czym mówię? Anastazja nie odpowiedziała. Mężczyzna nagle zaczął mówić z sensem. - Miewasz dziwne sny, które potem się spełniają? Czasem, gdy jest Ci smutno spada deszcz, czasem psują się różne urządzenia... Brzmi znajomo? Anastazja dalej milczała. - Zdarza ci się zrozumieć myśli innych ludzi, zanim oni zdążą coś powiedzieć? - Czasami... – przyznała Anastazja. – Zazwyczaj rozmawiam z moimi braćmi bez słów. Oni również potrafią robić to co pan opisywał... - Tak, oni również mają szczególną moc – przyznał Agar z namysłem. - Wiem o tym doskonale... Wcześniej nie domyślałem się, że jesteś ich siostrą, ale teraz zaczynam już wszystko rozumieć. Już wiem, dlaczego to właśnie oni zostali wybrani na strażników międzywymiarowych. Nie ma to jak wplecenie w obowiązki służbowe spraw osobistych... - Nic nie rozumiem. Moi bracia mają osiem i sześć lat... Nie mogli zostać na nikogo wybrani... - Owszem, teraz mają po kilka lat, ale ja poznałem ich, kiedy mieli po dwadzieścia kilka. - Jak to pan ich „poznał”? To jest czas przeszły, a oni jeszcze nie mieli po dwadzieścia lat – powiedziała Anastazja podnosząc głos. Nagle ta cała sytuacja zaczęła ją bardzo denerwować, a przerażający strach powoli był wypierany przez gniew. Gniew na tego strasznego nieznajomego siedzącego w fotelu jej taty... - Ach... Nie będę ci tego teraz tłumaczył. I tak wkrótce wszystko zrozumiesz. Anastazja usłyszała jakieś kroki na schodach. Obejrzała się. Schodzi po nich kruczowłosy mężczyzna. Na górze schodów widniały ciemne sylwetki dwóch chłopców, przyglądających się uważnie całemu wydarzeniu. - On był twoim sprawdzianem – powiedział Agar widząc jak Anastazja przygląda się mężczyźnie. – Miał sprawdzić czy faktycznie jesteś tą osobą, której szukałem. Udało ci się uwolnić od jego zaklęcia i to w naprawdę imponującym czasie... Widzisz, to jest Medwik. Jest moim sługą i androidem. Sam go skonstruowałem i przekazałem drobny zalążek swoich umiejętności. Anastazja spojrzała na kruczowłosego człowieka, nazwanego Medwikiem. Nie wyglądał jak robot, ale w obecnym stanie Anastazja była w stanie uwierzyć we wszystko. - Nie rozumiem... Czego pan ode mnie chce...? Moi bracia też mają moc, dlaczego to ja jestem szczególna? - Twoi bracia są wyjątkowo utalentowani. To się nazywa „jasnowidzenie”... Tacy ludzie się czasami rodzą. Jednak prawdziwą moc, posiada tylko kilkoro ludzi we wszechświecie. W tym ty i ja. Jesteśmy dwoma ostatnimi nadjasnowidzami. Reszta już nie żyje. - Co się z nimi stało? – spytała Anastazja bojąc się odpowiedzi. - Zabiłem ich. - Mnie też pan zabije? - Nie. Jeszcze nie. Teraz twoja śmierć nie przyniosłaby mi żadnego pożytku. Twoja moc nie dojrzała jeszcze w pełni. Nie mógłbym jej przejąć. Muszę jeszcze trochę poczekać... Z tym, że... Tutaj mam pewien dylemat... Widzisz to jest bardzo skomplikowana sprawa. Nie mogę cię zostawić z twoimi braćmi. To by było zbyt ryzykowne. Nie mogę cię również zabrać ze sobą. Ciąganie cię ze sobą po wszystkich wymiarach jest trochę zbyt trudne... Chodź doskonale wiem, co powinienem teraz zrobić. To nie rozumiem, dlaczego. Myśląc logicznie, powinienem teraz zabić twoich braci i poczekać aż ty dorośniesz, ale nie zrobię tego. Masz jakiś pomysł, dlaczego? - Dlaczego? - Ja naprawdę nie wiem – powiedział Agar. Faktycznie wyglądał tak jakby nie znał odpowiedzi na zadane pytanie. Anastazji wydało się to być bardzo dziwne. - Mam ich zabić? – odezwał się Medwik. - Ależ skąd! – zaprotestował natychmiast Agar. - Przecież to rozwiąże wszystko... - Nie! To wszystko zepsuje... Sam do końca nie wiem