Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Anioły milczą...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

...Jej cudowne usta pieściły moje ciało niczym delikatne, ciepłe kropelki letniego deszczu i przenikały przeze mnie na wylot. Widziałam przed sobą Jej śliczne oczy w nieokreślonej barwie. Często, patrząc na nie, zastanawiałam się, jaki mają kolor. Nigdy nie udało mi się dojść do niczego sensownego. Raz wydawało mi się, że widzę w nich wzburzone morze, raz, że spokojną rzekę... Innym razem, że wiosenne niebo... Po prostu nie potrafiłam odkryć ich koloru. Były takie... nieokreślone. I dlatego takie cudowne. Jak Ona. Mój oddech stawał się coraz cięższy, a kiedy poczułam Jej język w swoich ustach, doznałam nieopisanego uczucia. Przed oczami miałam gwiazdki, cały świat śpiewał, wszystko kręciło się wokół mnie. W uszach miałam Jej szept, dobiegał do mnie jakby z oddali zapach Jej perfum, delikatny, piękny zapach „Escady Island Kiss”. Zapach, z którym nie mogłam się rozstać. Który kochałam. Który kochałam tak, jak Ją. Ale czy ja Ją kochałam? Czy to była miłość? Ależ tak, kochałam Ją... Przecież była wszystkim, co miałam. Poczułam Jej delikatną dłoń z łagodnie opiłowanymi, niezbyt długimi paznokciami, pod swoją spódniczką. Kiedy zimny, srebrny pierścionek z białym oczkiem dotknął mojej nagiej skóry, moim ciałem wstrząsnął dreszcz, nad którym nie mogłam zapanować. Musiała to poczuć. Dlatego przestała. - Czy coś się stało, Julie? – usłyszałam. Jej głos powodował u mnie dziwne uczucie. Podobnie czułam się, kiedy wymawiała moje imię, bo umiała zrobić to w taki sposób, że czułam ciepło na sercu. To ostatnie słowo wibrowało w przestrzeni jak dźwięk rozlegający się nagle w absolutnej ciszy, gdy przytrzymasz strunę gitary a potem nagle, znienacka, puścisz ją luzem. Słyszałam dźwięk swego imienia, jednak wypowiedziane Jej ustami, nabierało ono nowego znaczenia. Lepszego. Ciekawszego. Znaczenia, które jeszcze bardziej rozpalało we mnie uczucie do Niej, ilekroć o tym pomyślałam. - Nie - odpowiedziałam. Gardło miałam ściśnięte, być może z nadmiaru ostatnio przeżytych wrażeń. Mój głos zabrzmiał obco... Tak bardzo obco, tak nieswojo, że chciałam cofnąć tę chwilę i odezwać się jeszcze raz. - Przecież widzę, kochanie... - szepnęła, przesuwając lekko dłonią po moim ramieniu. Wzdrygnęłam się pod jej dotykiem. Usiadłyśmy. Przytuliła się do mnie, położyła głowę na moim ramieniu. Jej włosy leciutko łaskotały mnie w szyję. Pocałowałam ją w policzek. - Nie wiem, co o tym myśleć... - szepnęłam. Zrobiło mi się smutno, tak smutno, że miałam ochotę rozpłakać się jak dziecko. Ale byłam przecież prawie dorosła. Miałam siedemnaście lat. Nie wolno mi było. Ona zawsze mówiła, że jestem Jej Aniołem.

Anioły milczą...

Podniosła głowę i znów mogłam wpatrywać się w jej piękne oczy. W tamtej chwili jednak dojrzałam w nich coś jeszcze... Coś, czego nigdy przedtem nie widziałam. - Masz przepiękne oczy, Julie - wyszeptała. Tak dobrze odgadywała moje myśli... W każdym momencie. Jej dłoń rozpoczęła wędrówkę po moim policzku. Ona szeptała coś cicho, lecz nie odpowiadałam.

Anioły milczą...

Jej zgrabne palce, których mogłabym Jej zazdrościć, gdybym była do tego zdolna, muskały delikatnie moje usta. Pocałowałam je lekko, każdy z osobna. Zadrgały pod dotykiem moich ust. Nagle, zupełnie niespodziewanie, poczułam na wargach Jej usta; gorące, pełne, tak dobrze mi znane. Złączyły się z moimi tak, jakby były idealnie do nich dopasowane. Oddawałam Jej pocałunki jak w transie, z zamkniętymi oczami. Tylko tak mogłam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Anioły milczą... — czytnik · opowiadania