Inne · 5 min czytania
Anielski świat
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiele razy słyszałam, jak ludzie mówili, że szczęście nie może trwać długo. Człowiek zakochany jednak nie myśli w ten sposób… Dopiero strata ukochanej osoby może zmienić poglądy na tą sprawę. Przekonałam się o tym, w chwili, kiedy odszedł ode mnie mój narzeczony. Mieliśmy przed sobą całe życie i wspólną przyszłość. Wszystkie marzenia prysły, kiedy dowiedziałam się o śmierci Grzegorza. To spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Mimo, że od tego momentu minął już prawie rok, nadal nie mogę pogodzić się z Jego śmiercią. Tym bardziej, że czuję się winna, za to, że udało mi się przeżyć ten wypadek. Wiele razy prosiłam Boga, żeby zabrał mnie do siebie, bardzo chciałam zobaczyć Go znów – choćby przez chwilę. Przytulić się do Niego, wyszeptać jak bardzo Go kocham, powiedzieć: żegnaj. Nieraz w snach nawiedza mnie Jego postać, ale zupełnie odmienna od tej jaką pamiętam. Jego spojrzenie nie miało już tego blasku, co dawniej, teraz patrzył na mnie chłodnym wzrokiem, ale nadal pełnym miłości. Cały czas powtarzał, że na zawsze pozostanie przy mnie i nigdy mnie nie opuści. Każdego ranka żałowałam, że dane mi było się obudzić. Błagałam o jakiś znak, od Grześka, coś co pomoże mi łatwiej żyć, a przede wszystkim zachęci do dalszego trwania na tym nędznym świecie. Spacerowałam godzinami, po głowie krążyły mi różne myśli. Niejednokrotnie miałam zamiar ze sobą skończyć, ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Coś, albo Ktoś… Powoli zaczynałam wierzyć, że to mój ukochany strzeże mnie, nie chce, żeby stało mi się coś złego. Podczas jednego z moich samotnych spacerów, zobaczyłam mężczyznę, który wyglądał niemalże jak Grzesiek. Zaczęłam się zastanawiać, czy ten mężczyzna jest realnym człowiekiem, czy tylko wytworem mojej wyobraźni. Spotykałam Go prawie za każdym razem, gdy wychodziłam z domu. Raz nawet tak się zapatrzyłam w Jego twarz, że nie zauważyłam jadącego z naprzeciwka samochodu. Weszłam na ulicę. Usłyszałam tylko pisk opon, krzyk ludzi i poczułam szarpnięcie za ramię. Przeżyłam. Moim wybawicielem okazał się Tajemniczy Nieznajomy. Po raz pierwszy widziałam tego człowieka z bliska. Każdy szczegół Jego twarzy przypominał mi mojego Grzesia. Kiedy tylko zorientował się, że Mu się przyglądam, odwrócił się i odszedł szybkim krokiem. Mimo, że ten człowiek był dla mnie całkowicie obcy, to czułam jakbym znała Go od wielu lat… Nie mogłam dojść do siebie po tym zdarzeniu. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć.…