Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Anioł - rodział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1 Anioły nad Wasonz

Noc z 30 kwietnia na 1 maja była ciepła. Niebo okradzione z gwiazd, czarne jak smoła nie zwiastowało nic nadzwyczajnego, jednak ponad chmurami działy się rzeczy, do których normalni mieszkańcy Wasonz w Kalifornii nie mieli prawa mieć dostępu. Dwa oddziały aniołów leciały ku sobie, powoli i majestatycznie. Na przedzie każdego z nich lecieli dowódcy z długimi na dwa metry mieczami, odziani w białe togi, na których lśniły zbroje. Długość mieczy i waga zbroi nie była dla nich przeszkodą bowiem byli kilkakrotnie wyżsi od przeciętnego człowieka, a ich mięśnie lśniły w świetle gwiazd i księżyca jak wykute z żelaza. Za nimi w trzydziestu równych rzędach po 30 aniołów w każdym lecieli wojownicy, anioły nie tak majestatyczne, wyniosłe i pedantyczne jednak wyglądem dorównujące swoim przełożonym. Ci z przodu mieli łuki i kołczany wypełnione całkowicie połyskującymi to srebrnym, to krwawym blaskiem. Anioły na końcach pochodu uzbrojone były w miecze podobne to tych, które nieśli dowódcy, lecz wykute z widocznie gorszej jakości materiału. Żaden szanujący się anielski strateg nie przykładał wagi do ich uzbrojenia, zazwyczaj były to anioły skazane, wysłane do bitwy tylko po to, by zostały zgładzone. Oddziały zatrzymały się w odległości stu metrów od siebie i rozpoczęło się widowisko, którego Ziemia nie widziała i prawdopodobnie nigdy nie zobaczy. Dowódcy podlecieli do siebie, podali sobie dłonie i równocześnie wypowiedzieli słowa : "Niech Bóg rozsądzi ten spór" po czym wrócili do swoich wojsk i jakby czytając przeciwnikowi w myślach wydali w tym samym momencie rozkaz ataku. Gdy z łuków wyleciały strzały i pierwszy anioł poległ, w ziemię uderzył piorun. Tej nocy zobaczyć ich można było jeszcze 1799, choć uśpieni wyjątkową mocą mieszkańcy Wasonz nie zauważyli ani jednego. *** Caro obudziła się jak zwykle spóźniona do szkoły. Wzięła szybki prysznic, spakowała co trzeba i wybiegła przed dom, ale to co tam zobaczyła, nie było tym, czego się spodziewała. Jej samochód, czarna Impala, którą kupiła za pieniądze ojczyma, zainspirowana serialem Supernatural, została zgnieciona przez ciało jakiegoś półnagiego faceta, który jak zdawało się na pierwszy rzut oka nie żył, jednak po chwili zauważyła powolny puls żyły na jego szyi. 'Co to, kurna, jest?" pomyślała odwracając się na pięcie i pobiegła do domu by wezwać karetkę. Prawie zabijając się na ciągle podwijającym się dywanie Caro długim ślizgiem dotarła do telefonu. Automatycznie wystukała "112" i bębniąc palcami o blat kuchennego stołu stojącego przy ścianie z telefonem, czekała na połączenie. Wreszcie po drugiej stronie słuchawki odezwał się głos. - Słucham, w czym mogę pomóc? - Na moim samochodzie jest mężczyzna, wygląda to tak, jakby spadł z dużej wysokości, na początku myślałam, że nie żyje, ale zauważyłam puls, proszę o wysłanie karetki. Sztormowa 19. - wyrzuciła w sobie tylko właściwym tempie, co oznacza, że cała ta kwestia wydobyła się z jej ust w czasie krótszym niż pół minuty. - Czy może pani powtórzyć dwa razy wolniej? - Mężczyzna. Na samochodzie. Żyje. Ledwo. Karetka. Na Sztormową 19. -Tak lepiej, już wysyłam karetkę. Proszę nie panikować i sprawdzić, czy poszkodowany jest przytomny. Caro odłożyła słuchawkę. Szpital był niedaleko, więc spodziewała się karetki za nie więcej niż dziesięć minut. Wyszła więc na taras, gdzie zastała ten sam widok co przed kilkoma minutami. Podeszła bliżej do samochodu i ciągle leżącego na nim mężczyzny. Na oko około dwudziestu, góra dwudziestu pięciu lat. Wysoki - zajmował cały dach samochodu, przy czym nogi zbiły przednią szybę. Blondyn, śniada cera. Okazywał coraz więcej oznak życia. Powoli poruszał palcami, jego oczy ruszały się niespokojnie pod powiekami, brzuch unosił się i opadał przy każdym z trudem łapanym oddechu. - Jest pan przytomny? Słyszy mnie pan? Oczy mężczyzny otworzyły się w setnej sekundy i wyrażały przerażenie. Usiadł gwałtownie, ale kilka sekund później opadł znów bezwiednie na plecy, miał połamane żebra, to pewne. Wziął kilka głębokich oddechów jakby potrzebował chwili, by przetrawić wszystkie informacje, które dotarły do niego w ciągu tej krótkiej chwili. - Czy TY mnie WIDZISZ? - zapytał wyraźnie zaintrygowany i przestraszony. - Oczywiście! Czemu niby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Anioł - rodział 1 — czytnik · opowiadania