Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Ann

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wśród bezdennej ciemności przenikają się dwie postaci. W całym świecie, tym dziwnym świecie jedynie one są źródłem światła. One i geometryczne, puste w środku figury z dziwnego, lśniącego diamentowym połyskiem metalu. Te figury, one przypominają łuki, tak takie chyba triumfalne łuki ze świata, w którym kiedyś mieszkały te postaci. Poza tymi „szczegółami” nie ma w tym wymiarze nic. Wszędzie panuje cisz, ale tak dziwna jest to cisza, że chwilami można usłyszeć dźwięki psychodelicznej muzyki. Muzyki? Nie, to tylko sekwencja przypadkowych dźwięków. Nie mniej jednak oddziaływujących na jaźń. Te figury. Dziwne. Powykrzywiane. Jakby niedorozwinięte. Nie mają znaczenia. -Po co one są? – pyta dziewczyna -Po co pytasz? – odpowiada pytaniem chłopak. Ciągle się przytulają. Praktycznie nie wypuszczają się z objęć, jakby mieli już nigdy się nie dotknąć. Ale przecież są tu sami. Nie ma nikogo. Nikogo, kto mógłby ich rozdzielić. Mimo to trzymają się w uścisku, który z pewnej perspektywy wygląda jak skurcz. Stoją. Dziewczyna przekłada głowę na druga stronę klatki piersiowej swojego partnera. Towarzysz temu uśmiech zakochanej, rozmarzonej i zatraconej kobiety. Piękny uśmiech. I te szkliste oczy. Jakby płakała. Ale ma mokre oczy z powodu swojego szczęścia. Jest z nim. Marzyła o tym całe życie. A teraz… Są tu tak długo, że nie pamiętają jak nazywał się ich poprzedni świat. Ten pełen wojen, głodu chłodu… uczuć. Tak, uczucia w tamtym wymiarze były chłodne. Nie ważne co mówili o nich ludzie – były chłodne. Chłopak wącha jej włosy. Zawsze kochał ich zapach. -Umrzemy kiedyś? -Głupia. – odpowiada z uśmiechem. – Dawno powinniśmy umrzeć. -Więc jesteśmy… nieśmiertelni? – niewinne pytanie z nutą skrępowania. Jakby bała się, że uzna ją za naprawdę niepojętną. -Nie wiem. Może po prostu czas płynie tu wolniej i kiedyś do nas przyjdzie. -Śmierć? -Tak. Kostucha. -Nie chcę. -Tam już dawno by nas rozdzieliła. -Myślisz, że ma taką władzę? -Chyba tak. Ale tylko na krótko. Zawsze bym cię znalazł. Nad ich głowami przeleciał samolot zawieszony na sznurku. Śmigło się nie obracało. -Patrz Ann, samolot. -Gdzie leci? – zapytała, chodź wiedziała, że on nie zna odpowiedzi. -Do rodziców. Powiedzieć, jacy jesteśmy szczęśliwi. -Mam nadzieję, że doleci i nie rozbije się pod drodze. – oboje uśmiechają się ciepło. -Myślisz, że są inni tacy jak my? Cisza. -Paul, odpowiedz. -Na pewno są. -I mają swój świat? -Swój własny. Pewnie inny niż nasz. -Ładniejszy? -Chyba nie. Wiesz, jesteśmy tu sami, a wszystko ma swoją cenę. – wtuliła się w niego mocniej. Słyszała teraz bicie jego serca. -Rozmawiałam właśnie z twoim sercem Paul. -Tak? I co mówiło? – zapytał puszczając ją jedną ręką i odpalając papierosa. -Że mnie kocha. I to tak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ann — czytnik · opowiadania