Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 9 min czytania

Ann N.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I XX.XX.2006 Kiedy byłam mała miałam wiele tajemnic, których nigdy nikomu nie zdradzałam. Ale tylko dlatego, że w domu dziecka byłam nowa i znajdowałam się w nim najkrócej. Zaledwie w dwa lata po moim przybyciu pewna młoda para adoptowała mnie i wychowała. Ale nie o tym chciałam ci opowiedzieć. Chodzi o jedną z moich tajemnic. Jeśli chcesz, to ci opowiem. A było to tak: ” – Dziś mija rok od twojego przybycia, Angel. Jesteś tu na tyle długo, żebym mogła ci coś pokazać! – Perełka mówiła to z niesamowitym przejęciem. Wpatrywała się we mnie błękitnym spojrzeniem, a na jej piegowatą, siedmioletnią buzię wypłynął tajemniczy uśmiech. Nie czekając na moją odpowiedź chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku piwnicy. – Po co tu idziemy?– zapytałam, schodząc po schodach. Nigdy nie byłam w piwnicy. Zawsze napawała mnie strachem, a zapach, który czułam przechodząc obok drzwi piwnicznych przyprawiał mnie o dreszcze. – Ciii…. –Perełka uniosła palec wskazujący i przyłożyła go do ust– Musimy być cicho, bo nie wolno nam tu schodzić.– szepnęła, a ja miałam coraz mniejszą ochotę schodzić niżej. Uwielbiałam przygody, ale ta stanow- czo mnie przerastała. – To już niedaleko– szepnęła Perełka i w półmroku, jaki panował w piwnicy zobaczyłam, jak się uśmiecha– Jesz-cze tylko kilka kroków. Nie minęła minuta, kiedy wsunęłyśmy się w szczelinę między regałem z przetworami, a ścianą. Robiło się coraz ciemniej a ja bałam się coraz bardziej. Kiedy doszłyśmy do końca regału i stanęłyśmy w samym rogu Perełka, która szła przodem, pchnęła jakieś drzwi, których wcześniej nie widziałam. Drzwi skrzypnęły przeraźliwie, a ja modliłam się w duchu, żeby nikt nie usłyszał tego hałasu. – Angel, szybko!– usłyszałam piskliwy głos Perełki i już po chwili znajdowałam się w niewielkim pomieszczeniu wypełnionym półkami z ogromną ilością papierów i teczek podobnych do tych, które widziałam na filmach z tajny- mi agentami. Wydobyłam jedną z nich i przeczytałam ”Akta sprawy Ann N. ”. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i kiedy odwróciłam się gwałtownie zobaczyłam stojącą za mną Perełkę. – Co tu pisze?– zapytała. – Jest napisane– poprawiłam ją i zaczęłam przeglądać teczkę, którą trzymałam w ręku. Zniecierpliwiona Perełka zapytała ponownie: – Ale co tu jest napisane?– dwa ostatnie słowa powiedziała ze szczególnym namaszczeniem. – To są akta, chyba policyjne. –odpowiedziałam i już chciałam zagłębić się w lekturze, gdy Perełka wyrzuciła z siebie kolejne pytanie: – A co to są akta?– powiedziała z zaciekawieniem charakterystycznym dla dzieci w jej wieku. – To są takie dokumenty– spojrzałam na nią aby upewnić się, że na razie wszystko rozumie i mogę mówić dalej– które spisują policjanci, kiedy rozwiązują jakąś sprawę, np. zabójstwo.– po chwili dodałam– Lepiej już wracajmy. I gdy tylko Perełka odwróciła się i wychodziła z pomieszczenia, ja szybko schowałam trzymaną w ręku teczkę pod bluzkę. „Będę miała co czytać wieczorami.”– pomyślałam.

Rozdział II XX.XX.1979

– Co się z tobą dzieje?– mama zaczynała się o mnie niepokoić. – Nic! Wszystko jest OK!– skłamałam. Mama tego nie zauważyła, bo już po chwili zmieniła temat: – Jak w szkole? – zapytała jak zwykle rozkojarzona i nieobecna. Stała się taka odkąd odszedł tata. Było to jakieś trzy lata temu. A teraz jest ten Max. Zaczęła się z nim spotykać miesiąc temu, kiedy przyszedł do jej sklepu z antykami. Mama nazywała to „prawie miłością od pierwszego wejrzenia”. – Mamo, są wakacje!– spojrzałam na nią pobłażliwie, ale widząc jej zakłopotanie uśmiechnęłam się do niej. – Zapomniałam ci powiedzieć, że…– na te słowa odwróciłam się od naczyń, które właśnie wycierałam– …że Max u nas dziś nocuje. Nie wiem dlaczego, ale talerz, który właśnie trzymałam w ręku, upadł w jednej chwili, a już w następnej jego kawałki rozprysły się po podłodze. Mama spojrzała na mnie ze zdziwieniem. – Coś nie tak? Myślałam, że lubisz Maxa. – Tak mamo, lubię go– skłamałam– ale po prostu trochę…– zastanowiłam się nad odpowiednim słowem, które nie uraziłoby mamy– zdziwiła mnie twoja decyzja. – Och, kochanie…– mama uśmiechnęła się tajemniczo i po chwili zarumieniła się jak nastolatka. „Ona jest z nim naprawdę szczęśliwa.” – pomyślałam. Z moich rozmyślań wyrwały mnie słowa mamy: –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%