Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 7 min czytania

Anna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Anna spojrzała, nic jeszcze nie rozumiejąc, swymi poważnymi, szarymi oczami. -Mamo, co się dzieje? Mamo! . Przed nią na łóżku leżała nieruchomo, jakby połamana, kobieca postać. Gdzieś obok kwiliło dziecko. Anna podeszła bliżej, dotknęła matki. Jej ciało było rozpalone, gorące. Nagle zobaczyła sączącą się krew. Tej czerwieni było tak dużo, że powoli zaczynała przebijać się przez pościel. -Mamo!- zawołała raz jeszcze. Kobieta, resztkami sił, próbowała podnieść powieki. Z jej ust wydobył się ledwo słyszalny szept. - Aniu, przynieś zioła, przynieść te zioła… Anna zrozumiała, że nie może już czekać, że tylko szybka pomoc może uratować matkę. Wybiegła szybko. Do lasu miała blisko, jeszcze bliżej rozciągały się łąki. Szukała krótko. Matka często pokazywała jej zioła, które hamowały krwawienie. W jej rodzinie było pięcioro dzieci, ale dopiero teraz, przy ostatnim, matka czuła się tak źle. Małym praktycznie zajmowała się Anna, zresztą jako najstarsza przejęła mnóstwo obowiązków. - Mamo, jestem… Wbiegła szybko do izby, trzymając w ręku zioła. Była zziajana, zmęczona biegiem. Zielony pęk wypadł jej z rąk. Nie musiała podchodzić bliżej. Mama już nie żyła.

Po pogrzebie matki Anna zajęła się domem, opiekując się młodszym rodzeństwem i pracując w polu i domu. Dzieci były zagubione, często płakały. Ojciec pocieszył się dość szybko. Nie minęły trzy miesiące, jak przyprowadził do domu młodą, zaledwie o trzy lata starszą od Anny, dziewczynę. - Od dziś to moja żona, a wasza matka- powiedział. W sercu Anny zrodziła się chęć ucieczki z tego domu, ucieczki od ojca, jego młodej kochanki. Czuła się samotna jak nigdy dotąd.

Okazja ucieczki pojawiła się w postaci pewnego chłopca, który pewnego dnia zjawił się w życiu Anny. Znali się od dawna, mieszkali blisko siebie. Po prostu pewnego dnia, w kościele on zobaczył te poważne szare oczy i zastanawiał się czemu wcześniej ich nie dostrzegł. Podszedł do niej po mszy, nieśmiały i speszony czekał aż Anna pożegna się z pastorem. Zapytał, czy może odprowadzić ją do domu. Anna wzięła za rękę młodsze siostry i wstydliwie skinęła głową. Miał na imię Adam, był wysoki, ciemnowłosy i bardzo szczupły. Coś w jego sylwetce i ruchach ujmowało, ale Anna nie patrzyła na niego. Przed nimi rozpościerała się długa piaszczysta droga. Słońce paliło mocno. Szli niespiesznie, jakby chcieli przedłużyć te chwile, kiedy wspólnie wędrują obok siebie. Nie rozmawiali. Dopiero przed bramą Adam odważył się zapytać: -Czy przyjdziesz dziś wieczorem nad jezioro? Anna niepewnie skinęła głową.

Tak zaczęła się miłość, która miłością nie była. Chęć wyrwania się z domu stała się dla Anny złudzeniem uczucia.

Nie umiem pisać o Annie. Albo wychodzą mi takie patetyczne banały jak powyżej albo… brakuje wiedzy. I to jest najtrudniejsze do przyznania, że tak niewiele o niej wiem. Pamiętam jej szare oczy i potrafię przywołać szorstki dotyk dłoni. Nadal czuję smak szarlotki, którą piekła- to smak mojego dzieciństwa. Umiem podać również datę jej narodzin i śmierci. Ale nie stworzę z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Anna — czytnik · opowiadania