Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Angaż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ghervas zatrzymał się. Wielka czarna jama, przed która stał, nagle zaczęła buczeć. Postawił więc ostrożnie krok do przodu, po czym powoli, delikatnie wysunął miecz z pochwy. Buczenie ustało. Wiedźmin rozejrzał się wokół, poczuł jak chłodny nocny wiatr zaczyna kołysać otaczającymi go zewsząd pnączami drzew i krzewów. Puczuł jak zwiędły złoty liść ląduje mu na czubku głowy. -To tylko wiatr...-szeptał pod nosem, po czym niczym kot polujący na myszy, wsunął się do ziejącej mrokiem piwnicy. Stąpał powoli, czując jak jego but przemaka. Coś w oddali chlupało, coś innego dziwnie skrzypiało. Zapewne to stara, nienaoliwiona okiennica. Tak przynajmniej przypuszczał, nie dopuszczał do głowy innej myśli. Nie mógł sobie pozwolić na strach. Nie zdążył zakryć oczu, przywykłych przez tych kilka chwil do ciemności. I wtedy coś wypaliło. Błysk raził, zaskoczył jego umysł i co najważniejsze oczy, sprawiając ostry, kłujący ból. Ghervas runął na ziemię, mocząc spodnie do wysokości kolana. Po kilku sekundach doszedł do siebie. Przetarł oczy i podniósł wzrok. Pomieszczenie było pełne gratów, starych mebli, skrzynek i spleśniałych desek. Dostrzegł stojącą w kącie dziwną postać. Kudłatą, z wielkim toporem na którym opierała się swymi owłosionymi łapskami. Właściwie to nic oprócz kudłów nie było widać, tylko para małych ślepi błyskała co jakiś czas spod brudnej sierści. -Czekaaaliśmy tu na ciebieee, wiedźminie. –rzekł nieznajomy. Głos miał bardzo głęboki, a wymowę bardzo niewyraźną. Ghervas powstał, widząc ogromny topór kudłacza, ścisnął mocniej rękojeść swego miecza. Pochylił się lekko i już miał wykonać magiczny znak, kiedy coś walnęło go w głowę. Ciemność...

-Widzicie go, od razu widać, że nie człowiek. – usłyszał pierwszy głos. -To mutant. –odparł inny, głęboki. Kudłacz? – Spójrzcie na jego skórę, rzućcie okiem na twarz. No tak...Przepraszam cię, Bracie, ty nie masz oczu. W każdym razie spójrzcie. Tu blizna, tam blizna, ślady po próbach z ekstraktem z górskiej siwuchy. Oczka co prawda jeszcze zamknięte. Ale gdy je otworzy, zobaczycie oczy kota. -Sam nie wiem...-inny głos, wysoki i czysty, niczym u kastrata. –To mi wygląda na człowieka. -Gdzie na człowieka?!-Kudłacz podniósł głos. –Ino z zewnątrz. I to tylko z sylwetki. -Dwie nogi ma, dwie ręce też, poza tym...ciekawe czy...-delikatny kobiecy głos, strasznie cichy.-Sprawdzaliście już resztę? -Nie. I nie bedziem sprawdzaaać. –odparł Kudłacz. –To co, wtaajemniczamy go czy nie? -Jego? Przecież to konfident?! –głos wysoki. –Przez takich jak on mutanci zawsze będą uważani za ludzkich sługusów. Siłą rzeczy on do nas NIE NALEŻY. Na pochybel z nim. -Na pohybel sukinsynom...Skąd my to znamy? –spytała postać o kobiecym głosie. – A tak...Był taki jeden kiedyś. Ja tam ciągle myślę, co by go wypróbować tu i tam. -Dość. Może go po prostu obudzimy i spytamy? –zaproponował Kudłacz. Rozległy się mruki i szepty, w sumie nikt nie nie miał nic przeciw.

Woda w nosie, ustach, oczach....Krztusił się, dostał pięścią w brzuch i otworzył oczy. Stali przed nim wszyscy. Każdy głos w magiczny sposób zyskał swego właściciela. Kudłacza widział wcześniej, teraz poznał dziwną prześwitującą postać, ducha zapewne. Obok niego kobieta dość wysoka, na olbrzymich obcasach. Nawet mu się podobała, gdyby nie ten odrobinę zbyt duży nos, byłaby dla niego boginią. -Czego ode mnie chcecie? –spytał Ghervas.- I czemu przywiązaliście mnie do ściany? -E, to dla naaszego beeezpieczeństwa.-odparł kudłaty, opierając się na swoim toporze.-Słyszeliśmy, żeś cham i prostak. -A wy jesteście za to kulturalnymi ludźmi, co?- grymas na twarzy wiedźmina, najokropniejszy jaki znał.–Pytam jeszcze raz, po jaką cholerę ja tu wiszę? -Czy mogę mu wytłumaczyć? –spytała zjawa, kudłaty przytaknął. –A więc, pierwsze primo dlatego, żeś się pojawił na manuskryptach niejakiego Andrzeja S. –Ten stary dziad nie pytał mnie o zdanie...-odaprł wiedźmin. -Jak się wyrażasz o swoim taaatusiu!- warknął kudłaty, chwytając topór i kładąc go sobie na karku. -Ukrywałeś się tam pod przybranym imieniem Geralt. Zgadza się? –ciągnął dalej duch. -No tak, zgadza się. Za co mnie jeszcze winicie? -Przede wszystkim za to, że nie wstąpiłeś do naszych związków zawodowych.-rzekła czarodziejka. –Wręcz przeciwnie, działasz na naszą szkodę. Ile potworów zabiłeś? -„Zamordowałeś”...-poprawił ją kudłaty. -E...Nie prowadzę ksiąg rachunkowych, wybaczcie. –odparł Ghervas. -Ja ci powiem, wiedźminie. –owłosiona bestia przejechała jednym ze swoich pazurów po ostrzu topora. –Hmm...będzieeee jakieś 2302 moich braciszków i siostrzyczek. -O...-zjawa skrzyżowała swe ledwo widoczne ręce – Jesteś lepszy od dżumy. -Dżuma zabija ludzi.-odpowiedział wiedźmin. -Nie ma żadnej różnicy między człowiekiem a potworem. Jedyna jest taka, że jedno jest brzydsze a drugie ładniejsze. –rzekł kudłaty. -Ładniejsze i lepiej wychowane. Po lasach i grotach nie grasuje i ludzi ze skóry nie obdziera.-uśmiechnął się paskudnie Ghervas.- Chcecie mnie sądzić, po to mnie tu ściągnęliście? -No, niezupełnie.-czarodziejka podeszła na kilka kroków do wiszącego mutanta.- Chcemy cię o coś prosić. -Prosić? –zdziwił się wiedźmin. -No, dokłaaadnie. –przytaknął kudłaty.-Widzisz, ty jesteś teraz znany, w co najmniej siedmiu książkach byłeś. A nas nie zna nikt. O wiedźminie każdy słyszał, a o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%