dlaczego tak ma być, ale jedno jest pewne. Alvin i Alister nie mogą teraz zginąć... Kto wie dlaczego? Może po prostu każdy czarny charakter potrzebuje swojego wroga? Już tylko ta dziewczynka dzieli mnie od stania się najpotężniejszą jednostką we wszystkich wymiarach światoprzestrzeni. Ale nawet moja potęga stanie się niczym, jeśli nie będę miał godnych przeciwników... Nie. Nie zabijemy Alvina i Alistera... - A co ze mną? – spytała cicho Anastazja choć z całkiem zrozumiałych przyczyn miała wielką ochotę przemilczeć to pytanie. - Ach, cieszę się, że spytałaś – powiedział mężczyzna i po raz pierwszy wstał z fotela. Podszedł do Anastazji. - To, co zrobię z tobą, to dopiero ciekawa historia... Anastazja zrobiła szybko krok w tył, ale z powodu znajdującej się tam ściany daleko nie zaszła.... - ...Chcesz wiedzieć co z tobą zrobię? Mężczyzna wyciągną rękę w stronę Anastazji, która odruchowo przymrużyła oczy. Myślała, że Agar chce ją uderzyć, ale on tylko wyrwał jej z głowy jeden włos. - To chyba nie było takie straszne, prawda? – spytał ją kpiąco. Anastazji bardzo nie spodobał się ten szyderczy ton. - Wiesz co teraz zrobię? – spytał mężczyzna, ale nie spojrzał na Anastazję, tylko do góry schodów gdzie stali jej dwaj młodsi bracia. – Po pierwsze, wyślę cię gdzieś bardzo daleko stąd, do nieznanego wymiaru i wrócę po ciebie, gdy staniesz się już potężnym nadjasnowidzem.... - A włos...? - Boję się, że ktoś mógłby cię odnaleźć przede mną, dlatego sklonuje cię, żeby utrudnić poszukiwania... Roześle po całej przestrzeni międzywymiarowej, dokładnie tysiąc twoich kopii. - Czy tobie to również nie utrudni zadania? - Tak. Utrudni. Ale to ja jestem najpotężniejszą istota we wszechświecie. To ja znajdę cię pierwszy. Możesz na mnie czekać. - Będę – powiedziała Anastazja, a chwilę później wszystko rozmyło się w nicość..

Młody chłopak o jasnych blond włosach przebiegł szybko przez ulicę, Było tu pełno istot, których nigdy wcześniej nie widział. Nie zwracał jednak na nie uwagi. Już dawno przyzwyczaił się do widoku kosmitów. Teraz z resztą miał o wiele większy problem niż podziwianie atrakcji turystycznych oraz ciekawego wyglądu tubylców. Spojrzał na swój radar. Czerwona kropka znajdowała się dokładnie na środku.... Poszukiwany przez niego obiekt powinien gdzieś tu być. Zaczął tracić nadzieję. Akumulatory mogły rozładować się w każdej chwili, musiał już wracać... - Panie Toskar! Panie Toskar! – krzykną do chłopaka jakiś starszy mężczyzna w garniturze. Był to Wiliam Isko, przewodnik specjalnych służb. Jego zadaniem było oprowadzanie pozagalaktycznych agentów po swoim terenie. - Świetnie. Jeszcze jego mi tutaj brakowało – wyszeptał rozgniewany chłopak. - Niech pan zaczeka – powiedział zasapany Wiliam. – Miałem wrażenie, że próbował mnie pan zgubić... - Bo próbowałem – powiedział ostro chłopak. - Nie rozumiem...? - Pomógł mi pan dostać się na tą planetę. Już pana nie potrzebuje. Wiliam Iskro przyjrzał się chłopakowi, co najmniej tak, jakby powiedział coś w innym języku. Podróżował z tym chłopakiem już od paru dni, ale wciąż nie mógł do końca zrozumieć, jakie intencje nim kierowały. Na planecie, z której pochodził nauczył się bezwzględnego zaufania do ludzi młodych, zwłaszcza energicznych i uczuciowych tak jak jego towarzysz. Wiliam doskonale widział, że chłopaka dręczy coś bardzo poważnego, jakiś sekret, którego on nigdy nie odgadnie. Z jednej strony współczuł mu i chciał pomóc z drugiej jednak coraz bardziej wątpił nawet w fakt, czy chłopak jest rzeczywiście osobą, za którą się podaje. Naprzemiennie