Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wakacje · 15 min czytania

Anka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jestem Anka. Mam 17 lat i zawsze jestem sobą. Sobą, czyli zwykłą dziewczyną jak każda inna. Mam rodziców, brata Marka i pająka Henryka. W tym roku skończyłam 1 liceum. Był koniec czerwca. Miesięczny wyjazd do dziadków na wieś zapowiadał się świetnie. Tegoroczne wakacje przedstawiały się w kolorowych barwach. Po dojechaniu na miejsce Beata rzuciła mi się na szyję. Zresztą nic dziwnego, w końcu nie widziałyśmy się całe 10 miesięcy. Gdy zwolniła uścisk zaczęła mówić jak nakręcona. Pytania uchodziły z niej jak powietrze z balonu. Do północy gadałyśmy w moim nowym pokoju przydzielonym przez babcię. Kolejne parę dni spędzałyśmy nad jeziorem nadal nie mogąc się nagadać. Kuzynka opowiadała mi jak przeżyła ten cały szkolny rok. Opowiadała niemalże każdy dzień. Dowiedziałam się, że ma nowego chłopaka, którego przypadkiem poznała w autobusie. Terkotała o nim całymi godzinami. Jaki to on jest przystojny i fajny. Z każdą minutą malały moje chęci na dalsze słuchanie o „miłości” jej życia. Z pomocą przyszło dwóch chłopaków. Gdybym na własne oczy nie widziała jak wolnym krokiem wyłonili się z pobliskiego lasu, pomyślałabym, że naprawdę spadli mi z nieba. Gdy nas zobaczyli, wylegujące się obok rzeki, ruszyli w naszym kierunku. - Siemka – usłyszałyśmy nagle, po czym przed nami wyrosło dwóch olbrzymich facetów zasłaniających nam równie olbrzymie słońce. - Cześć – odpowiedziałyśmy równocześnie. Chłopcy dosiedli się do nas przerywając nieświadomie miłosne wyznania Beaty. Widać było, że nie jest tym zachwycona. Ja natomiast odetchnęłam z ulgą. - Jak wakacje mijają? – zapytał jeden z nich, blondyn w ciemnych okularach. - Całkiem, całkiem – odpowiedziała Beata śmiejąc się oczami. – Nic niezwykłego się nie dzieje, leżymy tak codziennie i chyba zapuścimy tu korzenie – dodała siląc się na obojętność. - To nie macie lepszego zajęcia? –zapytał drugi. - Jak widać, nie – odpowiedziała Beata zbierając się z ziemi. – Zresztą raczej już pójdziemy. - A koleżanka też chce już iść? – zapytał blondyn wskazując na mnie głową. Spojrzałam na Beatę. W napięciu czekała na moją odpowiedz. - No cóż… - bąknęłam - jesteśmy nierozłączne. - Więc szkoda – odpowiedział wstając. – Ale może na koniec zdradzicie nam swoje imiona? - Beata – powiedziałam wskazując ręką kuzynkę – a ja jestem Anka. - Miło nam, ja jestem Adam a to mój kumpel Kuba – powiedział. – Może się jeszcze kiedyś zobaczymy – dodał patrząc jak odchodzimy. W drodze powrotnej pytałam Beatę co tak uciekła. W odpowiedzi usłyszałam, że nie chce poznawać chłopaków, bo jak powiedziała „ma już tego jedynego”. - Nie znaczy to jednak, że z wszystkimi innymi nie możesz gadać – tłumaczyłam nadal. - Więc ty mogłaś zostać – powiedziała, gdy byłyśmy już przed gospodarstwem dziadków. - Sama? – rozłożyłam ręce. - No tak! Mimo tego, że, cytuję: „Jesteśmy nierozłączne!” – powiedziała wybuchając śmiechem. Kolejne dni spędzałyśmy na wylegiwaniu się przed domem. Beata wreszcie dokończyła opowiadać wszystkie swoje historie, które przydarzyły się jej w przeciągu ostatniego roku. Leżąc którąś godzinę plackiem na ziemi postanowiłyśmy pójść nad jezioro popływać. Woda była gorąca i spokojna. Było cudownie. Zaletą było też to, że jezioro położone jest w miejscu odległym od miasta i dlatego jest tu całkiem pusto. - Hej – usłyszałyśmy nagle. Okazało się, że jednak nie jesteśmy tu same. Zobaczyłyśmy dwóch znanych nam już chłopaków. Usłyszałam jak Beata bąknęła zduszone „a niech to”. Podpłynęłyśmy do brzegu. - To znowu wy – przywitała ich po wyjściu. - Tak, to znów my – odpowiedział Adam kładąc szczególny nacisk na słowo „znów”. – Dziś też się spieszycie? - Nie, dziś mamy wyjątkowo dużo czasu- odpowiedziała