Psychologia · 6 min czytania
Angelika w Stanach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zupełnie nic nie rozumiała i nie zamierzała tego ukrywać, nawet przed Johnem. Była wkurzona jak to tylko może być Angelika w Stanach. Tak. W Stanach. Życie toczy się własnym tempem, jedni nadążają drudzy nie. Co z tego? Teraz liczy się chyba co innego. Jeśli ona, Angelika, chciała zostać na zawsze z Jonem, tutaj w Stanach, to czemu to się nie liczyło chociażby dla niego? Siedzi jak idiotka czeka na niego, płacze, złości się, krzyczy a on?... Właśnie to mu powiedziała: - Siedzę, czekam tu na ciebie, płaczę, złoszczę się, krzyczę a ty?? - A ja nie zwracam na to uwagi – powiedział z błogim, angielskim akcentem- moja mała rybko, czy ty nie rozumiesz tego, że jeśli masz na imię Angelika, to jest imię od anioła?? Powinnaś być święta, jak aniołek!!- wiedział oczywiście że to co powiedział było totalną bzdurą i głupstwem więc co mógł jeszcze zrobić jeśli nie uśmiechnąć się głupawo? Otóż właśnie nic. Uśmiechając się głupawo, podał jej kawę z pianką. Kelner popatrzył się na nich uprzejmie, tak jak ma zagwarantowane w swych obowiązkach. I odszedł namiętnie wpatrując się w pobrudzoną krwisto czerwoną szminką szklankę. (Kiedy wszedł na zaplecze zaklął: K….. co za p…. towarzystwo!!!! – uśmiechnął się do swojego odbicia i udał się aby zrobić piankę do capuccino.) A ona rozpaczała. Łzy ściekały jej po bladoróżowym, restauracyjnym blacie, ocierała je co minutę białą, barową serwetką, sącząc przyniesioną przez niezrównoważonego psychicznie kelnera czarną kawę. John palił papierosa i nie wydawał z siebie żadnych dźwięków dopóki nie usłyszał kwików wydobywających się z ust Angieliki. - Kochanie, przecież ja się tylko spóźniłem, czy to jakaś tragedia, rybko? - Nie kochasz mnie! Jesteś przesłodzony! Nie obchodzę cię! Wiesz, że nie umiem robić nic więcej, dlatego sprzedaje w sklepie z zabawkami! - Ależ rybko, czy ja jestem dla ciebie (małego skarbeńka) przesłodzony? - Tak, tak tak taaak… - i wybuchła płaczem. Zazwyczaj takie historie kończą się bardzo monotonnie. Są dwie opcje: albo facet wynosi się natychmiast z baru i zaczyna życie na nowo, albo pociesza swoją wybrankę do utraty tchu, wynosi się i zaczyna życie na nowo. Ale… John był wyraźnie inny. I można było to dostrzec nie tylko przez sposób ubierania się, czy nawet palenia papierosa (nie trzymał go między wskazującym a środkowym, ale między kciukiem a wskazującym, tak, że często się parzył), było to widoczne na odległość, bo jeśli ktoś umie dobrze patrzeć, to to widzi. Jeśli nie – w przypadku Johna – też. - Przepraszam, chyba coś tu się…