Pisarstwo · 5 min czytania
anatomia bólu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Anatomia bólu- cisza przed burzą ...Oni porwali dziewczynę, którą ocaliłem...dziewczynę, którą...kocham. Choć nie wiem, czy nie piszę tego na wyrost. To, co do niej czuję jest nieporównywalne ze wszystkim tym co czułam dotychczas...co czułem dotąd...do teraz. Chcę mordu, chcę krwi, moja żądza jest niepowstrzymana. Cóż się stało z moją czystą i delikatną duszą? Jestem teraz jak pergamin zbrukany szkarłatem. Moja wściekłość jest namiętna, lecz całego mnie przepełnia chłód i wyrachowanie...kontempluję swą nienawiść, wręcz czuję jej smak... Noel odłożył pióro na bok- pierwszy raz nie potrafił opisać emocji, które nim targały. Z wściekłością zatrzasnął dziennik i cisnął nim o ścianę. Miał ochotę kogoś zabić, i to natychmiast. Kogoś, kogo śmierć ukoiłaby jego ból. Ale nikt taki w promieniu wielu mil morskich nie przychodził mu do głowy. Zresztą i tak ból był na tyle silny, że nie wystarczyłby mu cały tłum. Nienawidził siebie za to, że nie potrafił jej obronić. Nienawidził jej brata, który przywlekł tu te plugawe pomioty ze sobą. A teraz jeszcze najlepszy przyjaciel odmówił mu pomocy. Musiał wysiąść w następnym porcie. -Obieżyświat to moje życie, ale bez Luny jest puste... -Ocalę ją- przysiągł sam sobie. Wyobraźnię przytłaczał mu natłok skomplikowanych wyobrażeń na temat wielu kompilacji heroicznych czynów. Trzasnął pięścią w blat biurka. Dlaczego, na wszystkie morza i oceany, do głowy przychodziły mu jedynie idiotyczne mrzonki?! Siła impetu przewróciła kałamarz z atramentem, który zaczął szerokim potokiem ściekać po blacie. Zaczął chaotycznie tamować atramentową powódź. -Tylko tego mi jeszcze brakowało! Rozrzucone po płaszczyźnie kartki pochłaniały łapczywie ciecz całą swą powierzchnią. -Niech to wszystkie diabli! Do czorta z tym! Niech nicość pochłonie doszczęty wszystko to co mi jeszcze pozostało! Te wszystkie godziny, gdy w romantycznym uniesieniu, pełen natchnienia przesuwał piórem po papierze...niech je piekło pochłonie! Cały świat osuwał się teraz w otchłań, a on razem z nim. Oczyma wyobraźni widział tylko jedną twarz. Gdyby tylko mógł mieć gwarancję, że tam właśnie znów będzie mógł nasycić się jej widokiem, skoczyłby tam dobrowolnie. Z utęsknieniem czekałby na ciszę i pęd powietrza, który w trakcie upadku starałby się wydrzeć go dla krainy umarłych. Także i tam udałby się bez wahania. Miał wrażenie, że już teraz trawi go ogień…