mnie zaskakując. - Oo! Zaskoczyłaś nas! – prawie krzyknął Kuba. Jak widać nie tylko mnie zdziwiła jej odpowiedź. Po jakiejś godzinie spędzonej na konwersacji z chłopakami dużo się o nich dowiedziałyśmy. W tym roku mieli maturę a teraz zamiast zarabiać pieniądze na studia wylegują się nad jeziorem. Podczas tych opowiadań Beata omal nie usnęła. Mało się odzywała a jeśli już zabrała głos to nie powiedziała nic mądrego. - Idę popływać – powiedziała przerywając Adamowi streszczanie swojego życia. - Hmm, to może ja też się skuszę – zadeklarował Kuba. Beata spojrzała z ukosa. - Jak chcesz – i podeszła do wody coraz głębiej się zatapiając. - Na czym to ja skończyłem? – zapytał mnie Adam, gdy zostaliśmy sami. Spotkałam się z jego spojrzeniem. W duchu przyznałam, że ma dość ładne, niebieskie oczy. „Niebieskooki blondyn” – pomyślałam nie mogąc powstrzymać uśmiechu. - Co ci tak wesoło? – zapytał zdziwiony moim zachowaniem. - Coś mi się przypomniało - skłamałam szczerze się do niego uśmiechając. - Hmm a co takiego? – zadał kolejne pytanie. Z trudem udało mi się zmienić temat i teraz rozmawialiśmy o jego rodzinie. Mówił o rodzeństwie i niemalże wszystkich znajomych. Dziwiło mnie, że ani raz nie powiedział nic o swojej dziewczynie. Był przystojny, więc na pewno ją miał – tego byłam pewna. - A o tobie niczego się nie dowiem? – zapytał po długim opowiadaniu spoglądając na Beatę, która uciekała za płynącym za nią Kubą. - Lepiej nie będę przynudzać – odpowiedziałam patrząc na jego rozwiane blond włosy przypominające skoszoną trawę. - Ty miałabyś przynudzać? – zapytał aż tak ucieszony, że nienaturalnie to wyglądało. – Fajna dziewczyna to i życie pewnie ma ciekawe – dodał puszczając mi oczko. Gdy po jakichś 50 minutach opowiadałam to Beacie w drodze do dziadków myślałam, że się rozpłynę. - Mało tego, że niesamowicie przystojny to jeszcze zajebiście fajny! – mówiłam bardzo głośno. - Eh, kochana…ty to się chyba zabujałaś – powiedziała Beata ukazując swoje wszystkie zęby. Sama nie wiem dlaczego, ale wystraszyłam się tych słów. Brzmiały jak wyrok, a przecież nic nie znaczyły. Jednak gdzieś w środku cieszyłam się, że ustawiłyśmy się z chłopakami na jutro. Rano wstałam pierwsza biegnąc do pokoju Beaty. - Czy ty oszalałaś? – wymamrotała po tym jak obudziłam ją swym radosnym śmiechem. – Uderzyłaś się w głowę? Spadłaś w nocy z łóżka? – zasypywała mnie pytaniami. - Nie, dlaczego? – dziwiłam się, ale nadal nie wiedząc czemu byłam wesoła. - Wyglądasz jakbyś właśnie wygrała jakiś milion – powiedziała sennie odwracając się na bok z zamiarem dalszego spania. - Co ty robisz? Wstawaj idziemy nad rzekę! – prawie krzyczałam ciągnąc je koc. – Chłopaki będą, już nie pamiętasz? - O rany, pamiętam! – mówiła z żalem – ale jest dopiero 9 a chłopaki będą o 13! - Ale to nie znaczy, że mamy tak długo spać! Pomyśl jak będziesz wyglądać! – tłumaczyłam. - No co? – oburzyła się. – Będę wyspana wieśniaro! – słodziła mi. – Za to ty od niewyspania będziesz mieć wielkie, sine wory pod oczami! Podbiegłam do niej i obdarowałam ją potężnym kuksańcem w brzuch. W odpowiedzi usłyszałam przeciągłe „Auła”. Nie wiem co było dalej, bowiem w podskokach opuściłam jej pokój. Za 15 trzynasta niecierpliwie wyrywałam trawę rosnącą obok jeziora. Beata za to spokojnie leżała obok mnie. - Jak tylko przyjdzie to od razu mu powiem, że się zabujałaś – odezwała się. – Zobaczysz załatwię ci to. Znieruchomiałam. - Spróbuj tylko! – prawie krzyknęłam. – Nie wiem co bym ci za to zrobiła! - Przecież nie mogę pozwolić żebyś tak się denerwowała przed każdym spotkaniem! - Ale ja się nie wcale nie denerwuję! – oburzyłam się. - Tak, tak właśnie widzę – odpowiedziała spoglądając na spory stos wyrwanej trawy. – Wszystko mu powiem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Anka — czytnik · opowiadania