ufał mu i tracił zaufanie, lecz wiedział, że w końcu będzie musiał określić się co do niego bardziej jednoznacznie. - Jak to? Myślałem, że mam panu pomóc odnaleźć bossa handlu ludźmi.... – wydusił w końcu. - Będzie panu trudno zrobić to samemu, nie zna pan języka ani tutejszej waluty.... - Nie szukam bossa handlu ludźmi! – powiedział chłopak teraz już z nutką rozpaczy w głosie. - Nic nie rozumiem... – powtórzył Wiliam. – Jest pan agentem międzygalaktycznej ochrony ludzkości, dostał pan zadanie odnalezienia bossa handlu ludźmi. On jest gdzieś na tej planecie... - Nic pan nie rozumie.... To była tylko wymówka, chciałem się dostać na tą planetę. Nie jestem z żadnych służb... Nawet nie nazywam się Toskar.... - Oszukał pan mnie? – powiedział powoli Wiliam, jakby to czy zrozumie sytuacje zależało od tempa wypowiadanych słów. - Nie rozumiem. Chyba muszę skontaktować się z bazą... Musze pana aresztować! - Ech... Wszystko mi jedno.... Podający się za Toskara chłopak zamilkł nagle. Coś zobaczył i cała jego uwaga powędrowała w tamtą stronę. - Co to jest? – spytał wskazując na jakieś stoisko. - Punkt handlu ludźmi. Handel ludźmi jest zabroniony w tej galaktyce. Nagle się pan tym zainteresował? - Rety... Czy z tej planety, z której tu przylecieliśmy również przewożą tu ludzi? - Owszem. Dosyć często... Niech pan się zatrzyma! Powiedziałem, że jest pan aresztowany! – krzyknął Wiliam, ale chłopak nie zwracał na niego uwagi. Podbiegli do stoiska. Było tu dużo osób spętanych linami. Wszyscy byli zaniedbani i wychudzeni. W oczach mieli pustkę. Chłopak szybko wypatrzył w tłumie pewną dziewczynkę. Miała około trzynastu lat. Była bardzo zaniedbana. Patrzyła się w przestrzeń bezbarwnym wzrokiem. - Anastazja! – krzyknął chłopak i podbiegł do dziewczynki. Był wyraźnie przejęty. Wiliam postanowił na razie go nie powstrzymywać tylko poczekać, aż sytuacja się rozwinie. Chłopak podbiegł do dziewczynki i spojrzał jej w oczy. Wtedy westchnął z rozczarowaniem. Spuścił głowę i nie wyprostowywał się przez chwilę. Przez moment Wiliam myślał, że chłopak płacze, ale gdy ten się podniósł na jego twarzy nie było ani ciecia rozpaczy. Wręcz przeciwnie odmalowywała się w nich niesamowita obojętność. - Wezmę ją – powiedział chłopak do stojącego obok handlarza i podał mu pieniądze. - Po co ją kupiłeś? – spytał Wiliam, kiedy już odeszli od stoiska i przyjrzał się małej dziewczynce, która wciąż wpatrywała się tępo w przestrzeń, jakby w ogóle nie kontaktowała. - Właśnie jej tutaj szukałem – powiedział chłopak. - Kim ona jest...? Zresztą nieważne! Skoro już ją pan kupił, to odwiozę ją na jakąś cywilizowaną planetę, kiedy będę zabierał pana do centrali. Oni zadecydują co z panem zrobić... - Obawiam się, że to niemożliwe – powiedział chłopak, i sięgną po swoją broń. Wiliam był szybszy. - Proszę to odłożyć – powiedział. - Ta broń nie działa. Wyjąłem panu magazynek – powiedział chłopak głosem wręcz obojętnym. - Wiem, ale włożyłem go z powrotem. - To niemożliwe, wiedziałbym o tym – powiedział stanowczo chłopak, ale pewność w oczach Wiliama napełniła go lekkim niepokojem. - Tak się panu wydaje? Uważa pan, że pana niezwykłe zdolności poinformowałyby pana o zagrożeniu? Chłopak spojrzał z zaskoczeniem na Wiliama. - Skąd pan... - Tak, wiem, że jesteś jasnowidzem. Domyśliłem się tego już dość dawno. Nie jestem taki głupi jak pan myślał. Może pan tego nie wie, ale nasza technologia jest bardzo daleko posunięta. Potrafimy zakłócać takie nadnaturalne zdolności. - Aha, więc to dlatego... Już się bałem, że coś się stało z moimi „zdolnościami” – powiedział chłopak ciesząc się z wyjaśnienia tej kwestii. Z drugiej jednak strony miał na głowie o wiele gorszy problem- mężczyznę mierzącego do niego z pistoletu. - Proszę odłożyć broń! – powtórzył po raz kolejny Wiliam. Chłopak rzucił swoją broń na ziemię. Denerwowało go, że zwykły człowiek stanowi dla niego tak dużą blokadę w wykonaniu zadania. Wiedział jednak, że martwy na pewno go nie wypełni. - Pan nic nie rozumie! – powiedział szybko. - Ja nie mam złych zamiarów. Panu też nic się nie stanie... Chcę tylko zlikwidować tą dziewczynkę... - Słucham? – spytał Wiliam zdziwiony zarówno faktem konieczności likwidacji małej dziewczynki, jak i tym, że chłopak podejmuje jeszcze jakieś próby rozmowy z nim. - Muszę to zrobić. Ona jest bardzo niebezpieczna! – mówił dalej chłopak. - Jest pan szalony! – powiedział Wiliam z odrobiną szyderstwa w głosie. - Nie jestem... Przepraszam, ale nie mam czasu, akumulatory zaraz się rozładują, a wtedy stąd zniknę. - To akurat prawda. Zaraz stąd odlecimy... - Pokażę panu coś, co pana przekona. Sięgnę do swojej torby i to wyciągnę... Chłopak powoli pochylił się nad torbą. - Nie! – krzyknął Wiliam. - Ja to zrobię. Wiliam zaczął grzebać w plecaku chłopaka. Wyciągnął z niego coś, co wyglądało jak okrągły talerz mający po dwóch stronach rączki do trzymania. Na jego powierzchni znajdował się tarcza. Widniała tam duża czerwona i pulsująca kropka. - Co to jest? – zapytał. - Radar. To nieważne, nie o to mi chodzi. Niech pan szuka dalej... Chyba jest w bocznej kieszeni... W końcu Wiliam wyjął z bocznej kieszeni plecaka coś, co przypominało mały, złoty, kieszonkowy zegarek na łańcuszku. Wiliam przyjrzał się mu przez chwilę. Ten przedmiot z czymś mu się kojarzył, ale nie mógł sobie przypomnieć z czym. - Wie pan, co to jest? – spytał chłopak. Był już wyraźnie podenerwowany. - Mój Boże! Już pamiętam. Uczyłem się o tym w szkole policyjnej... - Miałem taką nadzieję... - To jest technologia międzywymiarowa... Myślałem, że została zakazana... - Nie w każdym przypadku – powiedział chłopak i zaczął już nerwowo tupać stopą. Czy ten tępak się w końcu domyśli? Wiliam był zbyt zaskoczony, żeby coś powiedzieć. Zegarek służył do dalekosiężnych podróży międzywymiarowych. Podróży, które zostały zakazane niemal w tym samym czasie, gdy zostały wymyślone. Były zbyt niebezpieczne i to nie tylko dla podróżnika, ale dla całego wszechświata. Zanim jednak cała technologia związana z międzywymiarowymi podróżami została zniszczona, naukowcy przekonali się, że problem jest trudniejszy niż myśleli. Na świecie istnieli bowiem ludzie z niezwykłymi mocami. Ten naprawdę niebezpieczny rodzaj mocy miało zaledwie parę istot we wszystkich wymiarach, ale nikt nie znał dokładnie stopnia zagrożenia, który zależał od zamiarów tak zwanych „nadjasnowidzów”.. Naukowcy postanowili jednak nie czekać aż okażą swoje plany. Postanowili odnaleźć ich pierwsi. I to właśnie był powód, dla którego dwa złote zegarki nie zostały zniszczone. Dwóch jasnowidzów miało przy ich pomocy kontrolować dzieje międzywymiarowe. - Jesteś strażnikiem międzywymiarowym! Oczywiście nie raz o was słyszałem... ale zawsze wydawało mi się, że należycie wyłącznie do legendy. - No cóż, istniejemy naprawdę – powiedział chłopak. – podniosę teraz swoją broń... - Dlaczego chce pan zabić tą dziewczynkę? Myślałem, że waszym zadaniem jest odnajdywanie nadjasnowidzów... Czy ta dziewczyna nim jest? - Nie mam czasu tego panu tłumaczyć, śpieszę się... Ech.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ANASTAZJA — czytnik · opowiadania