Inne · 7 min czytania
Anioł Stróż cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Amredin nie lubił takich miejsc. Przyprawiały go one o zawrót skrzydeł wywołując nieodpartą chęć ucieczki. Niestety Anioł Stróż nie wybiera miejsc, w których chce się znajdować. Chcąc czy nie podąża za człowiekiem. Ralf siedział dokładnie tak jak go zostawił. Podpierając głowę obiema rękami wpatrywał się w opróżnione butelki po czystej. Knajpa należała do najgorszych w tym mieście. Roiło się w niej od pijaków i przestępców,a Zło czuć było w powietrzu. Chociaż głównie przebijał zapach palonych Fajrantów. Trudno było dostrzec kogoś stojącego 3 metry dalej. Całe pomieszczenie wypełniała gęsta, siwa mgła. W takich momentach Anioł cieszył się, że Stwórca nie obdarzył go zdolnością powonienia. Lokal pomalowany był na ciemny, odrażający kolor. W kątach, nie sprzątanych od lat, pająki urządziły sobie własne królestwo. Karaluchy goniły po ścianach nie zatrzymywane przez nikogo. Ludzie siedzieli wpatrzeni tępo w szklanki, w których kotłował się bursztynowy płyn nieznanego pochodzenia.. Czasem wpadał do niego jakiś zabłąkany karaluch. Jeśli się wcześniej nie utopił ginął w mocnych szczękach pijącego. Większość ludzi w barze nie miało już swoich Aniołów. Byli to alkoholicy cierpiący na depresje bez żadnych perspektyw na przyszłość. Takimi nawet Diabły się nie interesowały. Amredin spostrzegł tylko dwóch Aniołów. Jeden patrzył tępym wzrokiem na swojego podopiecznego; był na skraju załamania nerwowego. Drugi odganiał muchę od starego, bezzębnego barmana usypiającego na stołku. Dojrzał też jednego Diabła. Siedział samotnie pijąc piwo i nie był w najlepszym humorze. Wbrew pozorom nie miały się one dużo lepiej niż Anioły. Sprowadzenie kogoś na złą drogę stało się dziecinnie proste, że aż po pewnym czasie nudne. A do tego telewizja i Internet odbierały Diabłom pracę. Nic więc dziwnego, że i one się załamywały. Co raz więcej zaczęło ich przychodzić do tawerny ,,Pod złamanym skrzydłem”, aby razem z Aniołami topić smutki w alkoholu. Silne uderzenie w plecy przerwało rozmyślania Anioła. - Amredin! Stary druhu!- osmolony Diabeł uśmiechał się do niego przyjaźnie. - Bernt! Co słychać!? Byli przyjaciółmi od niepamiętnych czasów. Jeszcze wtedy, gdy Bernt był Aniołem. - Daj spokój! Stary jest na mnie wściekły za to, że uratowałem dziewczynkę przed utonięciem. Wysłał mnie na 3 dniowe szkolenie pt. Jak pokonać dobre odruchy? Amredin roześmiał się. - Oj zostały w tobie pewne cechy Anioła. Nigdy nie stałeś się prawdziwym Diabłem i już pewnie się nim nie staniesz. - A jaki ma być prawdziwy Diabeł, co? Głupie gadanie. Prawdziwym Aniołem też nigdy nie byłem. Zaczęli wspominać… Jak to Bernt zamienił klucz do Bramy i św. Piotr nie mógł jej otworzyć akurat wtedy, gdy przybyła św. Faustyna. Albo jak rozstroił harfy Aniołów w dniu, w którym miał się odbyć koncert na cześć Elvisa Presleya. No i jak poprzecinał szatę Archanioła Gabriela tak, że spadła mu, gdy odprawiał kazanie na temat skromności. Śmiało się wtedy całe Niebo. Oprócz Archanioła Gabriela oczywiście. - Oj Bernt, Bernt zawsze sprawiałeś kłopoty. - Tak, teraz też sprawiam… Miło usłyszęć dawne imię z ust przyjaciela. - Jak to dawne imię?- zdziwił się Amredin. - Zmienili mi je. Uznali, że jest za bardzo anielskie. Teraz nazywam się Wazygard. - Oooo… to jest naprawdę przerażające- roześmiał się Anioł, a Diabeł mu zawtórował. Kiedy się uspokoili Bernt go zapytał co porabia. Ten wskazał głową na siedzącego obok Ralfa. - Hm… Beznadziejny przypadek- mruknął Diabeł. - Nawet nie wiesz jak bardzo. Kompletnie nie wiem co…